Po zyski z obligacji wybierz się za granicę

Jagoda Fryc
opublikowano: 2014-07-11 00:00

Inwestycja w papiery dłużne z rynków wschodzących to nie tylko ciekawa alternatywa dla polskich obligacji, ale też sposób na niezły zarobek

Patriotyzm inwestycyjny, choć godny pochwały, nie zawsze jest opłacalny. Zwłaszcza gdy otoczenie rynkowe przestaje sprzyjać polskim aktywom finansowym — a tak dzieje się z polskimi obligacjami skarbowymi, które zdaniem ekspertów nie przyniosą w najbliższym czasie wysokich zysków. — Rentowność obligacji 10-letnich pozostaje na poziomie 3,5 proc. i istotnego spadku rentowności, a więc również większych zysków, trudno się spodziewać. Inwestycji zagranicznych nie należy się bać, ale traktować bardziej jako formę dywersyfikacji portfela — tłumaczy Krzysztof Izdebski, zarządzający z Union Investment TFI.

W krajach, które z polskiej perspektywy wydają się nieco egzotyczne, można całkiem nieźle zarobić. Dość powiedzieć, że najlepszy fundusz obligacji emerging markets ze stajni Fidelity, który okazji inwestycyjnych szuka m.in. w Turcji, Wenezueli, Meksyku, Indiach, Rwandzie, Białorusi, Gruzji, Chinach i Argentynie, zyskał od początku roku w przeliczeniu na złote 11,2 proc. W tym czasie polskie odpowiedniki zarobiły średnio 6,6 proc., a najlepszy — ING Zagranicznych Obligacji Rynków Wschodzących zwyżkował o 9,2 proc.

Fala optymizmu

W ostatnich kilku miesiącach widmo deflacji krążące po Europie spowodowało, że odżyły nadzieje na uruchomienie pras drukarskich przez Europejski Bank Centralny. Na początku czerwca Mario Draghi, prezes EBC, potwierdził, że takie nadzieje nie są pozbawione podstaw.

— Fala zakupów na rynkach obligacji w Europie i na rynkach wschodzących widoczna od marca jeszcze bardziej wezbrała. Im bliżej strefy euro, tym trwalsza i bardziej widoczna okazała się ostatnia hossa na rynku papierów dłużnych — przypomina Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI. Od początku roku największe spadki rentowności obligacji odnotowano w Portugalii, Grecji, Hiszpanii, Słowenii, na Węgrzech i w Czechach.

— Krzywa rentowności obligacji u naszych południowych sąsiadów przesunęła się w dół do 1,5 proc., co przełożyło się na zyski rzędu 7-8 proc. dla posiadaczy 10-letnich papierów — mówi Krzysztof Izdebski.

Zdaniem specjalistów, zagraniczne rynki długu wciąż dają wiele możliwości do zarobku. Krzysztof Izdebski radzi jednak, aby szukać okazji tam, gdzie rentowności obligacji są wysokie, ale zakładamy, że będą spadać, a gdyby jednak tak się nie stało, to ewentualne odwrócenie globalnego trendu nie będzie dla nich bolesne.

— W przypadku wzrostu rentowności, posiadając już obligacje, stracimy niestety na cenach, ale nadal będziemy otrzymywać dochód z kuponów — wyjaśnia Krzysztof Izdebski.

Palcem po mapie

Wojciech Łaciak z Inventum TFI zwraca uwagę, że Brazylia, Turcja czy Rosja pozwalają otrzymać dochód na poziomie 7-10 proc. przy ryzyku kredytowym odpowiadającym AAA, czyli nadawanym podmiotom o najwyższej wiarygodności finansowej.

— Dla portfeli o większej tolerancji na ryzyko spektrum jest szersze: od prostych obligacji ukraińskich typu sovereign, czyli obligacji rządowych wypuszczanych na rynek międzynarodowy, denominowanych w dolarze, z ryzykiem kredytowym Ukrainy i dochodowością rzędu 8-9 proc., przez pożyczki Mozambiku w dolarze, gwarantowane przez rząd tego kraju na poziomie 7-8 proc., aż po emisje samorządowe Buenos Aires postrzegane na rynku jako ekwiwalent zaufania do zdolności kredytowej samej Argentyny na rynku międzynarodowym, z rentownością około 12 proc. — wylicza Wojciech Łaciak, zastępca dyrektora departamentu zarządzania Inventum TFI. Zarządzający funduszami mogą też skutecznie wykorzystywać turbulencje rynkowe. Na początku kryzysu krymskiego rentowności obligacji ukraińskich sięgały 20 proc.

— Czy rosyjskie koleje państwowe ze swoimi obligacjami dopuszczonymi na rynki międzynarodowe są obarczone ryzykiem, biorąc pod uwagę możliwe sankcje i kryzys ukraiński? W teorii tak, w praktyce jest to ryzyko niewielkie, a ewentualna wyprzedaż może posłużyć do kupna rozsądnej ilości papierów o dobrej rentowności, i to firmy, której charakter raczej ogranicza możliwość bezwarunkowej niewypłacalności — uważa Wojciech Łaciak. Wojciech Mazurkiewicz z TFI PZU przypomina też, że dla inwestora z Polski zarobek z obligacji wyrażony w złotych jest wyższy od rentowności euroobligacji (wyrażonej w EUR, USD) o różnicę stóp procentowych, co jeszcze bardziej uatrakcyjnia taką inwestycję.