Polacy stworzyli portfel, którego nie zgubisz

Karol Kopańko
opublikowano: 2015-02-26 09:00

Jest smukły, ładny, skórzany i sam poinformuje, kiedy trafi w niepowołane ręce. To Woolet, tworzony przez Polaków portfel, który w razie kradzieży prześle na smartfona mapę ze swoim położeniem, a nawet „zaszczeka” na złodzieja.

25 lutego na platformie crowdfundingowej Kickstarter ruszyła zbiórka na produkcję portfela łączącego najnowsze trendy w modzie i technologii. Twórcy potrzebują przynajmniej 15 tys. USD. Po kilku godzinach na ich koncie jest już ponad połowa sumy, a do końca akcji zostały jeszcze 34 dni.

Akcesoria Woolet
Akcesoria Woolet
Woolet

Krzemowa inteligencja

Wyjątkowość portfela polega na zaszyciu w jego wnętrzu modułu Bluetooth, który łączy się będzie z aplikacją zainstalowaną na smartfonie. Jeśli portfel znajdzie się w odległości od 6 do 25 metrów od smartfona, to ten aktywuje alarm (dystans wybierze sam użytkownik). Na ekranie telefonu wyświetlona zostanie mapka, wskazująca aktualne położenie portfela. Użyta technologia posiada jednak ograniczenie odległości i jeśli portfel znajdzie się dalej niż 60 metrów, to pozostanie nam tylko informacja o ostatnim znanym położeniu.

- Kto raz zgubił portfel wie, jak przykre są konsekwencje. Pomyśleliśmy, że w łatwy sposób można zminimalizować ryzyko tego koszmaru – mówi Bart Zimny, jeden z trójki pomysłodawców. Aby ułatwić lokalizację, w portfelu zamontowano również głośnik, który w drożej wersji będzie mógł wydawać dowolny dźwięk, np. szczekanie. Jego koszt to 119 USD, podczas gdy standardowa wersja jest o 20 USD tańsza. Za 5 USD można dodatkowo kupić kieszonkę blokującą sygnał RFID, wykorzystywany przez karty zbliżeniowe, za 35 USD breloczek do kluczy z nadajnikiem, a za 39 USD obudowę na telefon.

Polska oszczędność

Według twórców dzięki wykorzystaniu energooszczędnego sposobu komunikacji bateria w portfelu lub breloku ma wytrzymywać 2 lata.

- Problemem nie jest Bluetooth, tego się nie obawiamy, inaczej może być z głośnikiem o większym zapotrzebowaniu na energię. Dlatego pracujemy nad ładowaniem baterii przez odbiór ciepła, lub zamianą energii kinetycznej w elektryczną – wyjaśnia Marek Cieśla, jeden z pomysłodawców, który na Kickstarterze zebrał w zeszłym roku ponad 150 tys. USD na urządzenie do publicznej chmury Sherlybox.

Twórcy snują także plany wykorzystania społeczności w znajdowaniu rzeczy. Otóż jeśli właściciel portfela zasygnalizuje jego kradzież, to lokalizacja będzie ustalana nie tylko z użyciem jego smartfona, ale również urządzeń innych osób w pobliżu, które będą miały zainstalowaną aplikację.

Krakowska jakość

Portfel będzie ręcznie szyty ze skór farbowanych barwnikami roślinnymi. Skóry będą pochodziły z polskich krów, a produkcją zajmie się zakład kaletniczy z Krakowa.

- Zauważyliśmy na rynku trend tworzenia bardzo płaskich portfeli, który zaczął się od Manufaktury Millera. Jednak my zaprojektowaliśmy go tak, aby mieściły się w nim również monety, a użytkownicy nie obawiali się o grubość – wyjaśnia genezę powstania Cieśla. 

Także w Krakowie dokładana będzie cała elektronika, choć twórcy nie wykluczają, że jeśli portfelem zainteresuje się dostatecznie dużo osób, to dla korzyści skali przeniosą produkcję do Chin. Pierwsze partie mają trafić do odbiorców już w kwietniu. Wtedy też do sklepów dla systemów iOS i Android trafi aplikacja. Wersja na Windowsa pojawi się jeśli twórcy uzbierają 20 tys. USD, a na Apple Watch jeśli fani dorzucą jeszcze 15 tys. USD. Jeśli zaś na koncie zbiórki będzie ponad 125 tys. USD to pojawi się także mata do bezprzewodowego ładowania urządzeń mobilnych.