Polską gospodarką i opinią publiczną wstrząsnął raport na temat sposobu wydawania pieniędzy w spółkach skarbu państwa. Gazety próbują nazwać rzecz po imieniu, korzystając z wyrażeń typu bagno, kryminał. Pomińmy milczeniem próby politycznego wyjaśniania znaczenia i celowości przedstawianych faktów. Upolitycznienie dyskusji w mediach jest bezsprzeczne. Zamiast tego powinno się dyskutować na temat nadzoru właścicielskiego i odwiecznego sporu, czy prywatne jest lepsze od państwowego. Tymczasem rozmowy toczą się wokół pensji kierowcy prezesa KGHM i jego sekretarki.
Statystyki dotyczące wydajności sektora publicznego jasno wskazują, że pańskie oko konia tuczy. Państwowe jest od zawsze niczyje, a konkretnie partyjne. Kadra zarządzająca jest dobierana najczęściej na zasadzie: „kolega chciałby się spróbować biznesie, nie mogę mu odmówić. I tak oto 25 proc. PKB jest wytwarzane przez sektor publiczny. Duży to kąsek zwłaszcza wobec blisko 20-proc. bezrobocia.
Czy jednak oznacza to, że jak coś jest prywatne, to wszystko jest świetnie i dobrze? Oczywiście nie. Przekonali się o tym wielokrotnie akcjonariusze, zwłaszcza mniejszościowi. W tzw. biały dzień transferowane są zyski ze spółek, podejmowanie inwestycje ad hoc, braki strategii są nagminne. Próby dochodzenia praw w sądzie jawią się dla pojedynczych inwestorów jak droga przez mękę. Jaki model gospodarki byłby więc najbardziej pożądany? Najlepszym rozwiązaniem byłaby gospodarka prywatna, o dużo większej dynamice wzrostu od państwowej. Wtedy nie byłoby takich raportów. Do tego potrzebna jest przede wszystkim wola polityczna. Kolejny etap usprawniania gospodarki to poprawa działalności sądów. Tutaj potrzebne są jednak pieniądze, które z jednej strony usprawnią działanie sądów, a po drugie ograniczą korupcję. Sprawna prywatna gospodarka będzie w stanie zasilić podatkami państwo w stopniu pozwalającym na wspomniane niezbędne zmiany w sądownictwie.
Potrzebne są więc dwa mocne filary: silna gospodarka i równie silny i sprawny aparat sądowy. Dotarcie do takiego modelu zajmie nam zapewne wiele lat. Będziemy po drodze próbować półśrodków typu kodeksy dobrej praktyki. Takie kodeksy mają tę wadę, że do ich przestrzegania potrzebna jest dobra wola, a w bojach o pieniądze ta jest zawsze bardzo słaba.
Jestem przekonany, że jeśli nie dojdzie do zmian, za cztery lata będziemy czytać kolejny raport o dokonaniach obecnie zarządzających. Obym się mylił.