Podatki ograniczają elastyczność serwerów

Kamil Kosiński
21-10-2002, 00:00

W krajach zachodnich można kupować serwery uniksowe płacąc za nie mniej niż wynikałoby to z cennika. Można bowiem zdecydować o zakupie wersji z uśpionymi procesorami. Opłaty proporcjonalne do ich mocy obliczeniowej wnosi się dopiero po ich uaktywnieniu, które może wynikać ze wzrostu zapotrzebowania na moc obliczeniową. W Polsce system podatkowy skutecznie hamuje takie oferty.

Uśpione procesory

Od pewnego czasu dostawcy serwerów uniksowych są gotowi sprzedawać je w ramach programów, które określa się mianem „wydajność na żądanie” (capacity on demand). Oferty poszczególnych producentów sprzętu są oczywiście zróżnicowane, ale z grubsza rzecz biorąc sprowadzają się one do tego, że klient kupuje serwer powiedzmy 32-procesorowy, ale płaci za niego jak za 16-procesorowy. Tyle tylko procesorów jest gotowych do pracy. Pozostałe 16 jest zamontowane w maszynie, ale znajduje się w stanie uśpienia. Ich aktywacja może nastąpić w wyniku wzrostu zapotrzebowania na moc obliczeniową. Z technicznego punktu widzenia może do tego dojść zarówno automatycznie, jak i na żądanie klienta, co z kolei wiąże się z wizytą serwisanta lub przynajmniej jego zdalną ingerencją za pomocą specjalnego oprogramowania. W każdym przypadku użytkownik serwera musi przy tym dopłacić jego dostawcy taką część ceny całej maszyny, jaka jest proporcjonalna do właśnie uruchomionej mocy obliczeniowej.

Trochę założeń

Może się wydawać, że cała operacja nie ma sensu. Każda firma powinna przecież wiedzieć, jakiego sprzętu potrzebuje i taki właśnie kupić. Zdaniem przedstawicieli producentów serwerów, prawda jest jednak bardziej złożona.

— Tak naprawdę nikt nie wie, jakiej mocy obliczeniowej potrzebuje. Firmy wiedzą, z jakich modułów oprogramowania będą korzystać, ilu będzie ich użytkowników i w jakich godzinach będą pracować. Metody szacowania zapotrzebowania na moc obliczeniową są jednak bardzo zawodne i najczęściej kupuje się serwer za mały albo za duży. W tym drugim przypadku tylko się przeinwestowało. W pierwszym albo trzeba się męczyć z maszyną nie spełniającą oczekiwań, albo kupić następny, większy serwer — tłumaczy Michał Gawryś, kierownik sprzedaży serwerów pSeries w IBM Polska.

Takim problemom mają właśnie zapobiegać oferty z gatunku wydajność na żądanie. Ich założeniem jest zminimalizowanie ryzyka finansowego klienta, związanego z zakupem zbyt małej lub zbyt dużej maszyny. Nie obejmują one przy tym najprostszych modeli serwerów, ale dopiero takie, przy których pomyłka w oszacowaniu zapotrzebowania na moc obliczeniową kosztuje kilkaset tysięcy złotych. Zarówno HP, jak i IBM oferują w krajach zachodnich rozwiązania z gatunku wydajność na żądanie dopiero w maszynach 8-procesorowych. Ich ceny zaczynają się od 200 tys. USD. Formalnie, także Fujitsu-Siemens dysponuje takimi rozwiązaniami w maszynach 8-procesorowych. Jednak przedstawiciele tej firmy sami przyznają, że właściwie są one dedykowane do maszyn większych — co najmniej 16-procesorowych, wycenianych nie niżej niż na 250 tys. euro. Oferty typu wydajność na żądanie to jednak nie tylko oszczędności bezpośrednio związane z samym zakupem serwerów, to także możliwość uniknięcia przestojów związanych z ich modernizacją.

— Oferty typu wydajność na żądanie powinny szczególnie interesować firmy telekomunikacyjne i sektor finansowy. Umożliwiają bowiem wyeliminowanie przestojów na modernizację, wywołanych przez szybki wzrost liczby klientów detalicznych — wyjaśnia Piotr Brychczyński, odpowiedzialny za serwery Alpha, PA-RISC i Itanium kierownik ds. produktów w dziale rozwiązań dla przedsiębiorstw Hewlett-Packard Polska.

