POLITYCY MOGĄ OSŁABIĆ ZŁOTEGO

Piotr Burza
opublikowano: 1999-09-14 00:00

POLITYCY MOGĄ OSŁABIĆ ZŁOTEGO

Na niektóre wypowiedzi rynek walutowy reaguje wyjątkowo nerwowo

POLITYCY KONTRA ZŁOTY: Po ostatniej wypowiedzi Stanisława Gomułki, doradcy ministra finansów, sugerującej, że pieniądze z prywatyzacji nie będą przechodziły przez rynek walutowy, Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezes banku centralnego musiała wydać stanowcze dementi. Było to konieczne, aby ratować słabnącegoł złotego i zniwelować nerwową reakcję rynku. fot. ARC

Nie ma nic nowego w twierdzeniu, że kurs naszej waluty jest zależny od wskaźników makroekonomicznych. Lecz wielokrotnie większy wpływ na złotego mają — nie do końca czasami przemyślane — wypowiedzi polityków.

Już początek stycznia przyniósł znaczne wybicie złotego. Odchylenie od parytetu wzrosło wówczas do rekordowego poziomu 9 proc. Było to spowodowane znacznymi zakupami polskich papierów dłużnych przez inwestorów zagranicznych, tuż przed przewidywaną redukcją stóp procentowych. Pod koniec stycznia Rada Polityki Pieniężnej zredukowała stopy o 2,5-3,0 punkty. Według Dariusza Rosatiego, członka RPP, tak znaczna obniżka miała zniechęcić krótkoterminowy kapitał zagraniczny. Decyzja rady miała również pomóc naszym eksporterom, ponieważ słabszy złoty miał zwiększyć atrakcyjność naszego eksportu.

Mylne prognozy

Zdaniem analityków, nie bez wpływu na ówczesny spadek były prognozy Rządowego Centrum Studiów Strategicznych (RCSS). Instytucja ta jest wyjątkowo opiniotwórcza dla zachodnich inwestorów. Wtedy jednak RCSS przedstawiło prognozy nie odzwierciedlające rzeczywistego stanu naszej gospodarki.

Już pod koniec lutego Jerzy Kropiwnicki, szef RCSS, stwierdził, że deficyt handlowy jest większy niż zakładali inni analitycy, dodając jednocześnie, że POlska stoi w obliczu recesji.

Pod koniec marca szef RCSS oszacował wzrost produktu krajowego brutto w I kwartale 1999 roku na zerowy, a nawet ujemny.

Już następnego dnia wartość złotego spadła do najniższego od 16 miesięcy poziomu 1,15 proc. poniżej parytetu. Wynikało to z gwałtownego wycofywania się zagranicznych inwestorów z naszego rynku. Ich ucieczki nie powstrzymała nawet wypowiedź Cezarego Józefiaka, członka RPP, który ostro zdementował wypowiedź szefa RCSS.

Prywatyzacja wzmacnia

Z podobną sytuacją mamy do czynienia obecnie. Po tym, jak wpływy z prywatyzacji wypchnęły naszą walutę do 6,6 proc. powyżej parytetu, zakończenie napływu dewiz ze sprzedaży Pekao SA i Banku Zachodniego sprawiło, że złoty poruszał się w paśmie 2,5-3,5 proc. powyżej parytetu. Niekorzystne dane o deficycie na rachunku obrotów bieżących nie miały większego wpływu na kurs naszej waluty. Inwestorzy oczekiwali, że wpływy z prywatyzacji zrównoważą niekorzystne dane makroekonomiczne.

Doradca osłabia

Złotemu zaszkodziła dopiero wypowiedź Stanisława Gomułki, doradcy ministra finansów, który stwierdził, że zarówno rząd, jak i bank centralny pracują nad prawnymi rozwiązaniami, aby pieniądze z prywatyzacji nie przeszły przez rynek walutowy, lecz zostały umieszczone na specjalnym koncie. Argumentował, że zakładane przez budżet wpływy z prywatyzacji, wynoszące 6,9 mln zł, zostały już zrealizowana. Umieszczenie wpływów z prywatyzacji na specjalnym koncie miało by zapobiec nadmiernej aprecjacji złotego, a dewizy miałyby być przeznaczone na spłatę polskiego zadłużenia zagranicznego. Wypowiedź doradcy ministra finansów spowodowała ucieczkę inwestorów z naszego rynku walutowego i spadek złotego do 1 proc. poniżej parytetu.

Po tak znacznym spadku wartości naszej waluty, Arkadiusz Kamiński, dyrektor Departamentu Długu Publicznego, stwierdził, że rząd zamierza zatrzymać jedynie część wpływów z prywatyzacji, a jeśli łączne wpływy osiągną 11,4 mld zł, to zgodnie z ustawą budżetową, można będzie 1,1 mld zł przeznaczyć na pokrycie wydatków budżetowych. Również zaniepokojona tak znacznym spadkiem złotego Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezes NBP, dodała, że nie ma powodu do obaw o wysokość deficytu obrotów bieżących, dopóki inwestorzy będą mieć zaufanie do naszego kraju.

Politycy szkodzą

— Jest wielu polityków, którzy powiedzą coś nieodpowiedzialnie, mając niewielki wpływ na rzeczywistą sytuację w naszym kraju, lecz zarazem będąc opiniotwórczy dla inwestorów zagranicznych. Wynika to z tego, że zarówno bank centralny, jak i z rząd rzadko wypowiadają się na temat polityki monetarnej. W związku z tym inwestorzy są narażeni na wpływ pogłosek. Jeśli jednak dewizy z prywatyzacji rzeczywiście nie przejdą przez rynek walutowy, to będzie to jedna z pierwszych wypowiedzi doradcy ministra finansów, która się sprawdzi — powiedział tuż po wypowiedzi doradcy ministra finansów, Marek Wardzyński z londyńskiego Cantor Fitzgerald.