Połowa pracuje, połowa nie chce

Jacek Kowalczyk
29-06-2011, 00:00

Co roku na zachęcanie Polaków do pracy rząd i Unia Europejska wydają kilkanaście miliardów złotych. Czy jest sens?

Wskaźnik aktywności zawodowej wynosi 55,6 proc. Tyle, co dekadę temu

Co roku na zachęcanie Polaków do pracy rząd i Unia Europejska wydają kilkanaście miliardów złotych. Czy jest sens?

W pierwszym kwartale 2011 r. wskaźnik aktywności zawodowej ludności wyniósł 55,6 proc. Czyli tylko co drugi Polak zdolny do pracy rzeczywiście był zatrudniony lub aktywnie poszukiwał pracy. To fatalny wynik — wszelkie wskaźniki mierzące skłonność społeczeństw do pracy pokazują, że Polacy są jednym z najbardziej rozleniwionych narodów Unii Europejskiej.

Się nie chce

Przyczyn tego stanu jest kilka.

— Po pierwsze, Polska cierpi na strukturalne bezrobocie. Wiele osób, zwłaszcza na wsiach i w mniejszych miastach, to pozorni bezrobotni — nie mają pracy, ale wcale jej nie szukają. Po drugie, mamy wiele osób, które powinny pracować, ale państwo pozwoliło im odejść na wcześniejsze emerytury i fałszywe renty — tłumaczy Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, były wiceminister finansów.

Ekonomiści dawno zdiagnozowali też chorobę, jaką jest niedopasowanie kształcenia do potrzeb rynku pracy.

— Kształcimy masowo studentów, którzy po opuszczeniu uczelni trafiają na bezrobocie. Tymczasem osoby dojrzałe i doświadczone, które mogłyby pracować, mają możliwość ucieczki na wcześniejszą emeryturę — mówi Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte.

Najgorsze jednak jest to, że od dziesięciu lat w kwestii aktywizacji zawodowej Polaków właściwie nic się nie zmienia. Wskaźnik pokazujący aktywnych zawodowo jest niemal płaski jak stół. Kiedy dziewięć lat temu Główny Urząd Statystyczny zaczął mierzyć wskaźnik według unijnej metodologii, aktywnych zawodowo było 55,5 proc. osób w wieku produkcyjnym — tylko o 0,1 pkt proc. mniej niż teraz. W połowie dekady wskaźnik nieco spadł, w ostatnich latach nieco wzrósł.

— To tylko drobne zmiany. Ciągle nie możemy doczekać się przełomu — mówi Rafał Antczak.

Tymczasem aktywizowanie ludności jest priorytetem niemal we wszystkich strategiach rządowych i programach operacyjnych oraz wymieniane jest przez polityków jako postulat w każdej kampanii wyborczej. W ostatniej kadencji rząd wymieniał aktywizację jako cel nadrzędny m.in. w strategiach "Program 50+" oraz "Polska 2030".

— Mieliśmy huczne zapowiedzi głębokich zmian, ale efekty są ciągle mizerne. Przez ostatnie dziesięć lat niektóre rządy wręcz wypychały ludzi z rynku pracy, m.in. przez tworzenie przywilejów emerytalnych — mówi Stanisław Gomułka.

Co roku na wspieranie bezrobotnych i nakłanianie ich do pracy rząd wydaje przynajmniej kilkanaście miliardów złotych. W 2010 r. z Funduszu Pracy przeznaczono na ten cel 13 mld zł, a do tego w ramach programu operacyjnego Kapitał Ludzki — w którym aktywizacja zawodowa jest jednym z głównych celów — wydano około 9 mld zł z funduszy unijnych.

— Robimy, co możemy, żeby zwiększać efektywność działań aktywizacyjnych. Stale monitorujemy skuteczność urzędów pracy, tzn. sprawdzamy, które narzędzia i jak skutecznie pomagają bezrobotnym w znalezieniu pracy, a które nie. Efekty tych działań są: miejsca pracy w Polsce powstają. Ale pewnie można ciągle ten system poprawić — mówi Bożena Diaby z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Dobry kierunek

Sytuacja powinna się nieco poprawiać dzięki dokończeniu reformy emerytur pomostowych. Rząd Donalda Tuska w 2009 r. zlikwidował wcześniejsze świadczenia m.in. dla kolejarzy, artystów i dziennikarzy — z każdym kolejnym rokiem coraz więcej osób będzie przez to zostawała na rynku pracy.

— To była bardzo ważna reforma i jej skutki już zaczynają być to dostrzegalne. Konieczne jest pójście dalej w tę stronę, czyli m.in. wyeliminowanie przywilejów emerytalnych górników, służb mundurowych, sędziów i prokuratorów oraz podniesienie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 67 lat — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.

W 2011 r. rząd obciął o połowę wydatki na aktywizację zawodową z Funduszu Pracy. Protestowali przeciwko temu Michał Boni, szef doradców premiera, i Jolanta Fedak, minister pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Połowa pracuje, połowa nie chce