— Chcąc zwiększyć moc obliczeniową maszyny nie trzeba czekać, aż fabryka wyprodukuje procesory. One są już zainstalowane w serwerze, a klucz potrzebny do ich aktywacji można chociażby przesłać e-mailem — podkreśla Michał Gawryś.

Praktyczne problemy

W praktyce jednak, z zalet tej formy sprzedaży polscy nabywcy serwerów uniksowych nie mogą skorzystać. Ani Hewlett-Packard, ani Fujitsu-Siemens standardowo nie oferują programów typu wydajność na żądanie na naszym rynku. W indywidualnych przypadkach podejmują czasami rozmowy na ten temat, ale na razie nawet one nie doprowadziły do sprzedaży choćby jednej maszyny. Wszystkiemu jest winien system podatkowy.

— Wiadomo, że serwerów uniksowych nikt w Polsce nie produkuje. Jako spółka działająca w Polsce kupujemy je od naszej niemieckiej firmy matki. Przy tej okazji musimy zapłacić VAT za całą maszynę. Musimy więc zamrozić pieniądze i liczyć na to, że je kiedyś odzyskamy. To zaś wcale nie jest pewne, bo nigdzie nie jest powiedziane, że klient kiedykolwiek włączy uśpione procesory. Sam fakt, że musielibyśmy zamrozić pieniądze w sprzęcie, jest przy tym do zaakceptowania, bo jako korporacja jesteśmy jego producentem. Nie możemy się jednak zgodzić na płacenie VAT-u od większej wartości tego sprzętu niż później znajdzie się na fakturze wystawionej klientowi — tłumaczy Tomasz Szabunio, szef produktu systemów uniksowych w polskim oddziale Fujitsu-Siemens Computers.

Tylko przedstawiciel IBM deklaruje sprzedaż serwerów z nieaktywnymi procesorami.

Z powodu podatków

— Problem VAT-u to raczej wymówka dla firm, które nie oferują tego typu rozwiązań na polskim rynku. Większość nowych mainframe’ów sprzedawanych przez nas w Polsce ma zainstalowane dodatkowe procesory, które włącza się w zależności od potrzeb. Typowego serwera uniksowego w tej formule nie udało nam się co prawda sprzedać, ale wielokrotnie oferowaliśmy je potencjalnym klientom — twierdzi Michał Gawryś.

Zdaniem konkurentów IBM, to, że firma ta sprzedaje w ofertach typu wydajność na żądanie wyłącznie mainframe’y, a nie typowe maszyny uniksowe, zwane umownie serwerami RISC-owymi, tylko potwierdza problemy z rozliczaniem VAT-u, jakie zgłaszają Hewlett-Packard i Fujitsu- Siemens. Zastrzegając, że nie chcą się wypowiadać pod własnym nazwiskiem, przedstawiciele konkurentów IBM podkreślają, że na rynku mainframe’ów konkurencja jest bardzo ograniczona. Marże mogą więc nierzadko sięgać 100 proc., co z nawiązką pokrywa VAT nawet od nieużywanej części serwera.

— Załóżmy, że wyprodukowanie serwera typu mainframe kosztuje IBM 10 zł. Lokalny oddział tej korporacji sprowadza go do Polski i płaci VAT wysokości 2,20 zł. Sprzedając tę maszynę klientowi uwzględnia już jednak 100-proc. marżę i mówi, że serwer kosztuje 20 zł. Ponieważ jednak klient chce wykorzystywać na razie tylko połowę jego mocy obliczeniowej, cena spada do 10 zł. Klient płaci więc brutto 12,20 zł. W tym momencie IBM już wyszedł na zero, a uruchomienie każdego uśpionego procesora to dla niego czysty zysk. W przypadku typowych maszyn uniksowych marże są jednak o wiele niższe i takich operacji nie da się przeprowadzać — tłumaczy przedstawiciel jednego z dostawców serwerów uniksowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Podatki ograniczają elastyczność serwerów