Prawo i Sprawiedliwość (PiS) wzięło sobie do serca falę krytyki, która spadła na partię za projekt podatku od niektórych instytucji finansowych, i zabrało się do poprawek. W ciągu ostatnich dwóch tygodni ustawa przeszła prawdziwą metamorfozę i właściwie jedynym zapisem, którego nie objęły zmiany, jest ten, że danina będzie płacona od aktywów. Wiele zmian posłowie wprowadzili do projektu ustawy jeszcze przed Gwiazdką. Sejmowa większość w Komisji Finansów Publicznych zdecydowała o zrównaniu stawki podatku dla wszystkich podmiotów na poziomie 0,39 proc. wartości aktywów rocznie i objęcie daniną firm pożyczkowych. Posłowie zaproponowali też, że ubezpieczyciele zapłacą podatek dopiero od aktywów powyżej 2 mld zł, a banki — od 4 mld zł. Wczoraj Sejm postanowił jednak pójść dalej, po raz kolejny zmieniając główne założenia podatku. W bankach spod daniny wyłączone będą obligacje skarbowe oraz połowa aktywów, które sektor nabywa od banku centralnego na zabezpieczenie kredytu refinansowego. Ekonomiści nie mają wątpliwości, że dobrą wiadomością dla bankowców jest to, że nie będą płacili fiskusowi za długi… ministra finansów.
— Gdyby obligacje w bankach były opodatkowane, pewnie znalazłoby to odzwierciedlenie w ich wycenie na rynku. Oczywiste byłyby zmniejszenie popytu na dług emitowany przez rząd lub wzrost rentowności papierów skarbowych. Wyłączenie ich z podatku może natomiast spowodować, że część banków będzie chętniej kredytowała budżet, a nie przedsiębiorstwa — uważa Piotr Bujak, ekonomista PKO BP. Takiego przywileju wyłączenia z podatku nie dostaną ubezpieczyciele, ale dla polityków nie jest to specjalnym problemem.
— W branży ubezpieczeniowej podatek najmocniej dotknie PZU, który jest kontrolowany przez skarb państwa. Nie ma więc ryzyka, że nie będzie kupował obligacji. Poza tym spółka jest nadpłynna, a dzięki podatkowi budżet nie będzie musiał hojnie dzielić się dywidendą z pozostałymi akcjonariuszami — mówi jeden z posłów PiS. Żeby w kasie państwa wszystko się zgadzało, po wyłączeniu obligacji z opodatkowanych aktywów, wzrosła do 0,44 proc. roczna stawka podatku. Przed poprawkami miało to być 0,39 proc., co dawało 4,8 mld zł dodatkowych wpływów rocznie. Konrad Raczkowski, wiceminister finansów, przyznaje jednak, że teraz do kasy wpłynie mniej, bo ok. 4,4 mld zł, chociaż w projekcie budżetu na przyszły rok zapisano 5,5 mld zł. Jedną czwartą wpływów mają dostarczyć państwowe spółki. Z wyliczeń rządu wynika, że 870 mln zł zapłaci PKO BP, a sam PZU (nie licząc grupy) — 150 mln zł. © Ⓟ