W branży spożywczej rzadko zdarzają się takie fajerwerki. Polmlek, czołowy gracz na rynku mleczarskim, jest o krok od wejścia na rynek soków — ustalił „Puls Biznesu”. I to z impetem — według naszych ustaleń — przejmie Agros-Novę.

Na stole po stronie sprzedającego, są Fortuna, Pysio i Garden, zakład produkcyjny, centrum logistyczne, a po stronie kupca około 100 mln zł. Kupiec dostał wyłączność, a umowa ma zostać podpisana w połowie lipca. — Nie komentujemy — ucina Andrzej Grabowski, współwłaściel Grupy Polmlek. — Nie komentujemy — dodaje Marek Sypek, szef Agros-Novy.
Sześciu chętnych
Sprzedający, czyli fundusz zarządzany przez IK Investment Partners, w grudniu 2014 r. znalazł nabywcę na 80 proc. aktywów Agros-Novy — Grupa Maspex Wadowice uzyskała niedawno zgodę UOKiK na to przejęcie. Nie kupiła jednak trzech marek soków i fabryki, a przedstawiciele funduszu i prezes Agros-Novy deklarowali,że albo dokupią kolejne podmioty, albo sprzedadzą resztę.
Branżowi eksperci stawiali na to pierwsze, bo soki to bardzo konkurencyjny i niskomarżowy rynek, na którym głównym gracz, czyli Maspex, właśnie jeszcze się umocnił, co miało czynić sprzedaż pozostałego biznesu bardzo trudnym. Tymczasem, jak wynika z naszych informacji, oferty w procesie prowadzonym przez Vienna Capital Partners złożyło aż sześć podmiotów — wśród nich Kofola, Colian, Hortex, gracz branżowy ze Skandynawii i Polmlek.
Teoretycznie faworytem w tym gronie powinien być Hortex. O pomyśle fuzji jego soków z Agros-Novą głośno było już dwa lata temu. Pomysł połączenia miał wyjść od banków kredytujących obie spółki. Do transakcji jednak nie doszło. Później Hortex miał debiutować na warszawskiej giełdzie, rosyjskie embargo zatrzęsło jednak wynikami spółki, która musiała ogłosić zwolnienia grupowe w jednym z zakładów, produkującym sporo mrożonych owoców i warzyw właśnie na rynek rosyjski.
W styczniu grupa przejęła borykającego się z finansowymi kłopotami Rena, dystrybutora mrożonek z mazowieckiego, i ogłosiła budowę na jego bazie nowej, dystrybucyjnej nogi mrożonkowego biznesu. Teraz chciała wykorzystać kolejną okazję do szybkiego wzrostu, ale miała silnych rywali. Colian rozgląda się za kolejnymi akwizycjami. Od ostatniego przejęcia — słodyczowej Solidarności — minęły już dwa lata.
Giełdowa spółka ma doświadczenie w branży napojowej z marką Hellena, a w portfelu brakuje mu soków (które od nektarów i napojów różnią się zawartością m.in. owoców i cukru). Soków brakuje też Kofoli, do której w Polsce należy Hoop. Branżowy peleton wyprzedził jednak czarny koń spoza branży. Jak wynika z informacji „PB”, oferta cenowa Grupy Polmlek — 100 mln zł — przebiła propozycje konkurentów o 10-20 proc.
Wyzwanie i skala
— W żadnej kategorii spożywczej nie widać dzisiaj znaczącego wzrostu, więc szansą dla firm jest właśnie wchodzenie w kolejne kategorie. Debiut na rynku, na którym nie ma się kompetencji, jest jednak wyzwaniem — uważa Agnieszka Górnicka, prezes firmy badawczej Inquiry.
Zaznacza, że jeśli kupuje marki znane od lat, z całym zapleczem — handlowym, dystrybucyjnym itp., to przynajmniej w początkowej fazie biznes powinien sprawnie działać niezależnie od zmiany właściciela. — Długookresowo o sukcesie zdecyduje to, czy Polmlek będzie w stanie zbudować strategię rozwoju dla sokowych marek — dodaje Agnieszka Górnicka.
