Polacy bez rozgłosu podbijają krainę Wikingów

Michał Matys
opublikowano: 2012-04-30 00:00

Inwestujemy nawet w norweskie łososie

Przeciętnemu Skandynawowi Polak kojarzy się z osobą, którzy przyjeżdża do nich na zarobek, aby malować ich kolorowe domy. Nie mają pojęcia, że jeżdżą polskimi autobusami, używają polskiego oprogramowania komputerowego i jedzą polskiego łososia.

Wysyłanie łososia do Skandynawii może przypominać przysłowiowe wożenie drewna do lasu — z tego kraju pochodzi ponad połowa wszystkich hodowlanych łososi na świecie.

A jednak robi to z powodzeniem polska firma Morpol z Ustki koło Słupska. To jeden z największych na świecie producentów wędzonych i marynowanych łososi. Rocznie przerabia ich 70 mln ton i eksportuje na kilka kontynentów. Morpol wyrósł na współpracy z firmami ze Skandynawii.

Założył go w 1996 r. Jerzy Małek, przedsiębiorca, który wcześniej prowadził interesy w Kanadzie i Australii. W Ustce zaczynał produkcję na wypożyczonych od Duńczyków maszynach. Krok po kroku budował swoje imperium.

Nawiązał kontakty z największymi na świecie dostawcami ryb: norweskim Marine Harvest oraz Royal Greenland z Grenlandii. W końcu zaczął wykupywać farmy łososi w Norwegii. W 2010 r. Morpol wszedł z sukcesem na giełdę w Oslo. Sprzedał tam swoje akcje o równowartości 800 mln zł. Pieniądze poszły na dalszą rozbudowę firmy i podbój nie tylko skandynawskiego rynku.

— Wejście na nasz rynek nie jest łatwe. Może dlatego nie ma na nim zbyt wielu polskich firm — mówi Carsten Nilsen, Norweg, który od lat mieszka w Polsce i stoi na czele Skandynawsko- Polskiej Izby Gospodarczej. Według niego, Polacy są w Skandynawii szanowani i cenieni jako pracownicy. Ale kojarzą się przede wszystkim z budownictwem.

Solaris na Kole Polarnym

Rzeczywiście, Mateusz Figaszewski z firmy Solaris, Bus & Coach, opowiada, że podczas podróży do Norwegii słyszał o wielu Polakach malujących charakterystyczne w tym kraju kolorowe domki. Ale na ulicach miast widoczna jest firma Solaris. Produkowane przez nią autobusyjeżdżą we wszystkich państwach Skandynawii. Solaris został założony na początku lat 90. w małej miejscowości Bolechów pod Poznaniem przez małżeństwo Krzysztofa i Solange Olszewskich. Na początku działał jako montownia niemieckiego Neoplana.

Z czasem stał się jedną z największych europejskich fabryk autobusów. Z solarisami jest trochę tak, jak z polskimi łososiami, które trafiają do Skandynawii.

Szwecja słynie przecież z dwóch renomowanych marek: Volvo i Scania. — Rynek motoryzacyjny jest tam niezwykle wymagający. Liczy się przede wszystkim jakość i bardzo dobry serwis — przyznaje Figaszewski. Dla Solarisa rekomendacją było to, że sprzedawał autobusy do Szwajcarii i Niemiec.

— Zaczęło się od trzech trolejbusów Trolino, które sprzedaliśmy w 2003 r. w Landskronie koło Malmo — opowiada Figaszewski. Do dzisiaj Solaris wysłał ponad 350 pojazdów do Szwecji (jeżdżą nawet w pobliżu koła podbiegunowego, w miejscowości Lulea).

Podbił też Danię i Norwegię (autobusy tej marki wożą pasażerów na lotnisku w Oslo). Teraz zaczynają się dostawy dla fińskiego Tampere. Solaris musiał wziąć pod uwagę odmienność Skandynawii. To ogromne przestrzenie o niskim zaludnieniu, a mieszkańcy są „zwariowani” na punkcie ekologii. Dlatego skandynawskie solarisy to skrzyżowanie autobusu miejskiego z podmiejskim autokarem, który ma napęd na biogaz, uzyskiwany np. z przerobu odpadów.

Ericpol z Ericssona

Oprogramowanie nowoczesnych central telefonicznych i stacji bazowych, używanych w Skandynawii pochodzi często z Polski. Tworzy je firma Ericpol Telecom z Łodzi, która jest jednym z głównych dostawców szwedzkiego Ericssona, największego na świecie producenta sprzętu telekomunikacyjnego.

— Oprogramowania, które tworzymy we współpracy ze Szwedami, używają 2 mld ludzi z całego świata — mówi Jan Malkiewicz z Ericpola.

Wszystko zaczęło się w 1991 r., gdy Jan Smela, inżynier, który przez wiele lat pracował w Ericssonie, założył własną firmę w Łodzi.

Zauważył lukę. W Ericssonie nie było chętnych do pisania tzw. test instrukcji, na podstawie których testowano oprogramowanie. Starsi inżynierowie nie mieli ochoty, a młodsi nie potrafili tego robić. Test instrukcje zaczął pisać Jan Smela w Łodzi. Do pomocy zatrudnił cztery osoby. Z czasem Ericpol zaczął sam tworzyć oprogramowanie. Dzięki temu niewielka firma z Łodzi się rozrosła — zatrudnia prawie 1,4 tys. osób i wykonuje zlecenia w 72 krajach.

W ubiegłym roku Ericpol, jako jedyna firma z Polski, znalazł się na: elitarnej liście ogłaszanej w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej „Global Outsourcing 100” — stu najlepszych firm outsourcingowych świata oraz „The Software 500” — pięciuset największych globalnych producentów oprogramowania i usług IT.

W Linkoping, na południu Szwecji, działa jedno z centrów produkcyjnych firmy. Ericpol, którego największym partnerem jest wciąż Ericsson, dostarcza też szwedz — kim firmom z branży motoryzacyjnej tzw. systemy M2M (Machine-To-Machine) — chodzi o bezprzewodową komunikację między maszynami.

To nowoczesna technologia, dzięki której np. samochód automatycznie informuje serwis o awarii lub w razie wypadku sam wysyła informację o nim do centrum alarmowego, które będzie organizowało pomoc.

— Interesy ze Skandynawami prowadzi się doskonale. Najważniejsze jest dla nich zaufanie — mówi Jan Malkiewicz z Ericpola.

Wyjaśnia, że część interesów prowadzi się bez podpisywania umów, na słowo honoru. Po prostu wykonuje się pracę, a kontrahent płaci.

— Ale trzeba zawsze dotrzymywać słowa. Jeśli ktoś raz go nie dotrzyma lub próbuje oszukać, natychmiast wypada z gry — opowiada Jan Malkiewicz.

Akurat w branży IT Polacy w Skandynawii powinni cieszyć się dobrą opinią. A to dlatego, że współtwórcą globalnego sukcesu Nokii był Stefan Widomski, emigrant z Polski. Przez wiele lat, jako wiceprezes fińskiego koncernu, odpowiadał za sprzedaż jego wyrobów. Kto wie, może już wkrótce usłyszymy o podobnym sukcesie Ericpola.