Pol-Inowex będzie przeprowadzał sąsiadów

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2017-08-06 22:00
zaktualizowano: 2017-08-06 16:28

Firma przenosiła już fabryki w Urugwaju i Nowej Zelandii, ale teraz skoncentruje się na bliskiej zagranicy. Taki klimat.

Pol-Inowex to jedna z wielu polskich firm, którą dotkną nowe przepisy o delegowaniu pracowników. Forsowane przez Brukselę, głównie Francję i Niemcy, rozwiązania polegające na zatrudnianiu według przepisów danego kraju oraz skróceniu czasu delegowania nawet do 12 miesięcy zaszkodzą większości polskich firm usługowych.

EKSPERT Z WALIZKĄ:
EKSPERT Z WALIZKĄ:
Zatrudniamy około 200 osób na stałe i 70 przez podwykonawców. Chętnie dałbym etat jeszcze blisko stu osobom, ale niełatwo znaleźć pracownika. Potrzebujemy ludzi ze specjalnymi kwalifikacjami jednocześnie chętnych do pracy za granicą — mówi Bartosz Świderek, wiceprezes Pol-Inoweksu
Marek Wiśniewski

— Dla nas, paradoksalnie, zmiany mogą być korzystne. Jesteśmy dużą firmą, poradzimy sobie, ale nasi mniejsi konkurenci już nie — mówi Bartosz Świderek, wiceprezes Pol-Inoweksu.

Zamykają się

Jednak zmiany wpłyną na działalność firmy. — Jeśli dyrektywa wejdzie w życie, będzie nam dużo trudniej pracować we wszystkich 27 krajach UE, bo trzeba będzie stosować się i do przepisów unijnych, i krajowych, a to duże wyzwanie — przyznaje Bartosz Świderek. Spółka już boryka się z problemami w USA, dokąd fabryki z Europy przenosi teraz sporo firm (według wiceprezesa, planowały to wcześniej, ale teraz podpisują się pod programem „Let’s make America great again”).

— W związku z zaostrzeniem przepisów nasi pracownicy nie dostali ostatnio wiz. Planowaliśmy kompleksowe przeniesienie: demontaż w Europie, montaż w USA. Dawniej walczyliśmy. Teraz trochę zmieniamy podejście — mówi Bartosz Świderek.

Dlatego stawia na bliskie rynki. — Będziemy skupiać się na zwiększeniu udziału w Niemczech, krajach Beneluksu i Skandynawii. Zamiast zarabiać 1 proc. więcej w Chile, łatwiej i taniej jest zwiększyć o 20 proc. przychody w Niemczech. Będziemy też zwiększać udział w Polsce — wyjaśnia wiceprezes. Nie żałuje jednak, że firma realizowała projekty w tak egzotycznych miejscach jak Nowa Zelandia czy Urugwaj, bo ceni zdobyte doświadczenia.

Inaczej niż zwykle

Firma realizuje sporo drobniejszych kontraktów (największy w historii opiewał na 15 mln EUR, teraz średnia to 1,5 mln EUR). — Staramy się właśnie o bardzo nietypowy kontrakt, w którym firma wybuduje w Polsce nową instalację, a starą przeniesie do Niemiec — mówi Bartosz Świderek. Byłby to kolejny taki projekt. Pol-Inowex już raz przenosił z Polski do Włoch linię produkcyjną chemicznego koncernu, który komasował produkcję. W przeciwieństwie do powszechnie panującego przekonania, że brexit to szansa na nowe fabryki w Polsce, wiceprezes Pol-Inoweksu twierdzi, że największe zainteresowanie obserwował przed głosowaniem.

— Mieliśmy dużo pytań, a teraz kilka firm wstrzymało projekty, w tym do Pakistanu, Włoch i jeden do Polski. Brytyjski rząd mówił, że po wyjściu z UE będzie mógł udzielać firmom wyższej pomocy publicznej. Międzynarodowe koncerny czekają na spełnienie tych obietnic, ale przecież wszyscy grantów nie dostaną — zauważa Bartosz Świderek.

Nierychliwa Temida

Od 2014 r., najlepszego roku w historii Pol-Inoweksu, gdy firma zrealizowała kontrakty za ponad 100 mln zł, trwa konflikt o udziały między rodziną Świderków a Wojciechem Rutowiczem, dawnym przyjacielem rodziny. Najpierw Bartosz Świderek objął duży pakiet w kontrolowanej przez Wojciecha Rutowicza szwajcarskiej firmie Altkom+C, do której należy United Properties and Construction Polska (UPCP) inwestująca w nieruchomości (kupiła hotel w Wiśle). Pol-Inowex przekształcił się ze spółki akcyjnej w komandytowo-akcyjną (chodziło o korzyści podatkowe). Wojciech Rutowicz pośredniczył w kontaktach z KPMG, które zajmowało się przekształceniem. Doprowadził do tego, że Pol-Inowex stał się spółką zależną UPCP. Sprawa trafiła do sądu.

— Toczy się od trzech lat, za trzy lata liczę na zakończenie — mówi Bartosz Świderek.