Polska A.D. 2035 krajem emerytów

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 12-09-2008, 00:00

Zbliża się demograficzna katastrofa. Budowanie żłobków i ograniczenie "pomostówek" nie wystarczy, żeby jej zapobiec — mówią ekonomiści.

Dziś jednego emeryta utrzymuje czterech pracujących, za 27 lat będzie ich tylko dwóch

Zbliża się demograficzna katastrofa. Budowanie żłobków i ograniczenie "pomostówek" nie wystarczy, żeby jej zapobiec — mówią ekonomiści.

Dzisiaj w Komisji Trójstronnej decydująca potyczka rządu ze związkowcami w sprawie emerytur pomostowych. Obecnie prawo do wcześniejszych emerytur ma około 1,2 mln osób. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej chce, by ich liczbę ograniczyć do 200 tys. Związkowcy o takim cięciu nie chcą słyszeć.

Rząd już raz poszedł na kompromis. W maju lista prac objętych "pomostówkami" dotyczyła tylko 130 tys. osób. Ekonomiści uważają, że dalsze ustępstwa byłyby katastrofą, tyle że odłożoną o kilkadziesiąt lat.

Na koszt podatnika

— Jeśli rząd będzie stanowczy, za blisko pięć lat ograniczenie wcześniejszych emerytur zacznie przynosić budżetowi oszczędności w kwocie zbliżonej do przyszłorocznego deficytu budżetowego — uważa Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów.

To ważne. Ale wydaje się błahostką w porównaniu z problemem, jaki czeka finanse państwa i całą gospodarkę za 20-30 lat. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego obecnie na jedną osobę w wieku emerytalnym pracują cztery w wieku produkcyjnym. Jeśli nic się nie zmieni, w 2017 r. będą to już tylko trzy. Dramat nadejdzie w 2035 — na jednego emeryta pracować będą już tylko dwie osoby.

— Żeby emeryt mógł z takiego systemu wyżyć, składka emerytalna musiałaby wzrosnąć dwukrotnie, czyli do poziomu 40 proc. dochodów. Jestem ciekaw, jaki rząd przekona do tego społeczeństwo — mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.

Jedno jest pewne: przyszłe rzesze emerytów będą musieli utrzymywać podatnicy.

— Społeczeństwo starzeje się w oczach. Już teraz system emerytalny jest niewydolny: między wpływami ze składek a wydatkami na świadczenia jest wielomiliardowa dziura, którą musi łatać budżet. I dziura ta będzie się dalej powiększać — twierdzi Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomista PKO BP.

— Problem jest bardzo poważny. Oby rządy potrafiły patrzeć dalej niż tylko w perspektywie swojej kadencji — dodaje Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Pomysł na pracę

Sytuacja demograficzna staje się coraz większym zagrożeniem, bo obecnie rodzi się dwukrotnie mniej dzieci niż 25 lat temu. W 1983 r. przybyło 724 tys. młodych Polaków, w 2007 — tylko 385 tys. W dodatku statystyczny Polak żyje coraz dłużej — tylko w ciągu ostatnich 17 lat czas trwania życia wydłużył się o pięć lat.

— Na dodatek coraz więcej młodych ludzi studiuje. Przez to znacznie podniósł się wiek, kiedy przeciętny pracownik zaczyna wpłacać do systemu składkę emerytalną — informuje Karolina Sędzimir-Domanowska.

Jak rozbroić tę bombę z opóźnionym zapłonem? Rząd twierdzi, że znalazł rozwiązanie.

— Przygotowaliśmy wiele rozwiązań, dzięki którym więcej osób będzie pracować. Z jednej strony chcemy ograniczyć przywileje emerytalne, z drugiej — zmobilizować trwale bezrobotnych do podjęcia pracy i zwiększyć aktywność zawodową starszych pracowników. Opracowaliśmy też program zachęcający kobiety do rodzenia dzieci — mówi Bożena Diaby z resortu pracy.

Stać was na więcej

Eksperci większość tych propozycji oceniają pozytywnie. Ale zaznaczają, że to problemu nie załatwi.

— Do zrobienia jest jeszcze bardzo wiele. Polska ma najniższy wskaźnik zatrudnienia w UE. Nawet jeśli rząd zachowa twarde stanowisko w sprawie emerytur pomostowych, i tak przedwczesnych emerytów będzie bardzo wielu. Żeby przez demografię przejść obronną ręką, któryś rząd będzie musiał zająć się także emeryturami mundurowymi. Nie dość że nabywa się je w młodym wieku, to są znacznie wyższe niż zwykłe świadczenia — uważa Wojciech Warski z Business Centre Club.

