Czytasz dzięki

Polscy ekspaci na posterunku

Menedżerowie z KGHM zostali za granicą, a niektórzy z PGNiG wrócili do kraju. Do pracy wystarczy im komputer, pracownikom produkcyjnym — nie, więc Czesi mają problem

Zamknięcie granic w Polsce i w wielu europejskich krajach skomplikowało codzienną pracę menedżerów zatrudnionych w firmach ponadnarodowych. Praca w jednym kraju, ojczyzna w drugim, a podróże niemożliwe. W zeszłym tygodniu opisaliśmy sytuację czeskich menedżerów, którzy zarządzają śląską kopalnią PG Silesia i z powodu obowiązkowej kwarantanny nie mogą pracować na miejscu. Jak radzą sobie grupy z kapitałem polskim, mające spółki za granicą?

Miedziowcy w Chile

Największą polską inwestycją zagraniczną w historii jest zakup i budowa złoża metali Sierra Gorda w Chile. KGHM, kontrolowany przez państwo producent miedzi, zapewnia, że zarządzanie idzie sprawnie.

— Trzech polskich kluczowych menedżerów nadal pracuje w Chile — mówi Lidia Marcinkowska-Bartkowiak, odpowiedzialna za komunikację w grupie KGHM.

Na początku marca, jeszcze przed zamknięciem granic, do Polski sprowadzeni zostali natomiast wszyscy polscy pracownicy z Chin.

— W pozostałych krajach przebywają menedżerowie, którzy są w nich na stałe zatrudnieni. Od 9 marca w KGHM obowiązuje zakaz delegacji zagranicznych — bez wyjątku. Zarządzanie aktywami za granicą odbywa się zdalnie, poprzez stały kontakt z menedżerami poszczególnych spółek i kopalni — wyjaśnia Lidia Marcinkowska-Bartkowiak.

Na miejscu — to znaczy w Czechach, na Litwie i w Niemczech — zostali też członkowie zarządów zagranicznych spółek PKN Orlen. W dwóch pierwszych krajach paliwowy koncern jest właścicielem rafinerii, a w trzecim zarządza siecią stacji.

— Menedżerowie pracują w tych krajach od poniedziałku do piątku, niektórzy mieszkają w nich z rodzinami. Teraz po prostu tam zostali. Mamy częste wideokonferencje — mówi nasz rozmówca z grupy Orlenu.

Gazownicy w kontakcie

W gazowym PGNiG nie ma reguły.

„Sytuacja kadrowa jest różna w poszczególnych spółkach i oddziałach. Część polskich menedżerów — Polaków — wróciła do kraju, część pozostała za granicą. Decyzje były podejmowane indywidualnie” — przekazało nam biuro prasowe PGNiG.

Nieoficjalnie usłyszeliśmy, że Marek Woszczyk, zarządzający aktywami zagranicznymi PGNiG, nadal pracuje w Norwegii. Do domów, m.in. do Polski, wrócili zaś niektórzy menedżerowie z biura tradingowego PGNiG w Londynie. Z Warszawy pracuje m.in. Ireneusz Łazor, szef londyńskiego oddziału gazowej grupy.

„Dzięki systemom teleinformatycznym i intensywnej komunikacji koordynacja działań utrzymywana jest na wysokim poziomie. Pod względem operacyjnym jesteśmy przygotowani do działania w takich warunkach przez długi czas” — zapewnia biuro prasowe PGNiG.

Informatycy online

Dla informatycznej grupy Asseco, obecnej na kilku kontynentach, zamknięcie granic nie było szokiem. Piotr Jeleński, prezes Asseco South Eastern Europe, podkreśla, że strategia grupy od dawna zakłada silne angażowanie w biznes osób mieszkających w danym kraju.

— Do Polski wróciło trochę pracowników, ale to i tak były osoby dojeżdżające, a nie pracujące w danym kraju na stałe. Dziś kontaktujemy się zdalnie. Wymaga to większej precyzji niż kontakt osobisty, ale jest możliwe — mówi Piotr Jeleński.

— W firmach informatycznych, takich jak Asseco, praca zdalna jest naturalnym elementem funkcjonowania zespołów i nie jest dla nas niczym nowym. Poza tym, że posiedzenia rad nadzorczych odbywają się zdalnie, wprowadziliśmy też regularne wideospotkania z menedżerami, na których omawiamy sytuację poszczególnych spółek — informuje Marek Panek, wiceprezes Asseco Poland.

Przekraczanie granicy

Czesi z PG Silesia ubiegają się o wyjątkowe zgody sanitarne, by móc przekraczać granicę bez kwarantanny. Starania o specjalne zgody zapowiedział też ostatnio prezes PGE, potrzebujący zagranicznych ekspertów do zbliżającej się operacji rozruchu nowego bloku energetycznego w Turowie. Inne firmy na razie o nie nie proszą.

— Nie ma potrzeby ubiegania się o wyjątki sanitarne — mówi Lidia Marcinkowska-Bartkowiak.

Potrzeby nie widzą też nasi rozmówcy z Orlenu i PGNiG.

„Pracownicy grupy w pełni podporządkowują się przepisom epidemicznym obowiązującym w miejscu ich pobytu. Nie ma powodów, aby ubiegać się o stosowanie wobec nich wyjątków od tych regulacji” — odpisało PGNiG.

Czesi bez Polaków

Menedżerowie zatrudnieni za granicą dadzą radę pracować przy domowym stole z telefonem i laptopem pod ręką, pracownicy produkcyjni — nie. Dlatego poważne kłopoty mają od kilku dni czeskie fabryki zatrudniające Polaków, którzy mieszkają po naszej stronie granicy i codziennie dojeżdżali do pracy. Z tym problemem borykają się m.in. pracodawcy w regionach miast Trutnov i Náchod w Kraju hradeckim. W trudnej sytuacji jest fabryka firmy Vitesco Technologies (do niedawna Continental Powertrain), która specjalizuje się w technologiach napędowych do samochodów. Zakład w mieście Trutnov zatrudnia około 400 Polaków. To ponad 20 proc. załogi, ale na niektórych wydziałach nasi rodacy stanowią jedną trzecią pracowników i są kluczowi dla funkcjonowania firmy.

„Zamknięcie granicy będzie miało bezpośredni wpływ na wydajność naszego zakładu produkcyjnego w Trutnovie. Z powodu braku pracowników z Polski będziemy w stanie tylko w części zaspokoić zapotrzebowanie klientów” — przyznaje w lokalnym wydaniu czeskiego „Deníka” Lukáš Rosůlek, dyrektor tamtejszego zakładu.

Kłopot ma także spółka Isolit-Bravo z miasta Jablonné nad Orlicí w Kraju pardubickim. Obowiązkowa kwarantanna zabrała jej aż 130 polskich pracowników, którzy codziennie przekraczali oddaloną zaledwie o 8 km granicę. Gdyby szefostwo nie skierowało do produkcji osób zatrudnionych w biurze, spółka musiałaby w ogóle przerwać pracę.

Powroty z NRD

Obowiązek kwarantanny uderzył również w Polaków, którzy kilka lub kilkanaście lat temu kupili domy zaraz za niemiecką granicą i przeprowadzili się na teren byłej NRD, lecz pracują w Polsce, np. w Szczecinie lub w okolicy. Mieszkając zaledwie kilka kilometrów od granicy, przekraczali ją codziennie. Teraz zmuszeni są szukać lokum w kraju, wynajmować mieszkania, gnieździć się u dalszych krewnych albo zrezygnować z pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska, Bartłomiej Mayer

Polecane