Kilka tygodni temu pisaliśmy, że warszawska prokuratura bada, czy w 2008 r. nie doszło do wykorzystania informacji poufnej dotyczącej prognozy finansowej Platformy Mediowej Point Group (PMPG). Akcjami miałaby handlować, tuż przed publikacją korzystnej prognozy finansowej, osoba związana z władzami spółki. Okazuje się, że śledczy mają więcej pracy w związku z PMPG. Zawiadomienie kilka tygodni temu złożyła sama spółka. Zrobiła to w związku z ostatnimi przeciekami z działań prokuratury w sprawie z 2008 roku.
Prokuratura na wniosek właściciela m.in. "Wprost" sprawdza więc, czy... nie doszło do manipulowania kursem akcji spółki, tyle że już w 2010 r. Prezes PMPG nie chciał komentować szczegółów zawiadomienia spółki.
— Jako prezes giełdowej spółki podlegam rygorystycznym przepisom. Komisja Nadzoru Finansowego bardzo czujnie patrzy na sytuację, w której do prasy trafiają przecieki z pogranicza prokuratury i komisji o toczonych postępowaniach, a ja nie chcę tłumaczyć się z przecieków, bo nie wiem, skąd się wzięły. Chcę się oczyścić, stąd wniosek do prokuratury — tłumaczy w rozmowie z "PB" Michał Lisiecki.
Małgorzata Iwańska-Majer, prokurator prowadząca sprawę z wniosku PMPG, przyznaje, że czynności sprawdzające są w toku, trwa kompletowanie zeznań świadków, w tym niektórych dziennikarzy piszących o PMPG.
— Obie sprawy dotyczą tej samej spółki, nie widzę potrzeby ich łączenia, bo dotyczą manipulacji w różnych okolicznościach i czasie — zastrzega Małgorzata Iwańska-Majer.
We wtorkowym "Pulsie Biznesu" przeczytacie także o planach spółki dotyczących "Wprost". Redakcja pod wodzą Tomasza Lisa oznacza przecież zwiększone wydatki.