Zdaniem Piotra Grauera, eksperta firmy doradczej KPMG, taka transakcja może być ciekawym pomysłem na rozszerzenie portfela. — Właściciele Polmleku już kiedyś zdecydowali się wyjść poza mleczarstwo, kupując kilka lat temu producenta chrupków. Synergię znaleźli m.in. w kosztach transportu. W produktach mlecznych [zwłaszcza napojach — red.] i sokach można szukać ich m.in. w zakresie kosztów opakowań czy marketingu, ale logistyka zapewne jest inna — komentuje Piotr Grauer. Ekspert zaznacza, że Polmlek na spore doświadczenie w restrukturyzacji i przyłączaniu firm.
— Firma dobrze wykorzystała lata hossy w branży mleczarskiej na kolejne akwizycje i inwestycje. Ostatnie przejęcie dotyczyło spółki Masmal [do grupy dołączyły ósmy i dziewiąty zakład — red.]. Zakup producenta soków może oznaczać chęć uniezależniania się od koniunktury w sektorze mleczarskim, choć rynek sokowy też do łatwych nie należy.
Spożycie nie rośnie, a konkurenci, czyli Maspex i Hortex, są silni, więc umocnienie pozycji będzie trudne. Firmie mogą się przydać doświadczenia z sektora mleczarskiego — Polmek promował już m.in. markę Warmia — mówi Piotr Grauer.
Mariaż mleka z innymi produktami do picia nie jest czymś nowym. W globalnych przychodach światowego giganta, mleczarskiego Danone’a, woda stanowiła 20 proc. W Polsce do koncernu należy Żywiec-Zdrój. Danone dystrybuował też kiedyś w Polsce chłodzone soki Coca-Coli pod marką Minute Maid.
— W kraju najlepszym przykładem łączenia różnych kategorii spożywczych jest Maspex, który ma i makarony, i soki, i kakao — produkty mające niewiele ze sobą wspólnego. Warunkiem powodzenia takich przedsięwzięć jest odpowiednio duża skala biznesów. Aktywa sokowe Agros-Novy ją mają — dodaje Piotr Grauer.
Oznaki ożywienia
Polska to piąty rynek w UE pod względem konsumpcji soków i nektarów — po Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. W ubiegłym roku wypiliśmy ich prawie 700 mln litrów (Niemcy 2,4 mld litrów) — podaje AIJN European Fruit Juice Association — co oznaczało 3,8-procentowy wzrost po latach spadku wolumenu (jeszcze w 2010 r. było to 810 mln litrów). Co ważne, wzrost dotyczył nie tylko produktów private label, ale też markowych. Najsilniejszy, bo 55-procentowy, wzrost odnotowały tzw. soki nie z koncentratu, stanowią one jednak zaledwie 3 proc. całego wolumenu sprzedaży.
Popyt nie nadąża za podażą
Chude lata mleka, przynajmniej pod względem spożycia, dawno minęły. Po zapaści w latach 2004-05, gdy Kowalski wypijał 172-173 litry rocznie, konsumpcja zaczęła się odbudowywać, by w ubiegłym roku osiągnąć 205 litrów. Gorzej jest z cenami. Mleczarze, przyzwyczajeni do cenowej hossy nakręcanej rosnącym popytem z Azji, płaczą nad spadkiem stawek uzyskiwanych za przetwory. W niektórych przypadkach są nawet o połowę niższe niż w ostatnich latach. Cenowy boom przystopowało ograniczenie zakupów przez Chiny, które — zdaniem niektórych ekspertów — korzystają z zapasów, czekają na jeszcze większe obniżki. Zaszkodziły mu też zwiększona podaż po uwolnieniu kwot mlecznych w UE i rosyjskie embargo.