Po kredyt do przyjaciela

Wojciech Chmielarz
28-03-2007, 00:00

Drobni przedsiębiorcy są coraz bardziej zadowoleni z banków. Słusznie. Bo większość bankowców po prostu o nich dba.

Kredyt udzielony na korzystnych warunkach daje firmie impuls do rozwoju — zapewnia środki na inwestycje, pozwala wyjść z trudnej sytuacji. Ale bywa i tak, że pożyczka — niczym kula u nogi — ciągnie przedsiębiorcę na dno. Na szczęście dzieje się tak coraz rzadziej.

— Z badań przeprowadzanych przez Polsko-Amerykańską Fundację Doradztwa dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw przy Krajowej Izbie Gospodarczej, wynika, że przedsiębiorcy coraz lepiej postrzegają działalność banków. W 2006 r. bardzo dobrze oceniano szybkość i prostotę procedury kredytowej oraz zakres pomocy w przygotowaniu wniosków kredytowych. Nieco gorzej wypadła konkurencyjność cenowa, ale i tu widać poprawę — twierdzi Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

Lepsza koniunktura

Wyniki badań świadczą o tym, że banki dopasowują się wreszcie do potrzeb małych i średnich firm. Ten pozytywny trend zauważają również bankowcy.

— Rola banków w rozwoju przedsiębiorczości w Polsce z roku na rok rośnie. Firmy coraz chętniej realizują inwestycje, korzystając z kredytów i leasingu. W 2006 r. Kredyt Bank udzielił małym i średnim firmom kredytów o dwukrotnie większej wartości niż w 2005 r. W 2007 r. może ona jeszcze wzrosnąć — ocenia Mirosława Markuszewska z departamentu marketingu i rozwoju produktów Kredyt Banku.

Na dobrą ocenę banków wpłynęło kilka czynników. Najważniejszy to pieniądze. Sektorowi wiedzie się coraz lepiej, więc instytucje finansowe chętniej obsługują drobnych przedsiębiorców.

— Wzrost gospodarczy w 2006 r. oraz wysoka dynamika inwestycji i eksportu wpłynęły na poprawę zdolności kredytowej firm małych i średnich. Umożliwiło to stopniowe łagodzenie kryteriów oceny ryzyka kredytowego oraz wymagań odnośnie do zabezpieczeń kredytów. W efekcie banki udzielają więcej kredytów małym i średnim przedsiębiorstwom. Widać też nowe trendy, takie jak zautomatyzowanie i standaryzacja procesów udzielania pożyczek — wyjaśnia Krzysztof Gerlach, dyrektor departamentu bankowości małych i średnich przedsiębiorstw BRE Banku — laureata ósmej edycji konkursu Bank Przyjazny dla Przedsiębiorców w kategorii banki komercyjne.

Liczy się pomoc

Zmianę nastawienia banków do małych i średnich przedsiębiorstw widać również w ofercie dla tej grupy klientów — szerszej i bogatszej niż tylko kredyty.

— Standardem stały się usługi doradcze banków, dostępne już nie tylko dla najzamożniejszych klientów korporacyjnych, ale również dla małych firm — potwierdza Andrzej Arendarski.

Ale rola doradcy klienta nie powinna ograniczać się do podstawowej opieki.

— BRE Bank kładzie nacisk na pomoc ekspercką i dostęp do wiedzy fachowej, np. w dziedzinie handlu zagranicznego, produktów bankowości inwestycyjnej, funduszy UE, a także leasingu, faktoringu czy usług maklerskich — wymienia Krzysztof Gerlach.

Znaczenie doradztwa dostrzega też Mirosława Markuszewska.

— Nie ma klientów niewykształconych... najwyżej pracownicy bankowi, niepotrafiący pomóc ani doradzić przedsiębiorcy. Dlatego banki przywiązują coraz większą wagę do jakości obsługi klientów i fachowości personelu. Bo kompetentny doradca bankowy nie tylko otwiera rachunek firmowy i przyjmuje przelew. Przede wszystkim wyjaśnia klientowi niuanse bankowych produktów, a także doradza, jaką formę finansowania powinien wybrać w konkretnej sytuacji — przekonuje.

Do poprawki

W tej laurce znajdą się jednak elementy do dopracowania. Zarówno po stronie banków, jak i klientów.

— Zdarza się, że przedsiębiorcy, korzystający z produktów bankowych, nie czytają dokładnie wielostronicowych umów i zawartych w nich ważnych klauzul. Ten problem rozwiązują czytelne, zintegrowane umowy bankowe. Jeśli pojawi się w nich coś niezrozumiałego, może to wyjaśnić przedsiębiorcy jego doradca — uważa Krzysztof Gerlach.

