Polityczne naciski na radę mogą oddalić cięcie stóp
Było wiele powodów do spadków na giełdzie. Uważam, że najlepsze, co może czekać rynki, to trend horyzontalny.
Ubiegły tydzień stał pod znakiem reakcji na informacje ze spółek. Nie były takie złe jak zakładano, a poza tym wszyscy czekali na czwartkową konferencję Intela. Spodziewano się raczej dobrych informacji, co pomagało indeksom (szczególnie Nasdaq).
Dane makro zostały zlekceważone, chociaż wcale dobre nie były. W pierwszym kwartale wydajność spadła bardziej niż oczekiwano (ostatnio taki spadek wystąpił w 1993 r.), a jednostkowe koszty pracy wzrosły powyżej prognoz (największy wzrost w dziesięcioleciu), co jest sygnałem rosnącej presji inflacyjnej ze strony płac. Siła impulsu pochodzącego z tzw. nowej gospodarki powoli się kończy. W dodatku zamówienia fabryczne spadły więcej niż oczekiwano, co sugeruje brak poprawy w drugim kwartale. Widać już wpływ zwalniającej gospodarki w usługach — wskaźnik NAPM dotyczący sektora nieprodukcyjnego spadł w maju po raz drugi do poziomu najniższego od 4 lat.
Ostatnia redukcja
Szef Fed Alan Greenspan w swoich wypowiedziach potwierdził jednak, że nie obawia się zwiększania inflacji i oczekuje spadku cen energii w nadchodzących miesiącach. Równocześnie ostrzegł, że spółki nie mogąc zwiększać cen (spadający popyt) utrzymują je prawie w miejscu, ale za cenę spadających zysków. W obliczu znacznie zwalniającej Europy (znowu zanotowano spadek produkcji w Niemczech i spadek zaufania konsumentów w całym Eurolandzie) i praktycznie recesji w Japonii oraz silnym dolarze nie jest możliwe, by eksport amerykański też miał się dobrze.
Gubernator Fed L. Meyer zasygnalizował jednocześnie, że nie można agresywnie zmniejszać stóp procentowych, bo to pobudzi inflację. Zostało to odebrane jako sygnał, że redukcja stóp procentowych w czerwcu może być ostatnią w tegorocznej serii. Potem pozostanie już tylko czekać na ożywienie w gospodarce.
Jeśli chodzi o przepływy kapitału to widać dwa niepokojące sygnały. Analitycy martwią się, że w maju było bardzo dużo ofert publicznych, a wpływ kapitału do funduszy był mizerny. To może pogorszyć koniunkturę. Na dodatek kierujący spółkami wyprzedają akcje. Zgodnie z tym co mówi Argus Vickers, wydający „Vickers Weekly Insider”, stosunek sprzedających do kupujących jest jak 3:1 i rośnie przez cały rok.
Szefowie spółek nie spodziewają się szybkiego zwiększenia zysków w swoich firmach.
Czekając na produkcję
Obraz makro nie wykazuje więc żadnej poprawy. Analitycy wycofują się ze swoich opinii o ożywieniu w III kwartale. Mówi się, że dojdzie do tego raczej w czwartym, a może nawet w I kwartale 2002 r.
Do czwartku przeważali optymiści, ale w piątek ostrzeżenie „Juniper Network” przypomniało rynkowi, że sezon ostrzeżeń wcale nie musi przynosić dobrych informacji. W tym tygodniu do środy sytuacja będzie zależała wyłącznie od danych ze spółek. Pod koniec tygodnia rynek dostanie zestaw bardzo istotnych danych makro. We środę na rozgrzewkę są dane o sprzedaży detalicznej. Oczywiście im więcej, tym lepiej. Czwartek to inflacja na poziomie producentów (PPI). Według Alana Greenspana, inflacja nie stanowi problemu, ale gdyby się pojawiła to byłoby niedobrze. W piątek jest finał — inflacja u konsumentów (CPI). Poza tym — dynamika produkcji przemysłowej i wstępne dane o indeksie zaufania Uniwersytetu Michigan.
Jeśli inflacja będzie wyższa od prognoz, a do tego spadnie dynamika produkcji i indeks zaufania to będzie źle. Pozytywne dane o inflacji nie będą motorem wzrostu ponieważ to zagrożenie jest obecnie lekceważone.
Analiza
W analizie technicznej DJIA bez zmian (horyzont 10 800-11 300). Pokonanie jednego z poziomów to mocny sygnał. W przypadku S&P 500 jest już dużo gorzej. Widać rysującą się formację RGR. Załamanie się tej formacji (pokonanie 1320 pkt) to mocny sygnał kupna. Przełamanie linii szyi (1250 pkt) to spadek przynajmniej do okna hossy na 1190. Nasdaq też rysuje RGR — poza tym mamy jeszcze gwiazdę wieczorną. Przełamanie poziomu 2330 to sygnał kupna. Przełamanie 2100 to spadek do 1850 pkt. TRIN nie daje sygnału kupna.
