Eksport polskiej żywności bije rekordy, a politycy wychwalają pod niebiosa branżę spożywczą, która — ich zdaniem — rozwija się na przekór kryzysowi. Od lat obiecują też powołanie jednego urzędu, który miałby zająć się kontrolą żywności. Taką deklarację złożył także powołany w ubiegłym roku minister rolnictwa — Stanisław Kalemba. Latem zapowiadał, że do końca 2012 r. powinny powstać założenia do projektu ustawy o inspekcji bezpieczeństwa żywności.

Niebezpieczne przesłanie
Tymczasem bezpieczeństwo polskich produktów jest kwestionowane na forum europejskim. W weekend irlandzki minister rolnictwa Simon Coveney poinformował, że badania burgerów, w których wykryto koński DNA, wykazały że jego możliwym źródłem jest „składnik importowany z Polski”.
Zapowiedział wymianę kadry zarządzającej, odkażenie zakładów i dodał, że składniki surowca do końcowego produktu będą zamawiane w Irlandii, lub Anglii. W Komisji Europejskiej interweniowało słowackie ministerstwo rolnictwa, które poprosiło o przeanalizowanie mechanizmów kontroli polskich produktów rolniczych i spożywczych dostarczanych na unijny rynek.
Przyczyną jest zanieczyszczone mleko w proszku, o którym poinformował sanepid producent słodyczy Magnolia. „Zaniepokojenie” wyrażali również przedstawiciele Czech i Węgier. O wszczęciu kontroli polskich słodyczy informowali również Litwini.
— Obecnie inspekcji kontroli jest dużo i — jak pokazuje ostatni przykład — nie są w stanie skutecznie kontrolować żywności. Nikt do dzisiaj nie ustalił, co rzeczywiście znalazło się w użytym przez producenta mleku w proszku. Ktoś uznał, że przypomina trutkę na szczury, więc jest trucizną i stanowi zagrożenie dla zdrowia. Taki komunikat trafił do mediów i konsumentów — komentuje Marek Przeździak, prezes Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco.
Według niego, nikt później nie zwraca uwagi, że był to mały producent, a szkodliwości substancji wciąż nie stwierdzono. Biznesowe straty ponosi cała branża.
— Z rynków eksportowych płynie przesłanie, że polskie produkty spożywcze nie są bezpieczne. Dzieje się to na forum UE, więc ten przekaz trafia do wszystkich — dodaje Marek Przeździak.
Od pola do stołu
Zdaniem Witolda Choińskiego, prezesa Związku Polskie Mięso, nakładanie się części kompetencji wielu instytucji kontrolnych powoduje, że w sytuacjach kryzysowych przerzucają się nawzajem odpowiedzialnością. Zgodnie z ostatnimi deklaracjami resortu rolnictwa, połączenie ich w jedną instytucję ma nastąpić „już” za dwa lata.
W połączeniu wezmą udział Inspekcja Weterynaryjna, Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa oraz Państwowa Inspekcja Sanitarna (w zakresie nadzoru nad warunkami zdrowotnymi żywności, która podlega ministrowi zdrowia).
„Założenia projektu ustawy o Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii, mający na celu powołanie takiej skonsolidowanej struktury inspekcyjnej, został ujęty w wykazie prac legislacyjnych i pozalegislacyjnych Rady Ministrów. Jakkolwiek planowany termin przyjęcia tego projektu założeń przez Radę Ministrów nie został jeszcze ostatecznie ustalony, przewiduje się, że nowa inspekcja rozpocznie swoją działalność już w 2015 r.” — odpisało nam biuro prasowe ministra rolnictwa.
Obecnie, zgodnie z informacjami służb prasowych resortu, w resorcie rolnictwa trwa opracowywanie i uzupełnianie projektu założeń, „w szczególności w zakresie skutków wprowadzania planowanych rozwiązań prawnych”.
— Należy przy tym podkreślić, że jakkolwiek resort dostrzega pilną potrzebę skoncentrowania pełnego nadzoru nad łańcuchem żywnościowym „od pola do stołu” w jednej jednostce organizacyjnej, jednak uwzględniając wagę i złożony charakter tego przedsięwzięcia, działania w tym zakresie muszą być dokładnie przemyślane, aby zapewnić rozpoczęcie działalności nowej inspekcji w sposób gwarantujący jej funkcjonowanie bez zbędnych zakłóceń — zaznacza Małgorzata Książyk, dyrektor biura prasowego.