Polacy mniej wydajni, niż się zdaje

opublikowano: 03-01-2018, 22:00

Oficjalne dane o zatrudnieniu praktycznie pomijają imigrantów ze Wschodu. To zaburza, a dokładniej — zawyża, pomiar wydajności polskich pracowników

W ostatnich latach dynamika produktywności pracy w Polsce, uważana często za najlepszy wskaźnik postępu gospodarczego, sukcesywnie pnie się w górę. Po wrześniu średnioroczna dynamika PKB na pracownika przekroczyła 3 proc., podczas gdy cztery lata temu było to tylko 1 proc. (w efekcie kryzysu finansowego na całym świecie obniżyła się wówczas dynamika wydajności pracy). Coraz szybszy wzrost produktywności to niekwestionowany pozytyw. Rysą na tych danych jest jednak kwestia uwzględniania pracowników przybywających do nas z zagranicy.

Gra pozorów

Większości imigrantów zarobkowych nie widać w kwartalnych danych o zatrudnieniu, zbieranych na podstawie badań ankietowych (tzw. BAEL — badań aktywności ekonomicznej ludności). Reprezentacja osób z obcym obywatelstwem w zasobie pracowników w badaniu BAEL jest symboliczna,ponieważ badanie uwzględnia tylko osoby przebywające w Polsce długookresowo. Przykładowo, w drugim kwartale 2017 r., z 16,5 mln pracowników raportowanych w BAEL tylko 75 tys. stanowiły osoby z zagranicznym obywatelstwem.

Tymczasem w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku pracodawcy zgłosili aż 950 tys. oświadczeń o zatrudnieniu cudzoziemca. Oznacza to wzrost o 50 proc. r/r. Tych osób nie ma w danych, które są wykorzystywane do liczenia wydajności pracy. Niedoszacowanie zasobu pracowników krótkoterminowych przybywających do nas zza granicy „sztucznie” zawyża naszą produktywność, bo tę samą wartość PKB dzielimy przez mniejszą liczbę pracowników.

W uproszczeniu sytuację tę można opisać tak. W sklepie pracuje 5 pracowników — dwóch Polaków i trzech Ukraińców. Efekty ich pracy, które zasilają konto PKB, dzieli się jednak tylko przez liczbę pracowników krajowych. To zaś oznacza, że tak naprawdę Polak jest mniej produktywny, niż podpowiadają statystyki. Zjawisko to ilustruje wykres 2, który przedstawia roczną dynamikę PKB na pracownika z uwzględnieniem imigrantów i bez nich. Dane z uwzględnieniem imigrantów możemy tylko szacować, ponieważ nie ma dokładnych informacji o liczbie rzeczywiście pracujących osób.

Ważna sprawa

Kwestia wydajności jest bardzo istotna, ponieważ długookresowy potencjał rozwojowy gospodarki zależy w uproszczeniu od dwóch czynników — wzrostu liczby pracowników oraz wzrostu wydajności tych pracowników. Jeżeli wzrost wydajności jest niższy, niż raportują oficjalne dane, to za kilka lat ogólny wzrost gospodarczy może być znacznie niższy niż dziś. Wiele instytucji finansowych twierdzi, że tak będzie. Na przykład Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że średni wzrost PKB Polski w latach 2020-22 wyniesie tylko 2,7 proc. Bliskie 3 proc. prognozy ma również agencja S&P.Niektórzy ekonomiści wskazują jednak, że kiedy dynamika napływu imigrantów spowolni, wydajność pracy wyraźnie przyspieszy.

Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, podkreśla, że w przypadku gwałtownego pogorszenia dostępności podaży pracy tempo wzrostu gospodarki zwolniłoby, bo w krótkim okresie (umownie w ciągu roku) nie da się szybko zwiększyć dynamiki produktywności pracy i innych czynników produkcji. Słowo klucz w tym przypadku to „gwałtowny”. Jeżeli zmiany będą bardziej łagodne, negatywny efekt ze strony podaży pracy — zdaniem eksperta — zostanie zrównoważony szybszym wzrostem wydajności.

— Potencjał do wzrostu produktywności w Polsce jest duży i jeżeli spowolni przyrost podaży pracy, to funkcja produkcji firm i całej gospodarki zmieni się w taki sposób, że większa będzie rola wzrostu wydajności — mówi Piotr Bujak.

Zdaniem ekonomisty PKO BP, duża podaż tanich pracowników zniechęca pracodawców do innowacji i automatyzacji pracy, czyli działań, które przekładają się na wyższą wydajność pracy. Gdy ograniczenia w dostępie do taniej siły roboczej staną się bardziej odczuwalne (wiele firm wskazuje, że mimo napływu imigrantów już dziś tak się dzieje), firmy będą musiały więcej inwestować w podnoszenie wydajności.

— Łatwy dostęp do pracowników, w szczególności zza wschodniej granicy, sprawia, że firma korzysta z taniej siły roboczej i ma ona dużą wagę w jej funkcji produkcji. Co robi w przypadku, gdy ten zasób się wyczerpuje? Modyfikuje swoją funkcję produkcji w kierunku zwiększenia roli wzrostu wydajności, np. poprzez automatyzację procesów produkcyjnych. Zatrudnia tyle samo bądź mniej osób, a produkcja rośnie. Innymi słowy, zmiana funkcji produkcji polega na zwiększeniu roli kapitału i nowoczesnej technologii, a także lepszej organizacji pracy, co pozwala zrekompensować mniejszą dostępność pracowników — podsumowuje Piotr Bujak. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska, Ignacy Morawski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Polacy mniej wydajni, niż się zdaje