Polimex czuje wpływ epidemii

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2020-04-19 22:00

W budowlanej firmie ograniczenia związane z koronawirusem mogą zagrozić terminowi oddania bloku na Żeraniu. Fabryka w Siedlcach też czuje spadek popytu.

Budowlano-inżynieryjny Polimex-Mostostal, w którym kontrolę sprawują państwowe firmy energetyczne (PGE, Enea, Energa i PGNiG), ze skutkami epidemii koronawirusa walczy głównie na warszawskim poletku, tzn. na Żeraniu. Buduje tam dla PGNiG Termiki blok gazowy. Termin oddania inwestycji ma w listopadzie 2020 r. Będzie trudno.

Tygiel narodów na Żeraniu

— W Warszawie jest dużo zakażeń, a na naszej budowie pracuje obecnie kilkaset osób, i to z różnych krajów — montażyści z Bałkanów, Ukrainy. Zagęszczenie jest duże, a my musimy zmieniać organizację pracy. Ponadto ekipy mieszkają często w kilka osób, na kwaterach. Wiemy, że dochodziło do zakażeń pracowników z otoczenia tej budowy, były przypadki w rodzinach, co oznaczało kwarantanny. Mamy też podwykonawców, którzy uznali, że ryzyko prac jest zbyt duże i zjechali z budowy. Na szczęście ich zadania będzie można uzupełnić później. Są też problemy z łańcuchami dostaw z Chin i Włoch — mówi Krzysztof Figat, prezes Polimeksu.

Szef Polimeksu przekonuje, że firma nadal planuje oddać blok w terminie (w przeszłości już przesuwanym), ale jeśli się to nie uda, to będzie to siła wyższa.

— Wpływ epidemii na biznes byłby naszym zdaniem siłą wyższą, ale klient będzie się pewnie przed tym bronił — zauważa Krzysztof Figat.

Podkreśla jednak, że epidemia zmieniła nawet relacje międzyludzkie. Dla Polimeksu oznacza to, że do instalowanych przez niego urządzeń nie przyjeżdżają niemieccy serwisanci, biura projektowe odmawiają osobistych spotkań, a wysłanie pracownika za granicę oznacza dla niego łącznie miesiąc kwarantanny, czyli 14 dni przy wyjeździe i 14 dni z powrotem w kraju.

Stalowy popyt słabnie

Epidemię odczuwa też zakład Polimeksu produkujący w Siedlcach konstrukcje stalowe.

— Spowolnienie w Europie Zachodniej odbija się na naszej produkcji. Mamy do czynienia z zatorami płatniczymi, bo firmy przestają działać i płacić. Korzystamy jednak z tarczy rządowej, korzystamy np. z przesunięcia ZUS. Widzimy też zmniejszenie zapotrzebowania, ale produkujemy dalej. Myślę, że przetrzymamyten trudny czas — mówi Krzysztof Figat.

Jest też aspekt pozytywny — epidemia może skłonić europejskich kontrahentów do zamawiania w przyszłości elementów stalowych w Siedlcach, czyli w Europie, a nie w odległych Chinach.

— Odejście od patrzenia wyłącznie na cenę może być szansą dla zakładu w Siedlcach — mówi Krzysztof Figat.

Z optymizmem zarząd patrzy na portfel zamówień zagranicznych.

— Nasi zagraniczni klienci opóźniają wprawdzie remonty, ale nadal chcą, byśmy to my je przeprowadzali. Mamy specjalistów o unikatowych kompetencjach. A granice… powoli będą przecież otwierane. Czasowy brak możliwości wysyłania pracowników nie zabija naszego biznesu — mówi Krzysztof Figat.

Przychody wzrosną

Mimo epidemii Polimex nadal prognozuje, że jego przychody sięgną w 2020 r. 1,9 mld zł, wobec 1,6 mld zł w zeszłym roku. W minionym roku firma poprawiła zysk EBITDA (zysk operacyjny plus amortyzacja) o 34 mln zł, do 96 mln zł. Wynik netto jest trzykrotnie wyższy od wyniku za 2018 r. i wynosi 51 mln zł.