Polacy nie posłuchają prezydenta Sarkozy’ego

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2008-06-02 00:00

Mimo otwarcia granic Francuzi nie doczekają się polskiego hydraulika. Zachód jest dla nas coraz mniej atrakcyjny.

Stopa bezrobocia w Polsce jest niższa niż w niektórych krajach strefy euro

Mimo otwarcia granic Francuzi nie doczekają się polskiego hydraulika. Zachód jest dla nas coraz mniej atrakcyjny.

Polacy nie skorzystają z zaproszenia Francuzów, którzy — jak powiedział prezydent Nicolas Sarkozy — chcą otworzyć swój rynek pracy. Powód? Minęły już czasy, kiedy posada we Francji była rarytasem. Coraz więcej Polaków zamiast emigracji wybiera pracę w kraju.

Tu nam dobrze

Z danych Eurostatu wynika, że w ostatnich miesiącach przestaliśmy być krajem o najwyższej stopie bezrobocia w UE. Wyprzedziliśmy już m.in. Hiszpanię i Grecję. Od marca 2008 r. stopa bezrobocia nad Wisłą jest także niższa niż nad Loarą — w kwietniu wyniosły odpowiednio 7,7 proc. i 7,8 proc.

— Popyt na pracę w Polsce znacznie w ostatnich latach wzrósł. Przeciętnemu pracownikowi znacznie łatwiej znaleźć dobrą posadę, za którą w dodatku dostaje coraz wyższą pensję — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP.

Różnice w zarobkach, choć nadal duże, dość szybko się wyrównują. W Polsce w I kw. 2008 r. przeciętna pensja brutto wzrosła o 10,1 proc. rok do roku, we Francji — zaledwie o 2,7 proc. Jeśli dodamy do tego szybko umacniającego się złotego wobec euro, okaże się, że dysproporcja jeszcze jest mniejsza.

— Za pozostaniem w kraju przemawia też to, że polski rynek pracy ma lepsze perspektywy niż rynki zachodnie. Gospodarka strefy euro w najbliższym latach będzie rozwijać się wyraźnie wolniej niż polska — twierdzi Marta Petka, ekonomistka Raiffeisen Banku.

Zdaniem Rafała Beneckiego, analityka ING Banku Śląskiego, pensje w Polsce będą rosły w tempie zbliżonym do 10 proc. jeszcze przynajmniej do koń- ca 2009 r.

Wieża Babel obok Eiffla

Zwabienie naszych pracowników będzie dla francuskich władz trudne także dlatego, że spóźniły się z zaproszeniem.

— Największa fala emigracji już dawno się przelała. Osoby mobilne, najbardziej skłonne do wyjazdu, już pracują na Zachodzie. Obecnie znacznie mniej mieszkańców Polski deklaruje chęć opuszczenia kraju niż kilka lat temu. Ponadto Francja nie jest jedynym państwem, które chce ściągać naszych pracowników. Konkurencja jest ostra, a będzie coraz większa, ponieważ kolejne rynki będą w najbliższych latach otwierały się przed Polakami — mówi Marta Petka.

Kolejna przeszkoda to język.

— Francuski jest w Polsce znany dość słabo, a posługiwanie się angielskim nie musi wróżyć sukcesu. Znajomość tego języka wśród Francuzów również nie jest bowiem wysoka — dodaje Karolina Sędzimir-Domanowska.

Z wezwania prezydenta Sarkozy’ego skorzystają więc głównie Polacy, którzy już dziś pracują w Europie Zachodniej.

— Grupą najbardziej zainteresowaną otwarciem francuskiego rynku pracy są emigranci, którzy pracują tam obecnie na czarno. Decyzja władz Francji pozwoli im na zalegalizowanie swojego pobytu — uważa Rafał Benceki.

Możliwość pracy we Francji może też być szansą dla polskich pracowników przebywających na Wyspach.

— Takie kraje, jak Anglia czy Irlandia, najmocniej odczuły kryzys na rynkach finansowych w Stanach Zjednoczonych. To sprawia, że powoli słabnie tam popyt na pracę. We Francji koniunktura jest lepsza — twierdzi ekon