Nie można nas opodatkować tak jak przedsiębiorców — twierdzą przedstawiciele partii politycznych, stowarzyszeń i samorządu zawodowego.
Przyjęte przez rząd zmiany w podatku dochodowym od osób prawnych (CIT), o ktorych wczoraj pisał „PB”’, likwidują wiele zwolnień od tego podatku wskazanych w art. 17 ustawy. Do poszkodowanych należeć będą m.in. związki zawodowe, partie polityczne, organizacje samorządu gospodarczego i zawodowego oraz spółki, których jedynym właścicielem są stowarzyszenia.
Do płacenia podatków nikt się nie pali. Nietrudno więc odgadnąć, jaki stosunek do opodatkowania dochodów mają zainteresowani. Tym bardziej że obecnie od CIT-u są zwolnieni, a na dodatek — jak twierdzą — nie bardzo ich na to stać.
— Nasz samorząd pełni szczególne funkcje o charakterze publicznoprawnym. W pewnym zakresie wyręczamy państwo. W związku z tym nie można nas traktować na równi z przedsiębiorcami. Poza tym nie jesteśmy dochodową organizacją, a wszystkie pieniądze przeznaczamy na cele statutowe — uważa Piotr Sendecki, skarbnik Naczelnej Rady Adwokackiej, który jednak nie ujawnia przychodów swojej korporacji.
— Opodatkowanie działalności organizacji pozarządowych CiT-em ograniczy ich działalność, a nawet spowoduje upadek mniejszych, lokalnych stowarzyszeń. Tym bardziej że ograniczono ulgi z tytułu darowizn przekazywanych przez osoby fizyczne i prawne, a prawie 40 proc. organizacji z nich korzysta. Wymusi to rejestrowanie się tych podmiotów jako organizacji pożytku publicznego, co ze względu na ich liczbę zablokuje KRS — twierdzi Marzena Menda-Drozd z zarządu Stowarzyszenia na rzecz Forum Inicjatyw Pozarządowych.
Krytycznie do pomysłu ministra finansów nastawieni są też inni beneficjenci obecnej wersji art. 17 ustawy o CIT.
— Partie polityczne są podstawą demokracji, dlatego czytelne zasady ich finansowania są potrzebne. Jednak traktowanie partii pod względem podatkowym tak jak przedsiębiorców to absurd, który skłoni je do zachowywania się tak jak podmioty gospodarcze. Może to skłaniać do zachowań korupcyjnych i spowoduje, że zwykli ludzie odsuną się od polityki, a organizacje partyjne zdominują ludzie zamożni, którzy mogą sobie pozwolić np. na duże darowizny — mówi Janusz Dobrosz, wiceprezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Jego zdaniem, fiskus nie bardzo na co ma się łakomić. W 2002 r. przychody PSL wynosiły około 12,6 mln zł (nie licząc ponad 94 mln zł wierzytelności ze sprzedaży majątku i 1 mln zł kredytu). SLD natomiast planuje na ten rok przychód z działalności statutowej w wysokości 34,7 mln zł i wydatki na poziomie 27,4 mln zł.