Pogoda dla meblarzy

Emil Górecki
opublikowano: 2015-03-16 00:00

Dzięki cenom mebli już zgarnęliśmy kawał światowego rynku. Teraz producenci chcą powalczyć o markę

Hasło, że Polska jest meblową potęgą, jest już truizmem. W zeszłym roku wyeksportowaliśmy o 14 proc. więcej szaf, stołów, krzeseł i łóżek niż w 2013 r., co oznacza eksport wart 33,8 mld zł. To prawie dwa razy więcej niż w roku naszego wejścia do Unii Europejskiej. Obecnie polscy producenci za granicą sprzedają 20 razy więcej mebli niż w kraju. Dobrze zapowiada się również ten rok. Tomasz Wiktorski, analityk rynku meblarskiego z B+R Studio, spodziewa się co najmniej 10-procentowej dynamiki sprzedaży. Skąd ten optymizm?

— Z powodu luzowania polityki Europejskiego Banku Centralnego. Historycznie w takich przypadkach zawsze rosły wydatki w krajach, do których eksportowali polscy producenci. Bardzo udane były również targi meblowe w Poznaniu. Do tej pory przyjeżdżali na nie decydenci drugiego czy trzeciego garnituru, a w tym roku pojawiło się wielu szefów i właścicieli światowych dystrybutorów z Afryki, Bliskiego Wschodu, Francji czy Niemiec. Wiele firm cieszy się ze zdobytych tam znaczących kontraktów — mówi Tomasz Wiktorski.

Lata wzrostu

Optymizm chłodzą wyniki dwóch pierwszych miesięcy, które — według Tadeusza Respondka, szefa rady nadzorczej spółki Kler i wiceprezesaOgólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli (OIGPM) — są słabsze, choć jeszcze nie przesądzają o całym roku.

— Mamy za sobą kolejny rok z wysoką, kilkunastoprocentową dynamiką eksportu i produkcji. Na dłuższą metę nie da się tego utrzymać. Spodziewam się spowolnienia, które w przypadku mebli oznacza wzrost o 7-8 proc. — mówi Tadeusz Respondek.

Według badania B+R Studio, w zeszłym roku polscy producenci zwiększyli sprzedaż na 20 głównych rynkach — nawet w trudnej Rosji. Najbardziej dynamiczne rynki to Hiszpania, Chiny i Węgry, gdzie wzrost oscylował wokół 30 proc. Z powodu osłabienia waluty wzrósł jednak również import mebli z Ukrainy — aż o 140 proc., choć nie przekłada się to na wielkie pieniądze. Dodatkową reklamę naszym meblarzom zrobili niemieccy konkurenci, którzy poskarżyli się do Komisji Europejskiej na zbyt duże — ich zdaniem — dotacje dla polskich producentów, które pozwoliły im na obniżenie cen.

— Rentowność branży w Polsce to 2-3 proc., a za zachodnią granicą — około 15 proc. Powinniśmy dążyć do tego, by przestać konkurować najniższą ceną, a zacząć inwestować we wzornictwo — zauważa Tomasz Wiktorski.

Granty za design

Pomóc w tym może Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które do końca miesiąca czeka na branżowe projekty badawcze. Jeden szykuje właśnie 20 dużych producentów we współpracy z OIGPM i B+R Studio. Problemem dla meblarstwa jest to, czy organizator pozwoli zaliczyć do kosztów kwalifikowanych mało mierzalne i obarczone ryzykiem niepowodzenia wzornictwo.

— Marka „polskie meblarstwo” jest już ceniona przez światowych dystrybutorów. Pracujemy nad jej umocnieniem wśród klientów. Do tego potrzeba pracy nad wzornictwem. Zdecydowana większość polskich producentów tylko odtwarza czyjeś wzory. Wygrywają ceną, więc nie inwestują w design — mówi Tadeusz Respondek.