Ten tydzień zależeć więc będzie od informacji z konferencji spółek oraz od danych makro. Zbliża się już zebranie Fed, więc przewidywany wynik tego posiedzenia będzie z każdym dniem ważniejszy. Jako że nie sposób przewidzieć, co będą meldowały spółki ani jakie będą dane makro trzeba kierować się sygnałami analizy technicznej opisanymi powyżej.
To był koniec marzeń o wzroście ponad 1500 pkt na WIG 20. Pojawił się strach. Zaczęło się bardzo niewinnie spadkiem na znikomym obrocie w poniedziałek. To przypominało spadki z początku maja. Wtorek to był dzień dość dziwnego wzrostu Elektrimu, co pomogło odzyskać część strat. Katastrofę rozpoczęła środa, która zaczęła się wzrostem (pokłosie zamknięcia w USA). Potem z każdą chwilą było gorzej. Sygnał dała TP SA spadając na olbrzymim obrocie. Potem dołączył Elektrim, który oddał prawie wszystko, co zyskał. Później KGHM, Agora... i było po wszystkim.
W górę i w dół
Pisałem na początku maja o podejrzeniach, że fundusze grają od ściany do ściany (1300-1500). Można wzbogacić tę teorię o element krótkiej sprzedaży ze strony części dużych graczy. Wtedy schemat wyglądałby tak: 1300 pkt — zakupy i ruch do 1500 pkt, tam sprzedaż na krótko i do 1300 pkt itd. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden drobiazg. Na początku maja obroty na spadku były prawie żadne. Tym razem jest prawdziwa walka popytu z podażą, co każe myśleć, że spadek jest poważny i wcale nie z myślą o ruchu od 1300 pkt na WIG 20.
Nie jest proste w tej sytuacji prognozować, czy wsparcie na 1300 pęknie czy nie. Widziałem już takie rzeczy na giełdzie, że wcale mnie nie zdziwi odbicie od 1300 pkt. i powrót do 1500.
Powody spadku
Tym razem, w odróżnieniu od początku maja, można chociaż znaleźć parę powodów, dla których rynek spadał. W poniedziałek członek RPP Bogusław Grabowski powiedział, że w przypadku, gdy Sejm przyjmie ustawę ograniczającą płace w NBP i w radzie, rozważy rezygnację. To rozpoczęło cały cykl wypowiedzi zakończony piątkowym głosowaniem.
Sprawa pensji członków RPP jest bardzo dyskusyjna. Uważam zresztą, że to rzeczywiście był raczej pretekst do tego, by zmienić niektóre zapisy w ustawie o NBP, które i tak zapewne po wyborach zostaną zmienione. Dlaczego więc usiłowano to zrobić teraz? Myślę, że chodziło o to, by odpowiedzialność spadła na obecny Sejm. To z całą pewnością gra przedwyborcza.
Takie posunięcie utrudnia czerwcową obniżkę stóp, bo może powstać wrażenie, że RPP zaczyna ulegać naciskom. A taka obniżka jest już dawno konieczna.
W wielu krajach bank centralny współpracuje na zbliżonych zasadach z rządem. W USA Alan Greenspan wielokrotnie bywał na dywaniku u prezydenta. W Wielkiej Brytanii ta niezależność (od niedawna) banku jest bardzo ograniczona. Nikt z tego powodu nie podnosi krzyku. Z całą pewnością zaś sytuacja, kiedy jeden ośrodek (rząd) ciągnie w jedną stronę, a drugi (RPP) w drugą nie jest w naszym przypadku godnym pochwały szukaniem konsensusu.
A. Kenninghm z Merrill Lynch powiedział ostatnio to, co i ja myślę: „Poza RPP, wszyscy są zgodni, że stopy są za wysokie o mniej więcej 200 punktów bazowych”. Dodałbym, że co najmniej o 200 pkt.
Sprawa złotego
Kolejną niemiłą informacją jest wynik referendum w Irlandii w sprawie ratyfikacji Traktatu Nicejskiego. Co prawda politycy uspokajają, a rząd Irlandii mówi nawet o nowym referendum w przyszłym roku, ale analitycy podtrzymują oceny mówiące, że wynik referendum może przynieść opóźnienie przyjęcia nowych członków do UE. Mówi się również, że ucierpiałyby na tym rynki obligacji i waluty. Trzeba zauważyć, że nastroje wokół polskich papierów pogarszają się i bez tego, czego dowiodła środowa aukcja dwuletnich obligacji, która spotkała się z niewielkim zainteresowaniem. Powodem jest to, że inwestorzy zagraniczni wstrzymują się z zakupami. To może być pierwszy krok do przeceny złotego.
