Polacy nie mogą pomóc emerytom UE

Mira Wszelaka
opublikowano: 2001-11-07 00:00

Pomysł, by legalnie zatrudniać Polaków w państwach UE i z ich podatków utrzymywać unijnych emerytów, spotkał się z polemiką ze strony krajowych ekonomistów.

We wczorajszym „Pulsie Biznesu” Marek Góra, współtwórca polskiej reformy emerytalnej, zaproponował, by kraje UE, które subsydiują system emerytalny — takie jak Niemcy i Austria, legalnie zatrudniły Polaków. Rozwiązałoby to problem z nadpodażą na rynku pracy w Polsce, a jednocześnie wspomogło systemy emerytalne w tych krajach. Takie rozwiązanie wywołało spore emocje.

Zdaniem profesora Witolda Orłowskiego z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych, wypełnienie luki demograficznej np. w niemieckim systemie emerytalnym legalnie zatrudnionymi pracownikami z Polski nie może być długookresowym rozwiązaniem.

— Niemcy wyraźnie nie przejawiają chęci legalnego zatrudnienia obcokrajowców, zdecydowanie preferując subsydia. Z kolei dla Polaków byłoby lepiej, by swoją pracą nie finansowali wysokich emerytur niemieckich. Poza tym taki układ związywałby tych pracowników z krajem, w którym płaciliby składki — wyjaśnia Witold Orłowski.

Jego zdaniem, lepiej poczekać na możliwość odkładania części składek na osobnych kontach. W ten sposób zgromadzone pieniądze wędrowałyby za pracownikiem po całej Europie. Jednak takie rozwiązanie będzie możliwe po gruntownej reformie wszystkich systemów emerytalnych w krajach „piętnastki”.

— W UE są poważne plany zreformowania systemów emerytalnych, które zmierzają do ich ujednolicenia. Dopiero wtedy będzie możliwa wędrówka składek emerytalnych wraz z pracownikiem. Jednak nie należy się tego spodziewać wcześniej niż za 10-15 lat — podkreśla Witold Orłowski.

Europejscy pracodawcy już biją na alarm, twierdząc, że mają trudności z pozyskaniem pracowników. Równolegle nieelastyczny rynek pracy wciąż generuje bezrobocie.

— Według europejskich analityków, już w 2005 r. kraje UE będą potrzebować blisko 1 mln dodatkowych pracowników, a do 2008 r. ponad drugie tyle — podkreśla Andrzej Stępniak z Ośrodka Badań Integracji Europejskiej Uniwersytetu Gdańskiego.