Polscy pracodawcy są pełni obaw

Mira Wszelaka, BMK, TM
opublikowano: 2006-03-24 00:00

Uciekają nam ludzie — alarmują organizacje pracodawców. Czy słusznie?

Kapitał płynie na Wschód, siła robocza — na Zachód. Firmy inwestujące w Europie Środkowo-Wschodniej wysysają coraz więcej pracowników, których później zatrudniają w macierzystych krajach. Na razie z takiej możliwości obficie korzystają Brytyjczycy i Irlandczycy. Ostatnim przykładem jest Kingfisher, znany w Polsce z prowadzenia sieci Castorama, który ogłosił, że zamierza ściągnąć polskich pracowników do brytyjskiej sieci sklepów B&Q. W grę wchodzi co najmniej kilkaset osób.

Nie dajemy rady

To, co dla zagranicznych pracodawców jest korzystne, dla polskich niekoniecznie. Andrzej Malinowski, szef Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP), jest pełen obaw.

— To duże niebezpieczeństwo. Z jednej strony walczyliśmy o otwarcie rynków pracy, z drugiej dostrzegamy coraz większe zagrożenie. Jako pracodawcy postrzegamy pracowników w kategoriach inwestycji, z której utratą trudno się pogodzić. Uwiązani rachunkiem ekonomicznym nie jesteśmy w stanie zaoferować im podobnych warunków — twierdzi Andrzej Malinowski.

Dlatego chce rozluźnienia kosztów pracy, które obciążają zarobki. To będzie główny postulat KPP w pracach Komisji Trójstronnej.

Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, zauważa, że pracownicy coraz częściej decydują się na trwałą emigrację.

— O ile jeszcze kilka miesięcy temu wyjeżdżający mówili, że jadą do pracy na jakiś czas, o tyle teraz najczęściej decydują się zostać. Problem w tym, że nie widać u nas żadnej strategii zatrudnieniowej. Trudno się dziwić i się tym nie martwić, bo to, co mamy najbardziej wartościowego, to młode społeczeństwo. Jeżeli sytuacja się nie zmieni, nasi obywatele będą zasilali zagraniczne fundusze emerytalne, a Polska zostanie krajem emerytów, na których nie będzie miał kto pracować — ostrzega Henryka Bochniarz.

Odpływ siły roboczej nie zasili też argumentów tych, którzy uważają, że przyczyni się ono do zmniejszenia bezrobocia.

— Wpływ migracji na stopę bezrobocia jest krótkookresowy. Pamiętajmy, że zdecydowana większość bezrobotnych (zdaniem resortu pracy około 40 proc.) to ludzie mało mobilni, z niskimi kwalifikacjami i dłuższy czas pozostający bez pracy — zauważa Karolina Sędzimir-Demanowska, analityk PKO BP.

Słowa otuchy

Inaczej na sprawę patrzy Maciej Duszczyk, ekspert ds. migracji Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej.

— Nie obawiam się masowej migracji. Polacy wykazują zainteresowanie głównie pracami sezonowymi. W ubiegłym roku mieliśmy dość duże zwolnienia w branży budowlanej. Co prawda sytuacja się poprawiła, ale nadal sporo fachowców jest bez pracy. Dla nich oferta zagraniczna może być atrakcyjna — przyznaje Maciej Duszczyk.

Nie dramatyzuje także Dorota Kołecka, szefowa grupy firm doradztwa personalnego DK Group.

— To, czego mogą obawiać się polscy pracodawcy, to pogorszenie warunków inwestowania w naszym kraju. Jeśli jednak gospodarka będzie się dobrze rozwijać, to nasz kraj stanie się atrakcyjnym miejscem pracy. Na dodatek część osób wróci z zagranicy i przywiezie ze sobą zachodnie standardy pracy — uważa Dorota Kołecka.

Piotr Wielgomas, szef Bigramu, firmy doradztwa personalnego, ma dla pracodawców dwie rady.

— Powinni inwestować w pracownika. Nie jest prawdą, że jeśli wyślemy go na szkolenie, to zaraz ucieknie do konkurenta. Przeciwnie, raczej doceni to, że pracodawca się o niego stara. Po drugie, firmy muszą zadbać o swój wizerunek — powinny tworzyć nie tylko atrakcyjne produkty, ale oferować także atrakcyjne miejsce pracy. Nasze mają tu sporo do zrobienia — twierdzi szef Bigramu.