Polacy wpadli w ekonomiczną depresję

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 06-05-2014, 00:00

Już ponad pół miliona osób machnęło ręką i przestało szukać pracy. To znaczy, że bezrobocie jest o jedną trzecią wyższe, niż podają statystyki

Ostatnie pięć lat globalnego kryzysu wpędziło dużą grupę Polaków w bierność zawodową. Po miesiącach, a nawet latach, bezskutecznego szukania pracy dopada ich zniechęcenie i zupełnie przestają rozglądać się za zatrudnieniem. Jak wynika z badań Głównego Urzędu Statystycznego, w końcówce 2013 r. było w Polsce już 548 tys. takich osób.

Od upadku banku Lehman Brothers grono to powiększyło się o 160 tys. To tak, jakby z rynku pracy zupełnie zeszli wszyscy pracownicy zatrudnieni na terenie Lublina. Osób zagubionych, nieradzących sobie w gospodarce wolnorynkowej — zamiast ubywać — znowu więc przybywa.

Zaniżone statystyki

— Ostatnie pięciolecie to czas niskiej dynamiki PKB i wzrostu bezrobocia. W niektórych, najbiedniejszych regionach kraju deficyt miejsc pracy był tak silny, że część osób, zwłaszcza tych najmniej mobilnych, straciła nadzieję, że kiedykolwiek znajdzie pracę — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus. Co ważne, osoby zniechęcone do szukania pracy nie są uwzględniane w statystykach bezrobocia. F

ormalnie, bezrobotny to ten, który nie ma zatrudnienia, ale go poszukuje. Gdyby więc potraktować zjawisko bezrobocia szerzej i doliczyć 548 tys. zniechęconych, to stopa bezrobocia w Polsce (liczona według badania aktywności zawodowej ludności) wynosiłaby 13 proc., a nie 9,8 proc., jak figuruje obecnie w statystykach.

— Zniechęcenie bezrobotnych to czynnik, który istotnie poprawia statystyki bezrobocia. Dzieje się tak zresztą nie tylko w Polsce, o podobnym zjawisku zrobiło się ostatnio głośno np. w USA. Stopa bezrobocia spadała, ale przy głębszej analizie widać było, że wynikało to nie z przyrostu nowych miejsc pracy, ale z rosnącej liczby osób, które traciły nadzieję na zatrudnienie i wypadały z rejestru bezrobotnych — mówi Marcin Mróz.

Straceni na zawsze

Czy rosnąca liczba zniechęconych do szukania pracy Polaków to zła wiadomość dla naszej gospodarki? Na pewno jest to przykre zjawisko, ale tak naprawdę z punktu widzenia bieżącej koniunktury nie ma większego znaczenia. Nawet gdyby te osoby nadal śledziły tablicę ogłoszeń urzędów pracy czy przeglądały oferty w gazecie albo internecie, zatrudnienie w Polsce dzięki temu by nie wzrosło.

Mało tego, z uwagi na jeszcze większą konkurencję na rynku pracy (jeszcze większą rzeszę osób poszukujących pracy) wynagrodzenia w kraju mogłyby być nawet niższe, niż są. Trudno więc oczekiwać, że gdyby zniechęceni się nie zniechęcili, to popyt konsumpcyjny byłby przez to wyższy i gospodarka by skorzystała. Jednak na dłuższą metę poczucie beznadziei części polskich bezrobotnych może być realnym problemem.

Po pierwsze, takie osoby oddalają się od rynku pracy i aktywności zawodowej — zatracają nawyk codziennego wstawania do pracy, wpadają w nałogi itp. Takim osobom nie będzie łatwo wrócić na rynek pracy, nawet gdyby w Polsce nagle zaczęło rosnąć zatrudnienie. Mogą być już zupełnie stracone dla polskiej gospodarki. Po drugie, około jednej piątej zniechęconych (108 tys.) to osoby młode, poniżej 35. roku życia.

Jeśli szybko nie znajdą zatrudnienia i nie odzyskają wiary w polski rynek pracy, prawdopodobnie duża część wyjedzie za chlebem za granicę.

— Przez najbliższe lata nie będzie to miało znaczenia dla polskiej gospodarki, ale w dłuższej perspektywie, w związku ze starzeniem się polskiego społeczeństwa, będzie to coraz bardziej odczuwalne. Za 10-20 lat nasza gospodarka będzie coraz mocniej cierpieć na niedobór rąk do pracy i bardzo przydaliby się wówczas w kraju nasi emigranci — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Głęboko na dnie

Na szczęście, wszystko wskazuje na to, że poziom zniechęcenia polskich pracowników sięga właśnie szczytu i wkrótce zacznie spadać.

— Od kilku miesięcy widać już dość wyraźną poprawę na rynku pracy. Zatrudnienie zaczyna rosnąć, a bezrobocie spada. To powinno sprawiać, że o pracę będzie coraz łatwiej i grono osób zniechęconych do poszukiwania zatrudnienia będzie się z kwartału na kwartał kurczyć — uważa Monika Kurtek.

W kontekście perspektyw demograficznych wydaje się wręcz, że tak dużej liczby zniechęconych, jaką mamy teraz, nie zobaczymy już przez przynajmniej kilka najbliższych dekad.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu