Minister finansów Marek Belka zdaje sobie sprawę, że to jego koalicja bę- dzie wprowadzała Polskę do UE. Zanim do tego dojdzie, trzeba będzie stoczyć wojnę z rynkiem walu- towym, by doprowadzić do deprecjacji złotego.
Ustalenie kursu złotego na odpowiednim poziomie przed wejściem do Unii Europejskiej będzie dużą sztuką. Jednak tylko powodzenie tej operacji może pomóc gospodarce. Europejski System Kursowy toleruje pewne odchylenia od centralnego parytetu, którego poziom zależeć będzie prawie tylko od działań rządu.
Do końca 2002 r. zakończyć się mają przedakcesyjne negocjacje z UE. W roku 2003 musi zostać ustalony kurs złotego przed wejściem Polski do struktur europejskich. Jego odpowiedni poziom będzie miał kluczowe znaczenie dla całej gospodarki.
— Przed wejściem do Unii Monetarnej przez dwa lata waluta musi zachowywać się stabilnie, by można było dobrze wyznaczyć jej kurs wymiany na euro — mówi Iwona Pugacewicz-Kowalska, ekonomista Pekao SA.
Zaznacza jednak, że pojawiają się opinie, iż usztywnienie kursu nie jest tak dobrym rozwiązaniem, jak obecny płynny kurs złotego.
Minister finansów Marek Belka twierdzi, że złoty jest przewartościowany i należy jego kurs obniżyć przed wprowadzeniem Polski do ERM II. Nikt jednak, oprócz ministra Marka Belki, nie chce podać, ile powinien wart być złoty.
— Moim zdaniem, złoty powinien być słabszy w momencie wejścia do ERM II. Różnica w produktywności między europejskimi przedsiębiorstwami a polskimi powinna zostać zniwelowana. W chwili wejścia do UE będą widoczne naciski na umocnienie złotego, m.in. poprzez napływ inwestycji bezpośrednich i funduszy pomocowych — mówi Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska.
Jeżeli kurs złotego zostanie ustalony zbyt wysoko, okaże się, że bardzo poważne problemy będą miały przedsiębiorstwa eksportujące.
— W 2001 r. mimo niekorzystnego kursu waluty polskiej, eksport utrzymał się na stosunkowo wysokim poziomie. Polskie przedsiębiorstwa rekompensowały sobie to przede wszystkim wzrostem wydajności pracy — mówi Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP SA.
Nie wiadomo jednak, jak długo przedsiębiorstwa będą w stanie utrzymać swoją rentowność na odpowiednim poziomie. Wraz ze spadkiem eksportu pogorszy się deficyt na rachunku bieżącym, a ostatni najmocniejsi eksporterzy w Polsce mogą po prostu zniknąć z rynku.
Niektórzy specjaliści wątpią jednak w to, że znacząca dewaluacja złotego jest dobrym rozwiązaniem.
— W tym tkwi cały problem, gdyż do końca nie wiadomo, czy znaczne osłabienie złotego, tak jak to proponuje rząd, nie wpłynie negatywnie na gospodarkę. Należy pamiętać, że wzrośnie koszt obsługi naszego zadłużenia zagranicznego. Polski import to przede wszystkim nowoczesne technologie, bez których większość przedsiębiorstw nie będzie w stanie konkurować z innymi firmami z UE. Rząd naprawdę stanie wobec bardzo poważnego problemu — dodaje Iwona Pugacewicz-Kowalska.
Do tego, by sprawdzić, czy i na ile polska waluta jest przewartościowana, potrzebne są badania ekonometryczne. Na razie wszyscy politycy i większość ekonomistów twierdzi, że złoty jest za mocny. Wypowiedzi premiera Leszka Millera lub wicepremiera Marka Belki nie są poparte żadnymi konkretnymi danymi, a ich wpływ na rynek walutowy ma charakter krótkotrwały.
— W Wielkiej Brytanii po załamaniu wcześniejszego systemu (Europejski System Monetarny ustalał sztywny kurs wymiany, co doprowadziło w konsekwencji do upadku tego rozwiązania ostatecznie w 1993 r.) położono większy nacisk na badania ekonometryczne ustalające fundamentalny poziom kursu — dodaje Łukasz Tarnawa.
Najważniejszym problemem w 2003 r., z jakim zetknie się rząd, będzie właśnie ustalenie centralnego parytetu, wokół którego złoty będzie mógł się wahać maksymalnie o 15 proc.
— Jeżeli Polsce uda się uzyskać zgodę Komisji Europejskiej na tak wysoki poziom wahania złotego, to rynek będzie miał większe pole do poszukiwania odpowiedniego kursu równowagi. Punktem odniesienia będzie jednak centralny parytet, który zasadniczo może zmienić sytuację, jeżeli zostanie ustalony na nieodpowiednim poziomie — ostrzega Łukasz Tarnawa.