Pokaż się na piersiach, plecach i ramionach

opublikowano: 14-05-2007, 00:00

Sponsorowanie sportu pomaga zwiększyć rozpoznawalność marki i przychody.

Sponsorowanie sportu pomaga zwiększyć rozpoznawalność marki i przychody.

Kiedy pod koniec sezonu Adam Małysz skakał w Kuopio, oglądało go w telewizji 6,1 mln Polaków (dane AGB Nielsen Media Research). Czyli tylu po raz kolejny oglądało reklamę Red Bull na kasku i czapeczce sportowca. A transmisja była we wtorkowe popołudnie.

Także transmisje niszowych dyscyplin przyciągają, jeżeli nasi odnoszą w nich sukcesy. Mecz piłkarzy ręcznych o mistrzostwo świata miał lepszą oglądalność niż mecz reprezentacji w piłce nożnej. Grand prix Węgier z udziałem Roberta Kubicy w sierpniu ub.r. obejrzało w niszowej TV4 2 mln widzów (wg TNS OBOP). Stacja miała 5-procentowy udział w widowni — dwa razy większy od średniej w poprzednim miesiącu. Ta transmisja znalazła się na czwartym miejscu wśród najlepiej oglądanych programów w historii TV4. W kwietniu br. Kubicę w grand prix Bahrajnu oglądało w Polsacie na żywo 2,45 mln osób (wg Media Sport). To jasny sygnał dla sponsorów: warto zainteresować się sportem.

Z doskoku

W wielu firmach pokutuje jednak myślenie, że wystarczy umieścić logo na koszulce zawodnika i załatwione.

— Jeżeli chodzi tylko o zwiększenie powierzchni reklamowej, to wystarczy zamieścić reklamy w widocznych miejscach. Gdy jednak firma chce osiągnąć efekt aureoli, czyli chce, żeby spłynęła na nią część sławy sportowca, musi być z nim kojarzona. A do tego sama ekspozycja reklamy nie wystarczy — przestrzega Piotr Kita, prezes Sport Management Polska.

Marka powinna towarzyszyć sportowcowi niemal na każdym kroku. Choć i tu można wpaść w pułapkę.

— Gdy Małysz odnosił największe sukcesy, telewizja emitowała reportaż o jego prywatnym życiu. A w nim scenka: rodzina siedzi przy stole nakrytym białym obrusem, a na nim nie ma niczego poza puszkami Red Bulla. Jakby do tradycji góralskich należał napój energetyczny — komentuje Iga Niewiadomska, partner zarządzający Goodwill PR.

To się opłaca

Marketing sportowy nie jest najtańszą formą reklamy. Łączna powierzchnia kombinezonu i bolidu Roberta Kubicy warta była w zeszłym roku 11 mln zł (dane Media Sport). W piłce nożnej wartość reklam w 2006 r. to 269,93 mln zł. PTK Centertel, od wiosny 2005 r. główny sponsor Orange Ekstraklasy, do czerwca 2008 r. zapłaci za to 31,6 mln zł. Ale skoro firmy słono płacą, by wesprzeć sport, to znaczy, że profity też są pokaźne.

— Podczas rajdów samochodowych silniki potrzebują ekstremalnej i kompleksowej ochrony. Skoro nasz olej jest wykorzystywany w rajdach, to znaczy, że się sprawdza. To kształtuje wizerunek marki. Dodatkowo zyskujemy nowych klientów i partnerów biznesowych, dzięki czemu zarabiamy więcej. Wizerunek i pieniądze idą w parze — stwierdza Maciej Gondko, specjalista od marketingu w Castrol Polska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: UŚ

Polecane