Czytasz dzięki

Podatek deszczowy na walkę z suszą

Rządowi urzędnicy szykują ułatwienia dla inwestycji retencyjnych. Finansowanie zapewnią właściciele działek powyżej 600 m kw. co najmniej w połowie zabudowanych

Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej (MGMiŻŚ) przygotowało projekt specustawy, której celem jest zapobieganie skutkom suszy i podtopieniom po gwałtownych ulewach. Przewiduje on ułatwienia w wywłaszczaniu i pozyskiwaniu gruntów pod inwestycje retencyjne oraz przyśpieszenie wydawania decyzji administracyjnych.

Zmiana przepisów ma zmotywować właścicieli nieruchomości do
ograniczenia betonowej zabudowy oraz do inwestowania w urządzenia retencyjne.
Dotychczas przepisy i opłaty dotyczyły głównie dużych obiektów handlowych,
które często inwestują w retencję, obniżając w ten sposób wysokość daniny.
Wyświetl galerię [1/2]

POSTAW NA ZIELEŃ:

Zmiana przepisów ma zmotywować właścicieli nieruchomości do ograniczenia betonowej zabudowy oraz do inwestowania w urządzenia retencyjne. Dotychczas przepisy i opłaty dotyczyły głównie dużych obiektów handlowych, które często inwestują w retencję, obniżając w ten sposób wysokość daniny. Fot. WM

„Specustawa przyśpieszy przygotowanie do realizacji inwestycji średnio o 180 dni” — czytamy w uzasadnieniudo projektu zmiany przepisów.

Priorytety inwestycyjne

Budowa obiektów ograniczających negatywne skutki suszy będzie mieć pierwszeństwo, nawet jeśli będzie kolidować z wykonaniem projektów mieszkaniowych. Przepisy dopuszczą też nieodpłatne zajmowanie dróg publicznych czy linii kolejowych, jeśli będzie to konieczne podczas inwestycji hydrotechnicznych.

Dzięki tym ułatwieniom Wody Polskie będą mogły wykonać takie inwestycje, jak np. budowa stopnia wodnego na Wiśle w Niepołomicach, Lubiąż i Ścinawa na Odrze czy Pisz na rzece Pisie. Łatwiej będzie także wykonywać projekty retencyjne w gminach czy na gruntach leśnych oraz melioracyjne, m.in. w rolnictwie, a nawet budować oczka wodne czy ogrody deszczowe.

Stop betonozie

Jak sfinansować tak wiele zadań? Na to także w projekcie ustawy przewidziano rozwiązanie. MGMiŻŚ planuje znacznie zwiększyć wysokość i krąg podmiotów płacących tzw. opłatę za usługi wodne, związaną z utratą naturalnej retencji, potocznie nazywaną podatkiem od deszczu. Obecnie płacą ją głównie właściciele nieruchomości o powierzchni co najmniej 3,5 tys. m kw., zabudowanych minimum w 70 proc.

Według nowych przepisów opłata obejmie właścicieli nieruchomości mających co najmniej 600 m kw., jeśli są w połowie zabudowane. Wysokość opłat, podobnie jak teraz, będzie uzależniona od tego, czy i w jakim zakresie urządzenia i budowle na zabudowanym terenie pozwalają na retencjonowanie wody (przepuszczanie do gleby czy jej zatrzymywanie w środowisku).

„Łączne koszty, jakie z tytułu opłaty za utratę naturalnej retencji będą musieli ponieść właściciele nieruchomości (…), mogą wynieść średnio około 1350 zł rocznie na gospodarstwo domowe” — prognozują przedstawiciele MGMiŻŚ w ocenie skutków regulacji.

Wyliczają też, że w Polsce w małych, lokalnych obiektach retencyjnych gromadzonych jest średnio 826 mln m sześc. wód opadowych, co stanowi około 1 proc. całkowitego odpływu rocznego oraz około 20 proc. retencjonowanej wody w Polsce.

„Docelowy potencjał wzrostu retencji w Polsce ocenia się na około 15 proc. całkowitego odpływu” — przewiduje MGMiŻŚ.

Zakłada również 20-krotny wzrost liczby nieruchomości objętych retencyjną daniną. Obecnie muszą ją płacić właściciele 6,9 tys. działek. Opłata za utraconą retencję, która wpływa do Wód Polskich, sięga obecnie 6,24 mln zł, a do samorządów niespełna 700 tys. zł rocznie. Zwiększenie kręgu parapodatników oraz podwyższenie stawek przyniesie beneficjentom 180 mln zł rocznie, które wykorzystają na inwestycje łagodzące skutki suszy i przeciwdziałanie podtopieniom. Do Wód Polskich wpłynie z tej kwoty 135 mln zł.

Dotychczas samorządy mogły dostawać 10 proc. wpływów z opłaty, a obecnie wskaźnik wzrośnie do 25 proc., ale minimum 20 proc. tego przychodu gminy muszą przeznaczać na retencjonowanie wód opadowych i roztopowych.

Andrzej Osiński, ekspert platformy Retencja.pl oraz przewodniczący zespołu ekspertów ds. wód opadowych i roztopowych, podkreśla, że opracowanie rozwiązań legislacyjnych oraz określenie źródeł finansowania pozytywnie wpłynie na poprawę wskaźników retencyjnych, ograniczy skutki suszy czy gwałtownych podtopień, zmniejszając udział zabetonowanych nieruchomości. Podkreśla jednak, że trzeba iść krok dalej.

— Konieczne jest także opracowanie programu eksploatacji i utrzymania obiektów retencyjnych, budowa kadry , czyli operatorów systemu itp. — podkreśla Andrzej Osiński.

Nowe budynki muszą mieć obecnie certyfikaty energetyczne czy inne zaświadczenia o tym, że są przyjazne dla środowiska, ale warto także, jego zdaniem, wprowadzić obowiązek określania parametrów pokazujących ich wpływ na suszę czy ryzyko podtopień. Obecny projekt idzie w tym kierunku. Wprowadza też obowiązek pozyskiwania pozwoleń wodnoprawnych przez właścicieli, którzy chcą zabudować więcej niż połowę działki.

Ciężar parapodatku

Dotychczas przepisy i opłaty dotyczyły głównie podmiotów budujących duże osiedla czy sklepy. Po ich zmianie wysokość opłat ponoszonych przez właścicieli wielkopowierzchniowych obiektów handlowych jest szacowana na 6 mln zł. Często inwestują oni bowiem w urządzenia retencyjne, co obniża wysokość daniny. Ciężar ponoszenia retencyjnego parapodatku może więc spaść na właścicielimniejszych działek i budowli. Będą zmuszeni do ograniczenia zabudowy działek albo używania materiałów i urządzeń ułatwiających przepuszczanie wody do gleby czy jej retencjonowanie. Na drugą opcję liczy Libet, dostawca kostki brukowej.

— Na zmiany w prawie dotyczącym walki z suszą czy tzw. małą retencją przygotowywaliśmy się od kilku lat. Zwiększona troska o zasoby wodne to trend, który od dłuższego czasu obserujemy na rynkach zachodnich, także w budownictwie. Producenci premium, tacy jak Libet, będą w uprzywilejowanej pozycji. Już obecnie w naszej ofercie można bowiem znaleźć elementy ażurowe do utwardzania ciągów komunikacyjnych, kostki i płyty z tzw. dużymi odstępnikami czy specjalne kostki o porowatej strukturze — mówi Sławomir Salamon, dyrektor finansowy Libetu.

Firma ma także w ofercie skrzynki rozsączające, które umożliwiają odprowadzanie deszczówki z powierzchni utwardzonych i jej zagospodarowanie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane