Poeta i filozof podbiją rynek funduszy

Tadeusz StasiukTadeusz Stasiuk
opublikowano: 2013-06-19 00:00

Czy poeta i doktor filozofii mogą być lepsi od zawodowych inwestorów giełdowych, analityków i strategów? Fundusz Marketfield dowodzi, że tak

MainStay Marketfield Fund został stworzony przez Michaela Aronsteina, poetę, i Michaela Shaoula, doktora filozofii. Fundusz stał się najszybciej rozwijającym się funduszem zarabiającym na hossie wśród najbardziej znienawidzonych w ostatnich latach instrumentów finansowych.

W ciągu zaledwie roku aktywa Marketfield wzrosły blisko pięciokrotnie — do 9,5 mld USD, najwięcej spośród funduszy dysponujących aktywami o wartości ponad 5 mld USD. Jego założyciele postawili na akcje amerykańskich przedstawicieli rynku nieruchomości i europejskie papiery wartościowe. Sukces opierają na rajdzie na irlandzkiej i włoskiej giełdzie oraz spadkach notowań akcji w Chinach, Brazylii i Indiach. Od lipca 2007 r. nowojorski fundusz zyskał 70 proc.,co ponadtrzykrotnie przewyższa wynik osiągnięty przez indeks S&P500 — wynika z danych zaprezentowanych przez agencję Bloomberg.

60-letni Michael Aronstein, poeta amator, był kiedyś strategiem w banku Merrill Lynch. 47-letni Shaoul to brytyjski filozof, który w przeszłości kierował firmą Oscar Gruss & Son, butikiem finansowym z polskimi korzeniami sięgającymi 1918 r. Jak zarabiają obecnie? Wykorzystując wiele skomplikowanych wskaźników ekonomicznych, m.in. związane z cyklami kredytowymi. Próbują też przewidzieć ruchy władz monetarnych.Kombinacja danych, np. bilansu Fedu, kredytów konsumpcyjnych w Brazylii i sprzedaż aut w Chinach, pozwala im na znajdowanie punktów zwrotnych w gospodarce i inwestowanie w odwrócenie trendu.

— Nasza strategia bywa kontrowersyjna, gdyż często gramy przeciw rynkowi, stawiając na aktywa, które są znienawidzone przez innych inwestorów — tłumaczy Michael Aronstein.

Jak podkreśla Bloomberg, nie unikają oczywiście błędów. Marketfield zaczął inwestować w akcje 9 października 2007 r., w dniu, kiedy indeks S&P500osiągnął szczyt na wysokości 1565,15 pkt. Wprawdzie przewidzieli załamanie rynku nieruchomości, ale błędnie zainwestowali wówczas w spółki przemysłowe, np. General Electric czy IBM. Na szczęście obstawianie spadków wyceny akcji spółek finansowych, w tym Citigroup, pozwoliło w 2008 r. ograniczyć stratę funduszu do „zaledwie” 13 proc., podczas gdy S&P zniżkował wtedy o 37 proc. Rok później było już zdecydowanie lepiej, a zysk funduszu sięgnął 31 proc. głównie dzięki inwestowaniu w ETF regionalnych banków, detalistów i spółki deweloperskie. W ciągu pięciu lat średni wzrost funduszu wyniósł 10 proc. i okazał się lepszy od 96 proc. rywali. Zyski i nowe inwestycje pozwoliły aktywom funduszu wzrosnąć o 468 proc. — z około 1,7 mld USD, jakie posiadał na koniec maja.