Polityczny poker pana premiera

Adam Sofuł
22-09-2006, 00:00

To nie była długa rozgrywka, chociaż niewątpliwie emocjonująca. Gracze często blefowali na potęgę, chociaż nie zawsze z kamienną twarzą, a partia została zwieńczona ostrą licytacją. Na stole w puli leżał budżet i parę ministerialnych stanowisk. Aż w końcu premier Jarosław Kaczyński powiedział: sprawdzam, i liczy, że zgarnie dużo większą pulę.

Bo Jarosław Kaczyński gra w zupełnie inną grę niż jego polityczni partnerzy. Roman Giertych odpadł z tej rozgrywki już dawno, a Andrzej Lepper, mimo srogiej miny, tak naprawdę gra o przetrwanie. Premier gra tymczasem grę swojego życia, ułożenia całej sceny politycznej wedle swojego planu. Kaczyński nigdy nie ukrywał, że jego celem jest doprowadzenie polskiego życia politycznego do powstania dwóch dużych formacji i stanięcie na czele jednej z nich: bloku — w uproszczeniu rzecz ujmując — ludowo-narodowego. Dziś już nie ma znaczenia, czy miał plan wdrożenia tego pomysłu w życie jeszcze przed wyborami (to tłumaczyłoby fiasko koalicji z Platformą Obywatelską, która do takiego bloku jako żywo nie pasowała), czy też brak porozumienia z Tuskiem i Rokitą pchnął go do szybszej realizacji tej koncepcji. Od kilku miesięcy działa jednak w tym kierunku z żelazną konsekwencją. Zneutralizował i przeciągnął na swoją stronę tzw. elektorat Radia Maryja, zmarginalizował Ligę Polskich Rodzin, której — jeśli spojrzeć na sondaże — już prawie nie ma. Prędzej czy później musiała przyjść pora na Samoobronę i Jarosław Kaczyński uznał, że konflikt o kształt przyszłorocznego budżetu to dobra okazja do frontalnego starcia, a przynajmniej poważnego sprawdzenia swoich sił.

Wezwanie przez szefa klubu parlamentarnego PiS Marka Kuchcińskiego posłów Samoobrony do przechodzenia do PiS (co skądinąd jest złamaniem umowy koalicyjnej) jest właśnie takim testem prawdy. Jeżeli okaże się, że PiS może rządzić w koalicji z Samoobroną, ale bez Leppera, to będzie oznaczało, że blok ludowo-narodowy jest już na wyciągnięcie ręki. Jeśli odzew na apel Kuchcińskiego będzie niewielki, to pewnie następną decyzją braci Kaczyńskich będzie zarządzenie nowej partii i rozpisanie wcześniejszych wyborów. Na razie premier czeka, stąd jego wymowne milczenie przez cały gorący politycznie czwartek. W oczekiwaniu na rozstrzygnięcie tej sprawy zawieszono też inne decyzje — o powrocie Zyty Gilowskiej do rządu (która tak długo zwlekała z decyzją, aż w końcu nie mogła być pewna, czy ma jeszcze gdzie wracać) i o powołaniu Stanisława Kluzy na szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Do chwili zamknięcia numeru o godz 18.30 te decyzje nie zapadły. W zawieszeniu jest też dyskusja o budżecie.

Premier nie może być jednak pewny zwycięstwa w tej rozgrywce. Po pierwsze dlatego, że Andrzej Lepper może się okazać większym kłopotem jako opozycja, niż jako koalicyjny partner. Po drugie, wcześniejsze wybory mogą nie przynieść jednoznacznych rozstrzygnięć — sondaże wskazują na to dość wyraźnie. Jeżeli PiS nie wygra ich tak, by rządzić samodzielnie, to zostanie skazany na jedną z dwóch niechcianych (i coraz bardziej wątpliwe czy w ogóle możliwych) koalicji — z Samoobroną lub z PO. Pozostaje jeszcze SLD, ale tutaj chichot historii byłby jednak zbyt głośny. Po trzecie wreszcie, polityka to nie tylko sztuka ustawiania sceny politycznej, ale też rozwiązywanie problemów kraju (jakkolwiek górnolotnie by to zabrzmiało). Jeżeli polityczny poker pochłonie premiera na tyle, że przestanie je dostrzegać, to wynik następnej rozgrywki może być dla niego bardzo przykry. I następnym razem premier może wziąć karty do ręki nie po to, by stanąć do ostrej gry politycznej, ale by ułożyć sobie w domowym zaciszu ulubionego pasjansa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Polityczny poker pana premiera