Przez kilka ostatnich dni zajmowaliśmy się głównie harcami przystawek, które zaowocowały powstaniem lisiej spółki politycznej Ligi Polskich Rodzin z Samoobroną. Wczoraj uzyskała ona błogosławieństwo samego Tadeusza Rydzyka, a w Warszawie odezwało się wreszcie danie główne — Prawo i Sprawiedliwość. Rządząca partia wysłała jednoznaczny sygnał i do krnąbrnych koalicjantów, i do opozycji, że to ona zdecyduje o ewentualnym skróceniu kadencji Sejmu i przedterminowych wyborach parlamentarnych.
Uchwała Sejmu o samorozwiązaniu wciąż wydaje się nieprawdopodobna, ale tak na wszelki wypadek przypominamy, że do jej podjęcia konieczne jest pokonanie poprzeczki sztywno zawieszonej na wysokości 307 głosów. Wszystkie dotychczasowe wnioski o skrócenie kadencji były z góry skazane na niepowodzenie — i teraz również losy projektów wniesionych przez PO i SLD zależą od postawy PiS. Rozgrywka toczyć się będzie o najbardziej korzystny termin wyborów, czyli o to, czy ewentualne skrócenie kadencji będzie „nasze” czy „wraże”.
Wczoraj premier Jarosław Kaczyński rzucił zupełnie kuriozalny termin hipotetycznych wyborów — połowa listopada. W pierwszym momencie myślałem, że to przekłamanie, ponieważ ze względów budżetowych byłby to termin dramatycznie szkodliwy dla państwa. Jedynym jego uzasadnieniem są względy polityczne. Rok temu PiS przeforsowało wybory samorządowe 12 listopada, traktując przypadające dzień wcześniej Narodowe Święto Niepodległości jako podnóżek, po którym IV RP miała wskoczyć na samorządowe stołki w całym kraju. Jak pamiętamy, plan ten nie wypalił, nie pomogło nawet transmitowanie i powtarzanie w dniu ciszy wyborczej przemówienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego z placu Piłsudskiego.
W tegorocznym listopadzie niedziele przypadają 4, 11, 18 i 25. Zakładając minimalny choćby szacunek dla święta, wykluczający wybory 11 listopada, w grę wchodziłyby terminy 4 i 18 listopada. W każdym wariancie polityczne wykorzystanie Narodowego Święta Niepodległości okazuje się niemożliwe — pierwsza niedziela wypada za wcześnie (i jest związana ze Wszystkimi Świętymi), 18 listopada zaś patriotyczne treści zostałyby przykryte finiszem ostrej kampanii. No, tak, ale założeniem jest choćby minimalny szacunek władców IV RP dla daty 11 listopada.