I niech ktoś powie, że bankowa komisja śledcza jest niepotrzebna. Prywatyzację Banku Śląskiego badała już Najwyższa Izba Kontroli, prokuratura, ba, badał ją nawet wnikliwie poseł Bogdan Pęk. Nikt nie odniósł jednak takich sukcesów, jak komi- sja, która zapowiedziała, że wystąpi o postawienie przed Trybunałem Stanu dwóch ministrów finansów — Marka Borowskiego i Grzegorza Kołodkę. A może też trzeciego — Jerzego Osiatyńskiego. To za ich urzędowania Bank Śląski został sprywatyzowany, więc ich wina jest bezsporna. Czym zawinili? Ano właśnie. Prywatyzacją.
Parlamentarne komisje śledcze nie są polskim wynalazkiem i mogą odgrywać pożyteczną rolę, nawet jeśli zasiadający w nich posłowie myślą o politycznych korzyściach. Jednak jest jeden warunek — owe polityczne korzyści nie mogą być jedynym celem — to bonus wynikający z ciężkiej pracy, przenikliwości i cierpliwości. Dość wspomnieć komisję od której się wszystko zaczęło — badającą sprawę Rywina. Czy Jan Rokita i Zbigniew Ziobro nie myśleli o komisji jako o trampolinie do swojej politycznej kariery? Zapewne tak. Ale oni się do przesłuchiwań przygotowywali, badali fakty i wyciągali z nich wnioski. Także polityczne, czemu nie? Bankowa komisja śledcza jest zwieńczeniem degeneracji polskich komisji śledczych, dla których fakty mają drugorzędne znaczenie, liczą się tylko konstruowane mozolnie spiskowe scenariusze.
Do niedawna kolejne komisje śledcze toczyły zażartą rywalizację o to, kto zaprosi na przesłuchanie ważniejszą personę. Komisja bankowa idzie o krok dalej — ilu ministrom uda się przedstawić zarzuty. Być może rzeczywiście doszło tam do nieprawidłowości, które zasługują na wniosek do Trybunału Stanu. Jeśli tak jest, to komisja śledcza zachowuje tę wiedzę dla siebie. Ci, którzy pamiętają dyskusje sprzed 13 lat, o prywatyzacji BSK, nie są chyba zaskoczeni pojawiającym się podczas przesłuchań wątkiem. A jednak komisja uznała, że dwóch, może trzech ministrów finansów powinno trafić przed Trybunał Stanu. A to dopiero początek. Jeszcze tyle prywatyzacji banków do zbadania. Jeszcze wielu ministrów pozostało do oskarżenia. Gdy za kilka miesięcy komisja zakończy prace może się okazać, że o przekształceniach polskiego sektora bankowego dowiemy się niewiele, poznamy za to dość dokładnie opinie o tym procesie zasiadających w komisji posłów (jakbyśmy ich nie znali już teraz). Po komisji pozostanie też imponująca lista przesłuchanych świadków i wniosków do trybunału. Na wiedzę o prywatyzacji banków będziemy jednak musieli poczekać, aż zajmą się tym tematem fachowcy.
Adam Sofuł