Polimex zyska, energetyka zapłaci

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2017-01-19 22:00

Spółka będzie rynkowym królem, ale słono za to zapłacą cztery państwowe firmy energetyczne

Sprawy mają potoczyć się szybko, a Polimex-Mostostal będzie miał nowych akcjonariuszy już za kilka dni. Takie sygnały płyną ze strony firm energetycznych, czyli PGE, Enei, Energi i PGNiG Termiki, które mają mieć po prawie 17 proc. w podwyższonym kapitale wykonawczej spółki. Dla Polimeksu oznacza to same korzyści, dla energetycznej czwórki korzyści będą jedynie chwilowe.

OD ARP DO ENERGETYKI:
OD ARP DO ENERGETYKI:
Polimex-Mostostal, którym kieruje Antoni Józwowicz, jest od 2013 r. pod skrzydłami państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu. Jej akcje, oraz nową emisję, przejmuje teraz energetyka.
PIOTR WANIOREK]

Konkurencja szepcze

Finansowe korzyści Polimeksu są oczywiste, bo firma dostanie zastrzyk w postaci 300 mln zł gotówki. O korzyściach biznesowych, z pewnym niepokojem, mówi konkurencja.

— Polimex umocni swoją uprzywilejowaną pozycję na rynku — mówi szef jednej z firm, z którymi Polimex spotyka się w przetargach energetycznych. Konkurentów to emocjonuje, bo zbliża się moment złożenia ofert na budowę bloku gazowego na warszawskim Żeraniu, który chce postawić PGNiG. Wkrótce zaczyna się też przetarg na budowę bloku węglowego w Ostrołęce, który finansować chce Energa wespół z Eneą. To dwa przetargi, na kilka miliardów złotych, w których decyzję podejmować będzie trzech współwłaścicieli Polimeksu.

— Trzymam kciuki za Polimex. Realizujemy już wspólnie niektóre projekty, niejeden pewnie jeszcze będziemy wspólnie realizować — zapewnia jednak Beata Stelmach, prezes GE w Polsce i w krajach bałtyckich. Beata Stelmach wypowiada się dyplomatycznie, bo GE współpracuje z Polimeksem przy budowie bloków PGE w Opolu.

W przetargu na Ostrołękę firmy będą już zapewne konkurować (podobnie jak Siemens, Budimex czy Doosan, które startują we wszystkich przetargach energetycznych w kraju). Przetargów ostatnio jest mało, więc nie każdy się wyżywi. Ciężki czas przeżywa m.in. kanadyjska firma SNC Lavalin, która kończy — wspólnie z GE — budowę bloku gazowego we Włocławku, dla PKN Orlen. Innych zleceń w portfelu nie ma, zwalnia ludzi, a branża spekuluje na temat jej przyszłości w kraju.

Przepisy to nie problem

Gorące dyskusje konkurentów dotyczą też tego, czy zmiany właścicielskie w Polimeksie wpłyną na możliwość jego udziału w przetargach opartych na prawie zamówień publicznych. Jednak raczej się na to nie zanosi.

— Na pierwszy rzut oka samo nabycie akcji Polimeksu przez cztery firmy energetyczne nie rodzi konsekwencji przetargowych lub związanych z ustawą o zamówieniach publicznych. Do ostatecznej oceny potrzebna by była jednak analiza szczegółów porozumienia z nowymi właścicielami, na przykład w kontekście zagadnienia grupy kapitałowej, z którą związane są pewne ograniczenia i obowiązki informacyjne — uważa Grzegorz Matejczyk, adwokat w kancelarii Pieróg i Partnerzy.

Przepłacą, ale jak bardzo?

Energetyka, która musi Polimex ratować, może liczyć na korzyści, ale tylko w krótkim terminie.

— Wejście energetyki do Polimeksu ma dla tej pierwszej tę kluczową korzyść, że oddala ryzyko utraty płynności wykonawcy. To istotne, bo Polimex zaangażowany jest w budowę bloków w Opolu i Kozienicach, a łączna wartość tych projektów to prawie 18 mld zł. Jest to więc oczywista próba ratowania kluczowych inwestycji — uważa Paweł Puchalski, szef działu analiz w Domu Maklerskim BZ WBK. Na tym nie koniec. Zaczyna się lista potencjalnych problemów.

— Po pierwsze, cztery firmy przejmują firmę razem, a żadna nie będzie miała pakietu kontrolnego. Po drugie, żadna z nich nie zna się na prowadzeniu firmy budowlano-montażowej.Widzę więc małe szanse na wyprowadzenie Polimeksu z dołka. Może się natomiast okazać finansową dziurą bez dna — twierdzi Paweł Puchalski. Nie można też liczyć na to, że Polimex — jako spółka zależna — zaoferuje swoim właścicielom atrakcyjne ceny usług.

Wystarczy wziąć pod uwagę to, co mówi Krzysztof Tchórzewski, wiceminister energii. Oszacował ostatnio, że Polska zbuduje 5-6 bloków za 45-50 mld zł. To oznacza, że cena za blok będzie pochodzić z przedziału 7,5-10 mld zł. Tymczasem rynkowy standard dla najnowocześniejszych bloków węglowych to ok. 6 mld zł.

— Jeśli firma kupuje usługi od spółek z własnej grupy, to zawsze przepłaca. Nazywam to czarnym snem zamawiającego — zauważa menedżer związany w przeszłości z energetyką państwową.

Będą złe wieści

Inwestorzy giełdowi zaś — zdaniem Pawła Puchalskiego — powinni się przygotować na złe wieści. — Po zmianie akcjonariatu nie zdziwiłbym się, gdyby na rynek napłynęły nowe informacje na temat sytuacji Polimeksu. Nowi akcjonariusze na pewno zarządzą przegląd kontraktów, opóźnień, możliwych kar. Informacje o rzeczywistym stanie budowy Kozienic czy Opola mogą okazać się niesatysfakcjonujące dla Enei i PGE — mówi Paweł Puchalski.