Wygrana partii proreformatorskich oddala niebezpieczeństwo niekontrolowanego wyjścia Grecji ze strefy euro, ale w rzeczywistości znaczy „nic nowego” dla inwestorów i mieszkańców tego kraju. Koalicję prawdopodobnie zawiążą partie proreformatorskie, które dotychczas sprawowały w Grecji władzę i które ponoszą polityczną odpowiedzialność za stan gospodarki. Oznacza to dla samych Greków kontynuowanie dotychczasowej polityki cięć fiskalnych i podwyżek podatków, a dla inwestorów kontynuowanie działań, które trudno uznać za efektywne, biorąc pod uwagę dalsze pogrążanie się kraju w kryzysie. Do uzdrowienia potrzebną są zmiany, stąd mimo że wygrana partii proreformatorskich jest optymistycznym scenariuszem dla rynków finansowych, tak w dłuższej perspektywie czasu może doprowadzić do dalszego pogłębiania się kryzysu w Eurolandzie.

Pozytywnym aspektem wyniku niedzielnych wyborów jest fakt, że europejscy politycy zyskali czas, który powinni wykorzystać do dalszego budowania „firewalla” wokół Grecji, który zaabsorbuje szok, jaki może wywołać dalsza eskalacja kryzysu zadłużenia i nadal możliwy grexit. Kolejny raz ryzyko polityczne będzie determinować nastroje rynkowe, a inwestorzy już teraz obawiają się, że europejscy dygnitarze planują wakacje, a zdecydowane posunięcia w stosunku do Grecji i Hiszpanii zostawiają na późne lato. Już fakt, że pełen raport z audytu hiszpańskich banków poznamy dopiero we wrześniu, świadczy o niedostatecznym pośpiechu w działaniu. Sami Grecy także najwyraźniej liczą na odłożenie swoich problemów przynajmniej do końca rozgrywek EURO 2012, skoro w wyborach nie zdecydowali się na radykalne zmiany.
Jeśli centroprawicowa Nowa Demokracja utworzy rząd koalicyjny z dotychczasowym głównym rywalem PASOK, to mądrym posunięciem będzie ponowna renegocjacja warunków pomocy udzielonej Grecji. Rosnące ryzyko wygrania wyborów przez Syrizę zmiękczyło twarde stanowisko Niemiec w tej kwestii. O ile potrzeba nowego programu pomocowego dla Aten jest rozważana, to jego przyznanie jest dyskusyjne, szczególnie biorąc pod uwagę słowa Angeli Merkel: „nie będę rozmawiać o nowym pakiecie, bardziej istotne jest, by nowy rząd grecki stosował się do dotychczasowych ustaleń”. Dla samych Greków też jest to w tej chwili najbardziej istotne, gdyż spełnienie zobowiązań gwarantuje wypłatę kolejnych transz 130 mld EUR pomocy udzielonej przez trójkę. Według tamtejszego ministerstwa finansów, na kontach państwowych jest obecnie tylko 2 mld EUR, co wystarczy na obsługę wydatków budżetu jedynie do połowy lipca. W przypadku odcięcia finansowania unijnego kraj ten musiałby ogłosić niewypłacalność, bo nie byłby w stanie obsługiwać zadłużenia.
Wynik greckich wyborów zamiast powiewu optymizmu na giełdy może w efekcie tylko utwierdzić inwestorów w przekonaniu, że radykalne działania w stosunku do tego państwa będą niezbędne. Nie ma także gwarancji, że koalicja zostanie zawiązana ani że utrzyma się dłużej niż kilka tygodni. Stąd też w krótkim terminie Grecja może mieć negatywny bądź co najwyżej neutralny wpływ na rynki, a wiele zależeć będzie od wydarzeń z najbliższych dni.
Przemysław Gerschmann
Deutsche Bank PBC