Stagnacja lub w najlepszym wypadku pełzający wzrost — tak można nazwać to, co dzieje się w ostatnich latach z wynagrodzeniami w polskiej gospodarce. Od 2009 r. średnia pensja rosła realnie (po uwzględnieniu inflacji) w tempie zaledwie 1,5 proc. rocznie. Firm nie stać na podwyżki? Nic z tych rzeczy. Dane statystyczne pokazują, że firmy mają ogromną, największą od lat przestrzeń do podnoszenia płac, tylko zwyczajnie realia gospodarcze ich do tego nie zmuszają.
Mam, ale nie dam
Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że z punktu widzenia pracodawców koszty pracy w Polsce właściwie nigdy od początków transformacji nie były tak niskie jak obecnie. Jeszcze w 2001 r. stanowiły około 65 proc. wszystkich kosztów ponoszonych przez firmy. Od tego czasu odsetek ten niemal cały czas spada. Obecnie pensje pracowników stanowią już mniej niż 54 proc. wszystkich kosztów firm.
— To pokazuje, że główną barierą, która powstrzymuje wzrost płac w Polsce, jest w ostatnim czasie niechęć firm do dawania podwyżek, a nie ich słabe możliwości finansowe. Firmy mogłyby w bezpieczny dla siebie sposób podnosić pensje, ale w obliczu wysokiego bezrobocia nie są do tego zmuszone — mówi Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight.
Co ciekawe, spadek kosztów pracy byłby jeszcze głębszy, gdyby nie zmiana struktury polskiej gospodarki.
— Od 2000 r. powiększył się w niej udział usług, a spadł innych sektorów, a to w usługach najwięcej wydaje się na pensje pracowników — zaznacza Adam Czerniak. Gdyby struktura gospodarki pozostała niezmieniona, wskaźnik wynagrodzeń do produkcji prawdopodobnie spadłby już w okolice 50 proc.
Szybciej i lepiej
Co sprawia, że firmy coraz mniej wydają na pracę? To pochodna przede wszystkim wysokiego wzrostu wydajności, która w naszym kraju rośnie zwykle wyraźnie szybciej niż wynagrodzenia pracowników. Od 2000 r. wydajność wzrosłao 108 proc., a pensje tylko o 80 proc. (nominalnie). Czyli do wyprodukowania danej ilości dóbr i usług firmy muszą wynajmować coraz mniej pracowników. Skutek jest taki, że coraz mniejsza część obrotów firmy trafia do załogi w formie płac, a coraz większa zostaje w kieszeni przedsiębiorcy.
— Wydajność rośnie nie dlatego, że pracownicy są bardziej zmotywowani, tylko po prostu rośnie zaawansowanie technologiczne polskiej gospodarki. Wiadomo, że człowiek z młotkiem będzie mniej wydajny niż człowiek z całą skomplikowaną maszyną do produkcji mebli — tłumaczy Adam Czerniak.
Wynagrodzenia w ostatnim czasie zwyczajnie za tym postępem techniki nie nadążają. Tracą na tym pracownicy, a zyskują firmy.
Podwyżki vs inwestycje
Trudno jednoznacznie przesądzać, czy „tanienie” pracy raczej sprzyja gospodarce, czy jej szkodzi. Z jednej strony — niski wzrost wynagrodzeń ma negatywne skutki dla koniunktury. Dochody ludności nie rosną tak szybko, jak mogłyby, co ogranicza konsumpcję i spowalnia wzrost gospodarczy. — W idealnym świecie wynagrodzenia powinny podążać za wydajnością pracy. Pracownicy produkują więcej, więc powinni więcej zarabiać. Dzięki temu gospodarka się rozwija i na owocach tego rozwoju korzystają zarówno pracodawcy, jak i pracownicy — mówi Aleksandra Świątkowska, ekonomistka BOŚ Banku.
Z drugiej strony — niska dynamika kosztów pracy ma też swoje zalety. Przede wszystkim mimo relatywnie silnego wzrostu gospodarczego naszej gospodarce udaje się utrzymać wysoką konkurencyjność na arenie międzynarodowej. Ciągle jesteśmy w stanie tanio wytwarzać dobra i usługi, dzięki czemu mamy silny napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz stale rośnie polski eksport.
— Właśnie trzymanie przez firmy w ryzach kosztów pracy było jednym z powodów, dla których w ostatnich latach polska gospodarka wyszła z deficytu w handlu zagranicznym i zaczęła nawet osiągać nadwyżki — zaznacza Adam Czerniak.
Ponadto dzięki niskim kosztom pracy rośnie rentowność polskich firm, a więc powiększają się ich oszczędności i rosną możliwości inwestycyjne. Od 2000 r. depozyty firm w bankach powiększyły się o… 423 proc., czyli o 169 mld zł. Kryzys i wysokie bezrobocie sprawiło, że przedsiębiorcy nie musieli tych pieniędzy przeznaczać na podwyżki dla pracowników, ale zatrzymali je w firmach i mogą próbować je pomnażać za pomocą inwestycji.
— Inwestycje rzeczywiście są w długiej perspektywie lepsze dla gospodarki niż podwyżki płac, bo zwiększają produkcję i zatrudnienie. Problem w tym, że w ostatnich latach polskie firmy niechętnie inwestowały, raczej lokowały oszczędności w bankach. Być może więc lepiej było dać podwyżki pracownikom. Trudno to dziś jednoznacznie przesądzić — mówi Aleksandra Świątkowska.


