Polacy chcą powąchać prochu

Rusznikarnie mogą złapać wiatr w żagle: ponad połowa Polaków jest za prawem do posiadania broni — wynika z najnowszych badań

Nasz wewnętrzny rynek broni palnej jest znacznie mniejszy niż rynki krajów ościennych. Polacy wydają na ten cel nie więcej niż 100 mln zł rocznie, z czego prawie połowa przypada na amunicję i akcesoria. Dzięki bardziej liberalnemu prawu nasi południowi sąsiedzi czy Niemcy wydają na broń o wiele więcej.

Mały rynek broni

Z tego samego powodu produkcja broni sportowej w Polsce jest niewielka. — Dziś mamy de facto tylko dwa zakłady produkujące broń sportową, czyli karabiny jednostrzałowe. To państwowy Łucznik i prywatna Wytwórnia Broni Jacek Popiński, czyli WBP w Rogowie, która w niektórych projektach jest podwykonawcą Łucznika — mówi Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju.

Są też mniejsze firmy, które jednak należałoby zaliczyć raczej do rusznikarni niż do fabryk. Generalnie jednak rodzima produkcja tej broni nastawiona jest na eksport. — Za granicę trafia ponad 80 proc. produkcji — szacuje Sławomir Kułakowski. Z drugiej strony sklepy z bronią w Polsce zalane są sprzętem pochodzącym z zagranicy. — Import zdominował segment broni myśliwskiej. Także broń, która nie wymaga pozwoleń, to prawie wyłącznie produkty zagraniczne — dodaje prezes izby producentów.

Determinantą funkcjonowania tego rynku są regulacje prawne. Nad zmianą przepisów dotyczących posiadania broni palnej w Polsce debatował niedawno Sejm. Przygotowany przez posłówKukiz ’15 projekt ustawy liberalizującej prawo trafił pod koniec października do komisji administracji i spraw wewnętrznych, potem jednak przepadł. Jarosław Zieliński, wiceszef MSWiA, stwierdził, że dyskusja o dostępie do broni jest potrzebna i chociaż PiS nie wyklucza możliwości jej posiadania, to zaproponowane zmiany były, jego zdaniem, zbyt daleko idące.

Duża zmiana opinii

Nie bez znaczenia jest tu zapewne także to, że zdecydowana większość dotychczasowych badań dowodziła, że Polacy są przeciwnikami broni. Z ankiety, którą przed rokiem na zlecenie „Rzeczpospolitej” przeprowadziłIBRiS, wynikało, że 80 proc. nie chce liberalizacji przepisów. Z najnowszego badania CBOS wynika natomiast, że 84 proc. respondentów uważa, że dostęp do broni palnej powinien być ściśle ograniczony. Zaskakujące na tym tle są wyniki ankiety, którą kilka miesięcy temu przeprowadziła pracownia 3D Market.

Okazuje się bowiem, że aż 57 proc. jej uczestników opowiedziała się za prawem do legalnego posiadania broni palnej do obrony rodziny lub domu. Skąd zatem te różnice? 3D Market zapytała m.in. o to, czy respondenci wiedzą, że Polska jest na jednym z ostatnich miejsc w Europie pod względem liczby sztuk broni przypadających na mieszkańca, z czego nie zdawało sobie sprawy ponad 60 proc. ankietowanych. Na 100 obywateli przypada średnio 1,3 sztuk broni, w Niemczech 30,3, a w Szwajcarii aż 45,7.

Można przypuszczać, że na wyniki ankiety wpłynęło uświadomienie sobie tych dysproporcji przez respondentów. Za prawem do posiadania broni opowiedziało się 66 proc. mężczyzn i 48 proc. kobiet. Co więcej — duża część ankietowanych stwierdziła, że rozważyłaby złożenie wniosku o zezwolenie na posiadanie broni palnej: 52 proc. mężczyzn i 26 proc. kobiet.

Ankieterzy zapytali również o opinię na temat wprowadzenia w Czechach prawa, które zezwala obywatelom na użycie legalnie posiadanej broni w przypadku zagrożenia terrorystycznego. Aż 53 proc. ankietowanych poparło tę decyzję czeskiego parlamentu. Zdaniem Klaudii Anioł, prezes fundacji Instytut Ochrony Praw Konsumentów (IOPK), na zlecenie której pracownia 3D Market przeprowadziła badanie, ich wynik dowodzi, że obywatelom trzeba dać dostęp do środków umożliwiających im skuteczną realizację prawa do obrony. — W obecnych czasach takim narzędziem jest broń palna — uważa szefowa IOPK.

