Tzw. rynki trzecie to teren, który coraz mocniej chcą podbijać spożywcy, ale do tej pory udaje się to w pewnym stopniu czterem grupom towarów — zbożom, mięsu, produktom mleczarskim i przetworom zbożowym — wynika z analiz Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).
— W polskim eksporcie rolno- -spożywczym udział krajów trzecich to 18,4 proc. przy unijnej średniej na poziomie 26,8 proc., co pokazuje przestrzeń do wzrostu. Udział zaczął się zmniejszać oczywiście wraz z zamrożeniem obrotów z Rosją z powodu embarga, ale w tym czasie urosła sprzedaż m.in. do USA, Arabii Saudyjskiej i Egiptu — mówi Małgorzata Bułkowska, ekspert IERiGŻ. W zeszłym roku poza UE sprzedaliśmy żywność za 4,7 mld USD. Na liście największych odbiorców wciąż jest Rosja (nie wszystkie produkty rolno-spożywcze objęte są embargiem), Na drugą pozycję z czwartej awansowały Stany Zjednoczone.
— Największe znaczenie sprzedaż poza Unię miała dla zboża, bo to rynki trzecie odpowiadały za 50 proc. eksportu. Poza nią wyjechało też po około 25 proc. z zagranicznej sprzedaży produktów mleczarskich i przetworów zbożowych. W przypadku mięsa udział ten wynosił 13 proc. — wylicza Małgorzata Bułkowska. Patrząc na to, co sprzedajemy, widać bardzo wysoką koncentrację na jednym typie produktu w przypadku każdego z rynków. — W przypadku Beninu 94 proc. polskiego eksportu to mięso drobiowe. Maroko kupuje głównie pszenicę, która odpowiada za 74 proc. asortymentu. AlgierIa kupuje dużo mleka w proszku, podobnie jak Wietnam. To pokazuje, jak mało zróżnicowana jest struktura tego eksportu. W UE, do której sprzedajemy ponad 80 proc. tego, co wyjeżdża z kraju, mamy pełną różnorodność — twierdzi ekspertka IERiGŻ.
Czy to problem? Tak, jeśli to efekt nie specjalizacji, ale nieumiejętności dopasowania do lokalnego rynku. W przypadku tak dużych rynków jak Chiny coraz głośniej mówi się też o problemach ze stworzeniem ogromnych jednolitych strumieni takich samych produktów.
— Ekonomiści z Chin wprost stwierdzili, że Polska nie jest w stanie zgromadzić odpowiedniej ilości produktów rolno-spożywczych. To kwestia porozumienia się pojedynczych eksporterów, wyeliminowania konkurencji polsko-polskiej i współpracy przy takich potencjalnych dostawach — dodaje Łukasz Ambroziak, ekspert IERiGŻ. Jego zdaniem, powodzenie na rynkach trzecich może pomóc załagodzić m.in. potencjalne skutki brexitu. © Ⓟ
OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Bez szans na różnorodność
EDWARD BAJKO, prezes Spomleku
Wyniki eksportu do krajów trzecich poniżej średniej unijnej nie powinny nas do końca martwić — część naszej sprzedaży do Niemiec czy Holandii jest potem wywożona z UE. Natomiast czy możemy zwiększyć różnorodność eksportu poza mleko czy serwatkę w proszku, czy masło w blokach, sprzedawane business to business? Nie.
W zeszłym roku poza UE sprzedaliśmy żywność za 4,7 mld USD. Na liście największych odbiorców wciąż jest Rosja. Na drugą pozycję z czwartej awansowały Stany Zjednoczone.
Polskie marki czy ogólna marka „polskiej żywności” nie istnieje na świecie, tak jak istnieją np. francuskie sery. Zaistnienie w świadomości konsumentów to praca na długie lata, a do tego na tych rynkach przecież istnieją już zachodni producenci. Jednocześnie nie wiadomo, jak długo jeszcze będziemy w stanie zwiększać sprzedaż tych nieprzetworzonych, niemarkowych produktów i wygrywać w ten sposób konkurencję cenową.