Budżet
Następny powód to stan budżetu państwa. Wicepremier Janusz Steinhoff powiedział Radiu Zet, że w ciągu dwóch tygodni rząd zadecyduje, czy ciąć wydatki czy nowelizować budżet. Rząd nie chce budżetu nowelizować z powodów czysto politycznych, czyli wyborów. Tymczasem budżet nowelizować trzeba i z tego wszyscy zdają sobie doskonale sprawę, nawet jeśli się do tego nie przyznają. Jeśli się tego nie zrobi, to po prostu wydatki zostaną sztucznie obniżone (np. przez zmniejszenie wpływów do ZUS, co sugeruje m.in. ING Barings), a i tak trzeba będzie je później ponieść. Budżet zaś znowelizuje nowy Sejm. I właśnie o to chodzi. Po prostu wtedy można mówić, że wcale nowelizacja nie była potrzebna i zwalić wszystko na następców.
Według prof. Marka Belki, nawet jeśli dochody do budżetu będą wpływały tak jak w najlepszych latach, to zabraknie 10-12 mld zł. Jeśli zaś wpływy będą przeciętne, to zabraknie 18-20 mld.
Prywatyzacja
Kolejny powód spadku na giełdzie to wotum nieufności dla pani minister skarbu. Owszem, to zahamuje zapewne procesy prywatyzacyjne i chwilowo pogorszy stan budżetu, ale czy na obecnym etapie można się było spodziewać, że Skarb Państwa wiele osiągnie do września?
Tak więc można było w ubiegłym tygodniu znaleźć przynajmniej 4 powody dla spadków. Problem jednak w tym, że po informacji o odrzuceniu przez Sejm nowelizacji ustawy o NBP rynek prawie nie zareagował, a potem dużo spadł. Po zdementowaniu plotki o załamaniu się rozmów między FT a TP SA kurs spółki spadł. Informacje z Irlandii nie ruszały rynku w żadnym kierunku. O budżecie wszyscy wiedzą od dawna. Od bardzo dawna twierdzę, że rynek z fundamentalnego punktu widzenia powinien wylądować dużo niżej. Zaczyna wyglądać na to, że ten proces się właśnie rozpoczął. Jedyny element niepewności to OFE. Ciągle ważny jest termin 30.06. W co więc grają fundusze? Może cel gry został zmieniony w jej trakcie? Może teraz nie chodzi o to, żeby wygrać i osiągnąć jak największe zyski, ale żeby ponieść jak najmniejsze straty? I to jest możliwe, ale równie prawdopodobne jest ruszenie rynku w ostatnich 2 tygodniach czerwca (wtedy OFE dostają większość pieniędzy) i „window dressing”.
Analiza
Ten tydzień będzie dla polskiego rynku krótszy o jeden dzień, a obroty w piątek zapewne będą znikome. To będą jednak najważniejsze dni dla rynków światowych ze względu na istotne dane makro w USA. W tej sytuacji nie można oczekiwać niczego dobrego.
W analizie technicznej same złe sygnały. Indeks cenowy wyszedł dołem z trójkąta. Można również powiedzieć, że był to podwójny szczyt. To zapowiada znaczne spadki, które mogą sięgnąć ponad 20 proc. obecnej wartości. Na WIG kolejny raz broni się linia szyi formacji RGR. Coraz wyraźniej zapowiada to bardzo duże spadki. WIG 20 przełamał linię krótkoterminowego trendu wzrostowego, wsparcie na 1365 pękło, otworzyło się okno bessy. Można dopatrzyć się podwójnego szczytu. Wszystko na całkiem dużych obrotach. Ostatnie wsparcie to 1300 pkt, a jego przebicie miałoby dramatyczne konsekwencje. Opór to 1365, a potem 1420 pkt. Warto znowu spojrzeć na duży obraz WIG 20. Przypominam: przebicie 1300 pkt to wejście w podfalę c w fali C. Dobra informacja to to, że to już ostatnie spadki przed hossą. Zła, że jeszcze sporo potrwają i sprowadzą WIG 20 do poziomu między 850-1000 pkt. TRIN jest bliski dania sygnału sprzedaży, a jeśli da taki sygnał, to nie na kilka dni.
Rynek jest po tak dużych spadkach, że odbicie mu się należy, ale nawet nie będę próbował spekulować, czy takie będzie. Gdyby zastosować tylko logikę, to indeks powinien dotknąć okolic 1300 pkt i wykonać ruch powrotny do 1365 pkt (góra 1410). Potem powinno być już tylko gorzej, jeśli OFE nie rozpoczną „window dressing”. Tylko nie wiadomo, skąd wezmą pieniądze.