Polacy pokonali Chińczyków jabłkami

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2013-11-08 00:00

„Made in Poland” wyprzedziło „made in China”. Polscy eksporterzy nie zamierzają oddać jabłkowej korony

W jabłkowym koncentracie pokonaliśmy w ubiegłym roku USA, plasując się na drugim miejscu (pod względem wielkości produkcji). Pierwsi i niepokonani w tej kategorii pozostają Chińczycy. Jednak, jak donosi portal freshplaza.com, analizujący rynek owoców i warzyw, właśnie wyprzedziliśmy Chiny w światowym handlu świeżymi jabłkami. Nasi sadownicy zapewniają, że najwyższego miejsca na jabłkowym podium już nie oddamy.

Najwięcej polskich jabłek gości na stołach rosyjskich. W ubiegłym roku sprzedaliśmy ich tam za 875 mln zł (dane GUS). Białorusini zapłacili za nasze jabłka ponad 176 mln zł, a Ukraińcy 108 mln zł. Polscy sadownicy doskonale zdają sobie sprawę z uzależnienia od wschodniego kierunku, z którego dochodziły już w tym roku informacje kwestionujące jakość polskich jabłek. Pojawiły się w tym samym czasie, gdy wątpliwości rosyjskich służb zaczęło wzbudzać polskie mięso i sery. Poza Wschodem polskie jabłka są obecne w niewielkim stopniu w UE, która kupiła je w 2012 r. za 183 mln zł, w Kazachstanie (54 mln zł), w Bośni i Hercegowinie (1,8 mln zł) i w Egipcie (1 mln zł). [FOT. ISTOCK]
Najwięcej polskich jabłek gości na stołach rosyjskich. W ubiegłym roku sprzedaliśmy ich tam za 875 mln zł (dane GUS). Białorusini zapłacili za nasze jabłka ponad 176 mln zł, a Ukraińcy 108 mln zł. Polscy sadownicy doskonale zdają sobie sprawę z uzależnienia od wschodniego kierunku, z którego dochodziły już w tym roku informacje kwestionujące jakość polskich jabłek. Pojawiły się w tym samym czasie, gdy wątpliwości rosyjskich służb zaczęło wzbudzać polskie mięso i sery. Poza Wschodem polskie jabłka są obecne w niewielkim stopniu w UE, która kupiła je w 2012 r. za 183 mln zł, w Kazachstanie (54 mln zł), w Bośni i Hercegowinie (1,8 mln zł) i w Egipcie (1 mln zł). [FOT. ISTOCK]
None
None

W Chinach jest popyt...

Z danych, na które powołuje się Fresh Plaza, wynika, że światowy handel świeżymi jabłkami to 8,2 mln ton, które są warte 6,4 mld EUR. W sezonie 2011/2012 r. [który trwa od jesieni do wiosny — red.] największą część, 1 mln ton, stanowiły chińskie. Sezon później Chińczyków pobili polscy eksporterzy, sprzedając 1,2 mln ton. Kolejne miejsca przypadły Włochom, Amerykanom, Chilijczykom i Francuzom.

— Nasz wzrost należy uznać za trwałą tendencję. Nie mamy komu oddać pierwszego miejsca, bo nie rośnie żaden z poważnych konkurentów — mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. Tłumaczy, że ubiegłoroczny wynik polscy eksporterzy zawdzięczają rynkom, na których jeszcze niedawno rządzili Chińczycy. Producenci z Państwa Środka skupili się teraz na zaspokojeniu rosnącego popytu wewnętrznego.

— Wciąż produkują znacznie więcej niż my, a nasi sadownicy nie są w stanie rosnąć dynamicznie, bo napotykają m.in. na barierę popytu. Jeśli nie znajdziemy nowych rynków zbytu, nie będziemy zwiększać produkcji więcej niż o 5-6 proc. rocznie [obecnie, według różnych szacunków, wynosi ona 2,5-3 mln ton — red.] — dodaje Mirosław Maliszewski.

Atrakcyjny, jego zdaniem, byłby eksport do Chin i Afryki, gdzie w przyszłym roku kosztem 25 mln zł będą promowane jabłka z Europy (większość pieniędzy pochodzi z funduszy UE).

...w Polsce spadają ceny

Nie będzie natomiast zwyżek w produkcji koncentratu jabłkowego.

— To ubiegły rok był rekordowy pod względem produkcji i eksportu. Z wyprodukowanych 320 tys. ton 250 tys. ton trafiło za granicę. Nie jesteśmy jednak w stanie pokonać Chińczyków, którzy eksportują 400 tys. ton koncentratu. Jego produkcja u nas jest stabilna i nic nie zapowiada zmiany — twierdzi Julian Pawlak, prezes Stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków. Radość z jabłkowych sukcesów mąci naszym sadownikom cena skupu jabłek przemysłowych, które — w odróżnieniu od deserowych — trafiają do przetwórni.

W październiku ceny zaczęły spadać, twierdzą, że zupełnie bez powodu, bo o nadprodukcji nie ma mowy. „Dobre wyniki przetwórców w minionym sezonie oraz niższa podaż w bieżącym nie dają podstaw do gwałtownych ruchów cenowych (…). To nic innego jak chęć zakupu po niższych cenach jabłek od sadowników, którzy zakończyli już zrywanie owoców i potrzebują pieniędzy np. na zapłacenie za rwanie (…). Apelujemy o nieuleganie panice i wyhamowanie dostaw” — czytamy w komunikacie zarządu głównego Związku Sadowników RP.

Problemy wynikają z ogromnego rozdrobienia branży. Sadownicy RP szacują, że w Polsce działa około 200-250 tys. gospodarstw, których głównym źródłem dochodów jest produkcja jabłek.

— Powstało wprawdzie wiele grup producenckich, ale trudno mówić o konsolidacji sadowników. Brakuje powiązań kapitałowych między nimi a przetwórcami. Rezultat to konflikt interesów przy ustalaniu ceny skupu — dodaje prezes Sadowników RP.