Polacy nie doceniają wartości ISO 14 001
Unia Europejska uznaje tylko własne standardy
PRAWO RYNKU: W Unii Europejskiej nie ma prawnego obowiązku legitymowania się certyfikatem ISO 14 001. Firmę działającą na tym obszarze do jego posiadania zmusza po prostu rynek — informuje Andrzej Gerhardt, prezes Polskiego Forum ISO 14 001. fot. Borys Skrzyński
W naszym kraju wydano dotychczas tylko 65 certyfikatów ISO 14 001. Polskim firmom podobno szkoda pieniędzy na wdrażanie tych norm. Tymczasem skórka jest warta wyprawki. Z chwilą wejścia Polski do UE, środowiskowe normy mogą się okazać podstawą funkcjonowania na rynku dla wielu polskich firm.
Certyfikat ISO 14 001 jest świadectwem posiadania przez firmę programu zarządzania środowiskowego.W Polsce takich dokumentów wydano do tej pory tylko około 65, tymczasem certyfikatów ISO 9000 mamy już ponad 1700. Liczby mówią same za siebie: normy środowiskowe nie są po prostu u nas popularne.
Łowcy dyplomów
Andrzej Gerhardt, prezes Polskiego Forum ISO 14 001, twierdzi, że nie należy gloryfikować liczby certyfikatów ISO 9000 w Polsce. Firmy, które je wydają, bardzo często stawiają bowiem na ilość, a nie na jakość.
— W przypadku tych norm mamy do czynienia ze zjawiskiem określanym na Zachodzie terminem „hunting for certification”. Wielu certyfikatorów po prostu poluje na swoich klientów. Z drugiej strony, nasze firmy starają się o ISO 9000 tylko po to, by zawiesić ten dokument w gabinecie prezesa — irytuje się Andrzej Gerhardt.
Jego zdaniem, zupełnie inaczej wygląda sytuacja na rynku ISO 14 001. O jego niepopularności decyduje fakt, iż polskie firmy poruszając ten temat, rozmawiają tylko o kosztach wdrożenia.
— W przypadku serii 9000 mówi się natomiast głównie o zawsze atrakcyjnej jakości — mówi prezes Polskiego Forum ISO 14 001.
Wdrożenie środowiskowej normy ISO w dużym przedsiębiorstwie kosztuje średnio 100 tys. zł. Ta suma ponoć odstrasza wielu zainteresowanych.
— Nikt nie chce rozmawiać o samym środowisku, często nie zdając sobie sprawy, że inwestując w nie może sporo zyskać — twierdzi Ryszard Pazdan, prezes firmy konsultingowej Atmoterm.
Według niego, rodzimych przedsiębiorców od ISO 14 001 może odstraszać brak polskiego tłumaczenia tej normy. Jak mówi, wszystkie certyfikaty tego typu wydane w naszym kraju należą do zachodnich koncernów.
— Polskie przedsiębiorstwa nie doceniają jeszcze wartości ISO 14 001. Ale jest to kwestią czasu. Już niedługo ureguluje to mechanizm rynkowy — dorzuca Andrzej Gerhardt.
Wymagająca Europa
Decydującym czynnikiem regulującym popularność środowiskowych norm w Polsce będzie nasze wejście do Unii Europejskiej. Z problemem ich braku zderzą się najpierw duże polskie przedsiębiorstwa.
— Nikt z nimi nie będzie rozmawiał, jeżeli nie będą miały ISO 14 001. Kiedy już je wdrożą u siebie, zaczną wymagać tego samego od poddostawców, czyli średnich i małych przedsiębiorstw. W ten sposób, będzie rosła liczba tych certyfikatów — uważa prezes Polskiego Forum ISO 14 001.
Według Ryszarda Pazdana, polskie firmy uważają, że jeżeli uczestniczą w rządowych projektach, np. w programie ekorozwoju kraju czy ruchu czystej produkcji, to po zakończeniu procesu integracji z UE, zachodni klienci będą na nich patrzeć przychylnym okiem.
— Tak niestety nie będzie. Europa chce od nas ISO 14 001, bo to jest na tym kontynencie standard. Nasze programy mogą być najlepsze na świecie, ale nie mają wartości rynkowej. W tym przypadku nad ekologią przeważa ekonomia — dodaje prezes spółki Atmoterm.
Jeżeli rodzime podmioty gospodarcze nie zabiorą się szybko za certyfikację środowiskową i nie będzie stymulacji tego procesu ze strony rządowej, to nasz kraj może w niedługim czasie osiągnąć swoiste dno gospodarcze.
— Mówi się, że do integracji z UE mamy jeszcze cztery lata. To ostatni dzwonek do certyfikacji środowiskowej dla polskich firm. Jeśli tego nie zrobią, większość musi się liczyć z poważnymi problemami, a niektóre z upadkiem — ostrzega Ryszard Pazdan.