Obecnie emerytury mundurowe przysługują po 15 latach pracy. Korzysta z nich około 100 tys. osób. Przeciętna emerytura wynosi 2,5 tys. zł miesięcznie, czyli o 1000 zł więcej niż świadczenia z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, rząd prędzej czy później będzie musiał zmierzyć się też z emeryturami górniczymi.

— To ogromne obciążenie dla finansów państwa. Górnik może przejść na emeryturę nawet 20 lat wcześniej niż zwykły pracownik. W dodatku jest ona wyliczana w oderwaniu od faktycznie nagromadzonych w systemie pieniędzy — twierdzi ekspert PKPP Lewiatan.

Zdaniem ekonomistów, wśród rządowych propozycji powinien znaleźć się też postulat wydłużenia czasu pracy.

— Ten pomysł krąży już od lat, ale jeszcze żadna władza nie zdecydowała się wprowadzić go w życie. Opór społeczny jest zbyt silny — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska.

Propozycje ministerstwa pracy

System emerytalny

- Ograniczenie liczby uprawnionych do wcześniejszych emerytur do 200 tys. osób

- Zmniejszenie liczby produktów emerytalnych, rezygnacja m.in. z emerytury małżeńskiej

Agnieszka Durlik-Khouri

ekspert Krajowej Izby Gospodarczej

Trudno doszukać się związku między rezygnacją z emerytury małżeńskiej a rozwiązaniem problemów demograficznych. Przecież młode kobiety nie będą rezygnowały z pracy dlatego, że za kilkadziesiąt lat dostaną świadczenie. Małżeńska zabezpiecza małżonków, którzy zarabiają znacząco mniej. Rząd nie powinien rozwiązywać problemów pieniędzmi ludzi odkładających w OFE.

Klucz do sukcesu to aktywizacja zawodowa starszych. Tymczasem nie widać determinacji rządu do ograniczenia liczby uprawnionych do pomostówek. Zamiast twardego stanowiska, mówi się o poszerzeniu listy zawodów i — co gorsza — rozszerzeniu roczników uprawnionych. Do powszechnego systemu emerytalnego trzeba włączyć służby mundurowe, górników i rolników. Musimy też podnieść wiek emerytalny.

Polityka prorodzinna

- Łatwiejsze zakładanie przedszkoli i żłobków

- Wydłużenie urlopu macierzyńskiego z 20 do 26 tygodni

- Wyższe składki na ZUS i OFE w czasie urlopu macierzyńskiego

- Ulgi podatkowe dla rodzin zatrudniających opiekuna do dziecka

Robert Gwiazdowski

prezydent Centrum im. Adama Smitha

Pomaganie kobietom w pogodzeniu rodzenia dzieci z pracą to postulat jak najbardziej słuszny. Korzyść będzie podwójna: młodych Polaków będzie rodziło się więcej, a na rynku pracy dzięki np. większemu dostępowi do żłobków przybędzie pracowników, którzy w innym wypadku siedzieliby na urlopie macierzyńskim. Ale nie w tym tkwi główny problem. Demografia nie byłaby dziś zagrożeniem, gdyby nie system, który przez lata zniechęcał do rozmnażania się. Państwo zapewniało, że niezależnie, co zrobi obywatel, będzie miał emeryturę. Trzeba wprowadzić takie rozwiązanie, dzięki któremu posiadanie dzieci będzie się opłacało. Żeby tak się stało, system emerytalny powinien w szerszym stopniu przyjąć model "jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz".

Aktywizacja zawodowa

- Czasowe zwolnienie ze składek dla pracodawców zatrudniających osoby po 50 roku życia

- Skrócenie okresu, kiedy bezrobotnemu przysługuje zasiłek

- Indywidualne plany poszukiwania zatrudnienia dla bezrobotnych

- Skrócenie procedury zdobywania zezwolenia na pracę dla cudzoziemców

Karolina Sędzimir-Domanowska

ekonomistka rynku pracy PKO BP

Propozycje ministerstwa pracy zasługują na pozytywną ocenę. Na pewno będą łagodziły negatywne skutki starzenia się społeczeństwa. Aktywizacja zawodowa ludności i zwiększanie podaży na rynku pracy to bardzo ważny element walki z zagrożeniami płynącymi z demografii. Ale nie ma się co oszukiwać, takie rozwiązania rewolucji nie przyniosą. Rząd zakłada, że w 2020 r. wskaźnik zatrudnienia osób po 45. roku życia wyniesie 50 proc. (obecnie jest na poziomie 28 proc.). Osiągnięcie takiego wyniku raczej się nie uda. To bardzo wysoko ustawiona poprzeczka.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu