Szczyt dziewięciu głów państw — oraz jednej wicegłowy, czyli Richarda Cheneya z USA — w Wilnie miał szczytne hasło „Wspólna wizja wspólnego sąsiedztwa”. Był pierwszym takim wydarzeniem z udziałem prezydenta Kaczyńskiego (dotychczas nawiązywał tylko kontakty dwustronne), który w ustalonym przez PiS podziale władzy jest kreatorem polityki zagranicznej Polski. Notabene — szczyt odbywał się w Wilnie, ale prezydenci Valdas Adamkus i Lech Kaczyński byli jego współgospodarzami.
Debatujący nad wspólną wizją sąsiedzi tworzą trzy grupy państw. Jedną są członkowie NATO i Unii Europejskiej, stanowiący przedmurze obu wspólnot — przy czym Bułgarię i Rumunię traktuje się już jako państwa unijne. Podmiotem drugim jest ewoluująca przestrzeń poradziecka, czyli Ukraina, Mołdawia i Gruzja. I wreszcie ten trzeci — Rosja. Niestety, owego wielkiego sąsiada zabrakło, co zasadniczo obniżyło znaczenie zjazdu w Wilnie.
Padło wiele wzniosłych słów o dochodzeniu do politycznej i gospodarczej wolności, którą pierwsza grupa już osiągnęła, druga natomiast dąży do niej „kolorowymi” rewolucjami. Moralnego poparcia udzielił jej wiceprezydent USA. Problem w tym, że właśnie wspomniane wartości Kremlowi jawią się polityczną zarazą. Rosja, która w Sankt Petersburgu będzie w lipcu gościła światowe potęgi na szczycie G-8, w naszym regionie podtrzymuje obecnie bliższe związki tylko z Białorusią — ale jest to stosunek seniora i wasala. Wobec państw ze swojej dawnej strefy wpływów, a tym bardziej wobec republik byłego ZSRR, innych relacji, zdaje się, nie dopuszcza.
Powyższe refleksje nie są odkryciem, ale zyskują nowy kontekst w obliczu nabrzmiewającego konfliktu gazowego. Rosja sprytnie rozbija Unię Europejską, „wyjmując” jej najmocniejszy filar — Niemcy. Polityczno-gospodarczy szczyt Władimira Putina i Angeli Merkel w Tomsku będzie miał daleko idące następstwa. Gazociąg pod Bałtykiem okazuje się tylko wstępem do znacznie silniejszych powiązań energetycznych. Planom tym towarzyszą niepokojące sygnały, iż po uruchomieniu podmorskiej rury nie wystarczy gazu dla magistrali Biełtrangazu, zaopatrującej Litwę i Polskę. Gwarantowane dostawy ma nitka jamalska, ale tylko dlatego, że jej odbiorcą końcowym są Niemcy. Nadanie takich sygnałów było „dobrosąsiedzką” odpowiedzią Rosji na zaproszenie do Wilna.
Trudno uciec od skojarzeń zwierzęcych w stylu La Fontaine’a: oto koło matecznika niedźwiedzia zebrała się sfora psów. Ani im w głowie gryźć, chodziło jedynie o wykazanie moralnej wyższości szczekania nad pomrukiem — jednak zostały przez miszkę zlekceważone.