
Wszystkie 31 prowincjonalnych regionów Chin, nie licząc Szanghaju, odnotowało deficyt w ciągu pierwszych 7 miesięcy tego roku. Położona w północno – wschodniej części kraju prowincja Jilin ostrzega, że blisko połowa samorządów na poziomie powiatów i okręgów narażona jest na „ryzyko operacyjne”.
Władze centralne starały się równoważyć koszty polityki „zero covid” licznymi ulgami podatkowymi i dofinansowaniami, chociażby do testów na koronawirusa. Mimo tego, Chinom nie udało się uniknąć spowolnienia gospodarczego, a wprowadzone zasady mocno obciążyły lokalne kasy.
Prawdopodobnie presja na władze regionalne zwiększy się wraz z zbliżającym się kongresem Komunistycznej Partii Chin. W ostatnich dniach Pekin zaostrzył zasady epidemiczne w kraju i zobligował samorządy lokalne do przeprowadzania regularnych testów wśród mieszkańców do końca października, bez względu na poziom infekcji w regionie.
W rezultacie władze miejskie starają się ograniczać wydatki tam, gdzie mogą. Według doniesień lokalnych mediów, pracownicy rządowi w regionach przybrzeżnych musieli zrezygnować z premii i subsydiów. Z problemami borykają się też dostawcy testów na covid, którzy mierzą się zadłużeniem swoich klientów.
Zdaniem ekonomistów, ograniczenia wydatków w prowincjach mogą utrudnić działania mające na celu stymulację gospodarki, która z drugiej strony jest związana przez ograniczenia dot. COVID-19. Piątkowe dane wskazały na delikatne ożywienie, mimo to chińska gospodarka pozostaje krucha i podatna na blokady i zawirowania na rynku mieszkaniowym.
Pekin stara się ratować samorządy. Rząd centralny zwiększył ilość pieniędzy płynących na prowincje o 18 proc. do 9,8 bln JPY. Ponad 90 proc. z nich została już „skonsumowana”.
