Polacy się wzbogacili, ale tego nie zauważyli

Marek ChądzyńskiMarek Chądzyński
opublikowano: 2025-03-27 16:51

Tak dużego realnego wzrostu dochodu rozporządzalnego, jak w 2024 r., nie było od co najmniej dwóch dekad.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • ile wyniósł dochód rozporządzalny na osobę w 2024 roku
  • o ile wzrósł dochód z uwzględnieniem inflacji
  • jakie były główne przyczyny wzrostu dochodu rozporządzalnego
  • czy dochód ma szansę szybko rosnąć w 2025 roku
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Dokładnie 3167,17 zł wyniósł dochód rozporządzalny na osobę w ubiegłym roku. To o ponad 18 proc. więcej niż rok wcześniej. Uwzględniając inflację wzrósł realnie o 14,4 proc. Tak dobrego wyniku w ostatnich latach nie było. Wręcz przeciwnie: w 2022 r. mieliśmy nawet realny spadek dochodu, który nie nadążał za wzrostem cen. Rok później było już nieco lepiej, bo realnie dochód się zwiększył, ale tylko o 2,1 proc.

Czym jest dochód rozporządzalny? Według definicji Głównego Urzędu Statystycznego suma dochodów z różnych źródeł, jak pensje, świadczenia społeczne w rodzaju 800 Plus, czy emerytury, pomniejszona o podatki i składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Przy czym kategoria „podatki” jest tu traktowana szeroko: chodzi zarówno o zaliczki PIT, jakie płaci pracodawca za osobę zatrudnioną, ale również te, które odprowadzają w swoim imieniu osoby pracujące na własny rachunek. GUS uwzględnia też podatki od własności, czyli np. od nieruchomości.

Efekt podwyżek

Wystrzał dochodu rozporządzalnego w 2024 r. nie był jednak efektem obniżki podatków, czy składek, a skutkiem wzrostu płac i transferów społecznych. Po pierwsze, mieliśmy dwie podwyżki płacy minimalnej - z 3600 zł na koniec 2023 r. do 4300 zł brutto miesięcznie w drugiej połowie 2024 r.

Z podwyżką płacy minimalnej wiąże się drugi powód wzrostu dochodu, czyli znaczne podniesienie średniej płacy w przedsiębiorstwach. W grudniu 2024 r. przeciętna płaca w firmach wyniosła 8821,25 zł brutto i była o 9,8 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Po trzecie, emeryci dostali dużą waloryzację świadczeń wypłacanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Od marca emerytury i renty wzrosły o 12,2 proc.

Czwarty powód: duża podwyżka dodatku na wychowanie dzieci: 1 stycznia 2024 r. 500 Plus zamieniło się w 800 Plus. A łączny koszt programu wzrósł z ok. 40 mld zł do ponad 60 mld zł.

Piąta przyczyna skokowego wzrostu dochodu rozporządzalnego to realizacja jednej z wyborczych zapowiedzi koalicji 15 października, czyli duży wzrost płac w budżetówce. Zauważalne, ponad 20-procentowe podwyżki dostali m.in. nauczyciele.

Echo wysokiej inflacji

Urszula Kryńska, ekonomistka banku PKO BP mówi, że to, co się stało z dochodem rozporządzalnym w ubiegłym roku to w pewnym sensie echo wysokiej inflacji z poprzednich dwóch-trzech lat. To właśnie przez szybko rosnące ceny był tak wysoki wskaźnik waloryzacji emerytur, czy podwyżka minimalnej płacy. Reszta to efekty wtórne: firmy musiały dostosować swoje siatki płac do wyższej pensji minimalnej. A efekt został dodatkowo wzmocniony polityczną decyzję o podwyżkach w sektorze publicznym, w którym wcześniej przez kilka lat ich nie było, lub były znacznie poniżej inflacji.

- Mówiąc inaczej, płace i emerytury rosły w ubiegłym roku dlatego, że to rok wcześniej inflacja była wysoka, choć w samym 2024 r. spadła. Dlatego raczej nie będzie powtórki z wysokiego tempa wzrostu dochodu rozporządzalnego w tym roku – mówi Urszula Kryńska.

Przykład to tegoroczna waloryzacja emerytur: od 1 marca świadczenia wzrosną tylko o 5,5 proc. Dodatek na dzieci w ogóle nie wzrośnie, podwyżek w budżetówce nie było, a tempo wzrostu płac w firmach też wyraźnie hamuje, na co wskazują dane z pierwszych miesięcy roku. Co gorsza, w firmach nie ma zbyt dużo przestrzeni do podwyżek płac, bo poprzedni rok był dla nich najgorszy od lat: wskaźnik obrotu netto wyniósł w 2024 r. 3,4 proc. i był gorszy niż nawet w pandemicznym 2020 r., gdy gospodarkę dusiły lockdowny.

- To, że dochody z pracy będą rosły w tym roku wolniej niż w poprzednich latach jest też konsekwencją tego, co się stało z tegoroczną płacą minimalną. A w ostatnim czasie kształtowanie się dynamiki wynagrodzeń w Polsce było konsekwencją tego, jakie były podwyżki płacy minimalnej – mówi Urszula Kryńska. Od stycznia najniższa krajowa wynosi bowiem 4666 zł brutto, a drugiej podwyżki w ciągu roku nie będzie.

Wydajemy ostrożniej

Odrębny temat to efekty wzrostu dochodu rozporządzalnego dla gospodarki. Choć twarde dane GUS wskazują, że Polacy stali się bardziej zamożni, wcale nie przełożyło się to na istotny wzrost konsumpcji prywatnej. Co więcej, konsumpcja, a w szczególności sprzedaż detaliczna towarów co rusz dostaje zadyszki.

Mogą tu działać dwa efekty. Pierwszy: niepewność geopolityczna i utrzymujące się pokryzysowe obawy społeczne skłaniają do oszczędzania, a nie do wydawania. I taką tendencję widać było m.in. w danych NBP o rosnących kwotach oszczędności w bankach

Drugi efekt to trauma po wysokiej inflacji. W społecznej percepcji ceny są wysokie i nadal rosną. To skłania do ostrożności w zakupach, szukania tańszych towarów, co wpływa na strukturę konsumpcji. Dowodem na potwierdzenie tej tezy jest rewizja koszyka inflacyjnego, który przecież odzwierciedla strukturę wydatków gospodarstw domowych. Po dostosowaniu koszyka GUS przeliczył na nowo inflację w styczniu 2025 r. i okazała się ona niższa od wskaźnika policzonego na starym koszyku. Co oznacza, że większa część budżetów domowych była przeznaczana na tańsze towary i usługi.