Dzisiejsza sesja przebiegła dokładnie według tego schematu, a po jej zakończeniu inwestorzy są jeszcze bardziej zdezorientowani. Po wczorajszym wzroście indeksu przy wysokim obrocie nastroje były optymistyczne. Sprzyjała im dobra postawa rynków za oceanem, które zdołały wzrosnąć mimo powrotu ceny ropy ponad poziom 130 USD za baryłkę.
Wzrosty w Azji i udane otwarcie na największych giełdach Europy dawały rano nadzieję na pokonanie w końcu przez Wig20 zaklętej bariery 2950 pkt. Wzrostowa luka na otwarciu zdawała się potwierdzać ten scenariusz. Indeks szybko osiągnął ten kluczowy poziom, ale wtedy odezwała się przekorna natura warszawskiego rynku. Obroty znowu siadły, a kupujący nie mieli zamiaru podnosić cenowych limitów. Na długie godziny zapanował marazm, a Wig20 zamarł tuż przy linii oporu.
Akcja przyspieszyła dopiero po publikacji danych makroekonomicznych w USA, ale niestety nastąpiło to za sprawą dość niespodziewanego nagłego ataku podaży. Same bowiem dane były w zasadzie neutralne. Nieznacznie wahnięcie w dół zagranicznych indeksów wywołało jednak dobrze już znaną histeryczną reakcję w Warszawie i Wig20 zanurkował kierunku wsparcia na poziomie 2900 pkt. Stało się tak mimo spadających wówczas notowań ropy, co zapowiadało co najmniej stabilizację kursów akcji za granicą
Pod wpływem spokojnego zachowania rynku amerykańskiego emocje na GPW nieco opadły i mocno spóźniona akcja popytu zapobiegła zamknięciu indeksu poniżej poziomu wsparcia. Złe wrażenie jednak pozostało, gdyż taki przebieg wydarzeń sugeruje nadal brak zaangażowania poważniejszego kapitału zainteresowanego polskimi akcjami. A jeśli nawet są one stopniowo kupowane na dłuższy termin, to jednak bardzo ostrożnie i przez nielicznych graczy.
Ostatecznie Wig20 stracił 0,9 proc., a obroty zmalały do poziomu 1,7 mld. zł. Honoru blue chipów broniły Pekao oraz Telekomunikacja, która zyskiwała po podniesieniu rekomendacji przez Morgan Stanley i ogłoszeniu planu powstrzymania spadku przychodów. Bardzo źle zniosły korektę na rynku surowcowym akcje KGHM, które oddały ponad 4 proc. Część strat zdołał za to odrobić sponiewierany wczoraj Petrolinvest. Szczególnie intensywnie wyzbywano się walorów Agory i Cersanitu – obie spółki straciły ponad 6 proc.
Zbliża się początek nowego miesiąca, a inwestowanie w akcje w tym okresie ma swoje statystycznie uzasadnione zalety. Dzięki regularnym anomaliom w rozkładzie dziennych wyników indeksów krótkoterminowe strategie inwestycyjne zakładające kupno akcji na samym początku miesiąca przynoszą wymierne korzyści.
Jedna z analiz dowiodła, że w latach 1987-2005 cała nadwyżka stopy zwrotu ponad rynkową średnią była do uzyskania jedynie na przełomie miesięcy, a konkretnie między początkiem sesji ostatniego dnia miesiąca a zamknięciem trzeciej sesji nowego miesiąca. Ta prawidłowość dotyczyła aż 30 z 34 badanych giełd. Średni zysk w tych czterech dniach był wyraźnie wyższy niż osiągnięty w czasie pozostałych dni handlu. Autorzy analizy nie znaleźli żadnego racjonalnego wyjaśnienia tego fenomenu.
Jeszcze bardziej intrygujące wyniki przyniosła strategia zakładająca inwestowanie w indeks S&P500 tylko pierwszego dnia miesiąca. Od początku obecnej dekady indeks stracił ok. 3 proc., a jednodniowa strategia przyniosłaby ponad 35 proc. zysku. W okresie od marca 2003 r. do października 2007 r. indeks zyskał blisko 100 proc., a udział pierwszego dnia miesiąca w tym zysku wyniósł aż 25 proc. To wyraźna statystyczna anomalia – okres stanowiący mniej niż 5 proc. czasu dostarczył 25 proc. zysku. Wygląda na to, że giełdowa opatrzność preferuje nierówność i obdarza pewne dni miesiąca szczególnymi przywilejami, co warto mieć na uwadze.