Politycy chcą ochronić kredytobiorców. Czy powinni?

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-04-07 20:00

Jeśli zadłużonym gospodarstwom domowym rzeczywiście potrzebna jest pomoc, to powinna być celowana. A jeżeli miałaby być masowa, to powinna mieć pierwszeństwo przed powszechnym obniżaniem podatków.

Politycy wzięli się ostro za ochronę kredytobiorców doświadczających skokowego wzrostu zadłużenia. Radio RMF poinformowało, że rząd rozważa różne formy pomocy – od nieprocentowanych pożyczek po obniżanie marży kredytów. Jednocześnie Donald Tusk, przewodniczący największej partii opozycyjnej PO, zapowiedział w nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych złożenie projektu ustawy przewidującej zamrożenie rat kredytów na poziomie z końca 2021 roku. Dzień wcześniej Adrian Zandberg, lider Lewicy, zgłosił pomysł zamrożenia stawek WIBOR. Na tym tle wyróżnił się Adam Glapiński, prezes NBP, który stwierdził, że na razie nie ma żadnych problemów ze spłacalnością kredytów, a stopy procentowe mogą dalej rosnąć bez zagrożenia dla gospodarki.

Ta polityczna inwazja odzwierciedla istotny fakt, że wzrost kosztów odsetek dla gospodarstw domowych będzie w tym roku rzeczywiście potężny. Kredytobiorcy zaczynają słono płacić za to, że w Polsce – w przeciwieństwie do krajów rozwiniętych – prawie wszystkie kredyty udzielane są ze zmienną stopą procentową, która dostosowuje się do stóp banku centralnego. Koszt odsetkowy wzrośnie przeciętnie z ok. 0,5 proc. do ok. 3 proc. rocznie w relacji do dochodów do dyspozycji, jeżeli stopa referencyjna NBP zwiększy się do 6 proc. (obecnie wynosi 4,5 proc.). Tak silny wzrost w ciągu jednego roku w krajach Unii Europejskiej w ostatnich 25 latach wystąpił tylko kilka razy – w Danii, Irlandii i Holandii w latach 2006 i 2007, w Estonii w 2006 roku, a w Bułgarii w latach 2010 i 2016. Mamy zatem do czynienia z wydarzeniem o niskiej częstotliwości występowania.

Czy jest to jednak problem wymagający interwencji? Sądzę, że może być potrzebna pomoc dla osób w najtrudniejszej sytuacji, ale nie na poziomie makro. A gdyby była taka potrzeba, to powinna mieć priorytet przed obniżkami podatków wprowadzanymi przez rząd. Może to okazja, byśmy nauczyli się w Polsce prowadzić politykę nakierowaną na rozwiązywanie konkretnych problemów, a nie regularne obiecywanie wszystkim korzyści fiskalnych.

Skala wzrostu kosztów odsetkowych w połączeniu z wysoką inflacją to na tyle silny wstrząs, że w niektórych gospodarstwach domowych musi pojawić się problem z obsługą bieżących zobowiązań. Do łagodzenia napięć finansowych powinien służyć Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, umożliwiający pomoc osobom, dla których obsługa długu stanowi zbyt duży ciężar. Takie celowane wsparcie jest łatwe w przypadku kredytobiorców, ponieważ banki mają bardzo szczegółowe informacje o osobach zadłużonych i mogą z łatwością zidentyfikować potrzebujących. Jest to sytuacja komfortowa w porównaniu z innymi problemami społecznymi, w przypadku których identyfikacja osób w potrzebie jest trudna.

Jednocześnie warto zwrócić uwagę na kilka zjawisk, które będą łagodziły negatywne skutki podwyżek stóp.

Przede wszystkim, bardzo wysoki jest przeciętny wzrost wynagrodzeń w gospodarce. Pokażę to na przykładzie. Przy kredycie na 300 tys. zł na 20 lat wzrost oprocentowania o 5 pkt proc. prowadzi do wzrostu raty z ok. 1600 zł do ok. 2400 zł. To bardzo dużo, ale jeżeli jest to przeciętne zadłużone gospodarstwo domowe z dochodem do dyspozycji na poziomie 6000 zł i otrzyma ono przeciętną podwyżkę wynagrodzenia (ok. 10 proc.) to podwyżka wynagrodzenia (600 zł) wyniesie niewiele mniej niż wzrost raty (800 zł). Oczywiście koszt raty w relacji do dochodu wzrośnie z 25 do 35 proc. i jest to bolesne, ale nie jest to zmiana, która doprowadzi takie gospodarstwo do niewypłacalności.

Ponadto trzeba pamiętać, że osoby zadłużone są przeciętnie dużo zamożniejsze niż osoby bez długu. Na przykład medianowy dochód w gospodarstwie domowym bez długu wynosi 4000 zł, a w gospodarstwie z długiem kredytowym – 6000 zł, czyli aż o 50 proc. więcej. Gospodarstwa zadłużone powinny więc mieć również większe poduszki finansowe, przyjmując, że ludzie zarabiający więcej też oszczędzają.

Nie znaczy to, że nie pojawią się problemy, ale przy niskim bezrobociu i wysokim wzroście płat nie powinniśmy obserwować ani masowej niewypłacalności, ani masowego zubożenia. Przyznam szczerze, że trudno mi ocenić, w jakim miejscu znajduje się poziom stopy procentowej, powyżej którego problemy kredytobiorców zaczną rozlewać się na całą gospodarkę. Niedawno wydawało się, że takim poziomem może być obszar 4-5 proc. dla stopy referencyjnej, bo tak mówili przedstawiciele niektórych banków, a także samego NBP. Teraz jednak te głosy ucichły, może dlatego, że krytyczny poziom stopy procentowej jest inny przy 8-procentowym wzroście płac, a inny przy 10-procentowym wzroście. Wydaje się, że na razie stopa procentowa jest jeszcze na bezpiecznym poziomie z punktu widzenia stabilności finansowej, a jej dalszy wzrost o 1-2 pkt nie powinien tej stabilności zaburzyć.

Wyobraźmy sobie jednak scenariusz, w którym konieczna do opanowania inflacji stopa procentowa jest tak wysoka, że problem niewypłacalności zaczyna mieć masowy charakter. Co wtedy? Wtedy oczywiście pomoc kredytobiorcom mogłaby przyjąć bardziej powszechny charakter. Jeżeli jednak mamy posiadać zdolność do takiej reakcji, to nie powinniśmy obniżać wszystkim podatków w tym roku (a przypomnę, że obniżka PIT ma kosztować ok. 20 mld zł). Wchodzimy w trudny dla gospodarki okres, w którym wiele grup społecznych będzie cierpieć z powodu rosnących cen, rosnących kosztów obsługi długi, może też niedługo utraty pracy. Dawanie w takiej sytuacji wszystkim obywatelom korzyści podatkowych obniża zdolność reakcji państwa na zjawiska kryzysowe.

Co gorsze, luzowanie polityki fiskalnej zwiększa prawdopodobieństwo, że wpadniemy w opisaną powyżej pułapkę niezdolności jednoczesnego utrzymania niskiej inflacji i stabilności finansowej. W warunkach bardzo wysokiej inflacji powiększanie deficytu budżetowego wywiera dodatnią presję na stopy procentowe.

Sądzę więc, że dziś przede wszystkim powinno się zmienić parametry polityki makroekonomicznej, a nie udzielać już teraz pomocy wszystkim kredytobiorcom.