Średni wzrost obrotów

Badania dowodzą, że poluzowanie przepisów spowodowałoby zwiększenie zainteresowania zakupem broni. — W naturalny sposób zwiększy się potencjalny krąg odbiorców. To przełożyłoby się na zwiększone obroty firm produkujących broń i amunicję. Nie byłby to jednak skokowy wzrost sprzedaży, ale popyt stopniowo mógłby się zwiększać — uważa prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju.

Broń w żadnym przypadku nie jest towarem pierwszej potrzeby, dlatego spośród osób, które teraz deklarują, że byłyby gotowe rozważyć jej zakup, tylko część faktycznie to zrobi. Ponadto wiąże się to ze sporym wydatkiem. Na broń palną trzeba wydać znacznie ponad 1 tys. zł, a ceny sportowych karabinków zaczynają się od 2,5 tys. zł. Do tego dochodzi osprzęt, amunicja itd. Gdyby badania 3D Market faktycznie odzwierciedlały opinie ogółu naszych rodaków, to także przy obecnych przepisach można byłoby liczyć na zwiększone zainteresowanie bronią. Zdaniem Sławomira Kułakowskiego, ich wiedza na temat tego, w jaki sposób można teraz nabywać i korzystać z broni, jest bardzo mała.

— Każdy, kto ma chęć, może sobie postrzelać na strzelnicy. Ich dostępność będzie jeszcze większa, gdy zostanie zrealizowany zapowiadany przez MON projekt „strzelnica w każdym powiecie” — mówi szef izby producentów. Od stycznia przyszłego roku resort obrony chce wprowadzić program polegający na dofinansowaniu budowy i rewitalizacji strzelnic. Dostępne dla wszystkich placówki mają być w każdym powiecie.

Wiceminister Michał Dworczyk zapowiadał ostatnio, że resort ma już pieniądze na ten cel i jest „na etapie wprowadzania zmian prawnych”.

Zdaniem Sławomira Kułakowskiego, jeśli polscy producenci chcą skorzystać na ewentualnej liberalizacji przepisów o dostępie do broni, muszą dobrze się przygotować.

— Chodzi o poszerzenie oferty dla amatorów. Nasz przemysł poza karabinkami jednostrzałowymi dużego asortymentu do zaproponowania cywilom nie ma. Gdyby tak zostało, na zmianie prawa skorzystaliby głównie nie krajowi, lecz zagraniczni producenci — uważa prezes izby producentów. O tym, że szeroko rozumiany rynek broni palnej ma duży potencjał rozwojowy, świadczy również rosnące zainteresowanie różnego rodzaju szkoleniami paraobronnymi. Bardzo silnym impulsem była tu aneksja Krymu przez Rosję w 2014 r. Wkrótce po niej strzelnice zaczęły przeżywać prawdziwe oblężenie, a osób chcących nauczyć się obsługiwać broń nie ubywa.

Coraz więcej Polaków uprawia też strzelectwo sportowe. Dekadę temu polski oddział MiędzynarodowejFederacji Strzelectwa Praktycznego IPSC miał nieco ponad 100 członków, obecnie jest ich już 650. Przybywa także firm, które sponsorują organizacje strzeleckie. O opinię zapytaliśmy również firmę WBP. Nie chciała jednak skomentować sprawy. Badanie 3D Market przeprowadzono w lipcu 2017 r. metodą wywiadów telefonicznych CATI, na ogólnopolskiej losowo-kwotowej próbie (N=1000) Polaków w wieku 18-65 lat. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Broń owiana mitami

ŁUKASZ BORKOWSKI, dyrektor regionalny IPSC Polska

Wyniki sondażu świadczą o kilku rzeczach. Jedną z nich jest typowo polska postawa — ankietowani uznali najwyraźniej, że jeśli inne nacje mają swobodniejszy dostęp do broni palnej, to także my powinniśmy go mieć. Wypływa z nich także wniosek, że powszechne wyobrażenie na temat obowiązujących w Polsce przepisów dotyczących posiadania broni palnej jest bardzo niskie. Zdecydowana większość Polaków nie wie, że aby kupić tzw. czarnoprochowy karabinek lub rewolwer, wystarczy dowód osobisty. Nie trzeba mieć ani zezwolenia, ani nawet tzw. nieposzlakowanej opinii. Czy potrzebna jest liberalizacja prawa? Problem polega na czymś innym. Jeśli prawo tego wymaga, zezwolenie na posiadanie broni wydaje policja. Zasady, na jakich je wystawia, są jednak uznaniowe, szczególnie w przypadku broni, która ma służyć do obrony własnej. To komendant policji arbitralnie decyduje, czy obywatel ma podstawy, aby czuć się zagrożony, czy nie. Należałoby zmienić tę uznaniowość.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Polacy chcą powąchać prochu