Ale to niejedyny problem.

— Kolejny błąd przedsiębiorców to podejmowanie starań o finansowanie w momencie, kiedy ich firmy popadają w finansowe tarapaty, a nie wtedy, gdy osiągają dobre wyniki. Najlepszym rozwiązaniem jest zabezpieczenie płynności bieżącej za pomocą limitów kredytowych, przyznawanych na określony czas. W ich ramach można skorzystać, w dowolnym momencie obowiązywania limitów, z rozmaitych produktów kredytowych na żądanie, bez konieczności ponownego badania zdolności kredytowej — tłumaczy Krzysztof Gerlach.

No i ta elektronika

Banki powinny natomiast popracować nad ofertą internetową, a konkretniej — edukacją klientów w jej zakresie.

— Ocena banków przez klientów jest zróżnicowana w poszczególnych regionach. Widać to zwłaszcza w grupie klientów korzystających z bankowości elektronicznej, mimo jednolitej oferty w całym kraju. Może to wynikać z różnicy poziomu edukacji — i krytycyzmu — klientów. Pozornie niskie wyniki w danym regionie mogą świadczyć o konieczności nasilenia działań edukacyjnych wobec klientów nie w pełni przygotowanych do korzystania z nowych form bankowości — przekonuje Andrzej Arendarski.

Dodaje, że w modułach bankowości elektronicznej brakuje przede wszystkimi narzędzi indywidualnego kontaktu z klientem. Bezpośrednie spotkanie z doradcą decyduje o większej konkurencyjności cenowej banków tradycyjnych.

— Banki wykorzystujące bankowość elektroniczną powinny rozważyć wprowadzenie elektronicznych modułów negocjacyjnych w tych kategoriach produktów — radzi Andrzej Arendarski.

Jeśli banki posłuchają tej rady, to może niedługo przyjaźń między nimi a przedsiębiorcami rozkwitnie również w internecie.

Małe firmy doceniają opiekę indywidualnego doradcy

Do niedawna banki nie rozpieszczały małych przedsiębiorców. Nie angażowały się zbytnio w obszarze, postrzeganym jako dość ryzykowny, a zarazem mało efektywny. Nie były też dostatecznie przygotowane do tej działalności. Niedostatki dotyczyły zarówno kadry — rozumiejącej potrzeby małego biznesu — jak i narzędzi do oceny kondycji i wiarygodności kredytowej. Także przedsiębiorcy musieli dojrzeć, by zrozumieć korzyści współpracy z bankiem oraz spełnić warunki pozwalające myśleć o czymś więcej niż prosty rachunek rozliczeniowy. Banki w końcu zrozumiały, że małe firmy to potencjalny obszar efektywnego biznesu. Obsługa najmniejszych klientów, korzystających z wąskiego zakresu usług, opiera się jednak na modelu bankowości detalicznej, uproszczonej, wystandaryzowanej i taniej. A granice wielkości firm, które dobrze czują się w takim modelu obsługi, trudno ustalić. Banki różnią się pod tym względem i wciąż poszukują optymalnych granic. To kwestia wrażliwa, bo wielu przedsiębiorców, nawet bardzo małych, oczekuje indywidualnej obsługi i pomocy w rozwiązywaniu problemów. Banki muszą zatem dobrze ocenić, jakie cechy firmy zasługują na to, by powierzyć ją opiece indywidualnego doradcy i zaproponować szerszą gamę nowoczesnych produktów, dostępnych do niedawna tylko dla większych klientów. Taka elastyczność, a także korpus doradców bankowych —przygotowanych do partnerskiego dialogu i rozumiejących naturę przedsiębiorczości małej skali — to najważniejsze kryteria banków przyjaznych. Taka jest, z natury, większość banków spółdzielczych. Dla dużych instytucji sieciowych bywa to trudniejsze, bo standaryzacja i centralizacja utrudnia bycie elastycznym i lokalnie zorientowanym. Dlatego trzeba docenić wysiłek sporej liczby banków, starających się zasłużyć na coraz lepsze oceny drobnych przedsiębiorców.

Andrzej Lech

prezes Warszawskiego Instytutu Bankowości, współorganizatora konkursu Bank Przyjazny dla Przedsiębiorców i badań rynkowych na temat relacji banki – małe i średnie przedsiębiorstwa

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ubezpieczenia / Po kredyt do przyjaciela