Jaka jest sytuacja polskiej chemii? Janusz Wiśniewski: Myślę, że niezła.Udział wszystkich działów przemysłu chemicznego przekracza 11 proc. ogółu produkcji przemysłowej w Polsce. Ponad 250 tys. pracowników przyczynia się do 14 proc. eksportu i 18 proc. importu kraju.
![MUSIMY GONIĆ: W rozwiniętych krajach Unii Europejskiej sektor chemiczny jest znacznie ważniejszy niż w Polsce (na zdjęciu fabryka w Puławach). [FOT. WM] MUSIMY GONIĆ: W rozwiniętych krajach Unii Europejskiej sektor chemiczny jest znacznie ważniejszy niż w Polsce (na zdjęciu fabryka w Puławach). [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/6569cc14-fcab-46f9-b5c2-e91c2d839ed5/327cf6bc-6512-576e-b3d4-d0bdb1e0f177_w_830.jpg)
A porównując ze światem?
W rozwiniętych krajach Unii Europejskiej sektor chemiczny jest znacznie ważniejszy niż w Polsce. Na przykład wskaźnik zużycia tworzyw sztucznych na głowę mieszkańca jest u nas kilkakrotnie niższy niż u europejskich liderów. Świat chemiczny znacznie się zmienił w ostatnich latach. O rentowności produkcji chemicznej decyduje bliskość tanich surowców i dynamicznie rozwijający się rynek konsumencki. Liderem pozostaną kraje Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Ameryka Północna, dzięki rewolucji łupkowej. Europa musi wiele zrobić, aby utrzymać produkcjęchemiczną. Tymczasem wymyśla coraz to nowe bariery regulacyjne czy środowiskowe. Siłą napędową gospodarki światowej będą kraje BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA), a reszcie świata pozostaną marzenia o tzw. rozwoju zrównoważonym.
Co czeka branżę w najbliższych latach?
W polskim przemyśle chemicznymi odczuwam pewien stopień zmęczenia intelektualnego. Niedawna śmierć prof. Stanisława Ciborowskiego jest jakby zamknięciem pewnego etapu świetności polskiej chemii i sukcesów polskich licencji chemicznych za granicą. A tak wybitnego inżyniera, wizjonera i inspiratora rozwoju, jakim był Zbigniew Szczypiński, polska chemia nie może się doczekać już od ponad 30 lat. Musimy się więc cieszyć z konsolidacji i czekać na nowe impulsy, jakie ma szanse przynieść nowa perspektywa finansowa UE, a w szczególności jej program operacyjny Inteligentny Rozwój.
W jakim kierunku powinna się rozwijać polska chemia?
Niedawno ktoś zwrócił mi uwagę, że powinniśmy przestać używać w chemii słów „produkty wysokomarżowe”, bo to hasła nie do zrealizowaniaprzy obecnym stanie wiedzy w kraju, skoro przez ostatnie 20 lat właściwie nie wymyśliliśmy żadnych nowych „niskomarżowych produktów”. Przez wieloletnie zaniedbania w finansowaniu badań rozwojowych już nie uda się nadrobić straconego czasu. Podziwiam rozwój organiczny prywatnej chemii takiej jak Synthos czy PCC Rokita. Jestem pod wrażeniem inwestycji Skotanu w Kędzierzynie wykorzystującej odpadowy wodór dla celów energetycznych. Ale trzeba mieć wiele fantazji, aby wydać 30 mln zł na eksperymenty i dopiero później szukać wdrożeń. Nadęte programy inwestycyjne mówiące o miliardowych nakładach ośmieszają nas w oczach świata, podobnie jak życzeniowe prognozy łupkowe, czy dywagacje o energetyce nuklearnej. Chemia jest dziedziną trudną, wymagająca cierpliwości i konsekwencji badawczej, czasami niebezpieczną, ale jej osiągnięcia zmieniają oblicze świata. To sektor, w którym już nic nie zdarza się przypadkiem. Polska ciągle ma szanse na dobry program rozwoju chemii tylko potrzebna jest integracja surowcowa i wspólny wysiłek inwestycyjny kilku firm.
Co może utrudniać rozwój?
Przeżyliśmy 10 lat w rynkowej symbiozie z UE i zaczęło się nam wydawać, że sukcesy będą wieczne. Tymczasem nie potrafimy wypracować kompromisów z ograniczeniem emisji CO 2, a regulacje REACH eliminują coraz więcej polskich produktów. Odrzucony u nas kapitał chiński czy rosyjski inwestuje na Węgrzech, a nawet w Niemczech, Francji i Hiszpanii. Polski kapitał szuka splendorów za granicą, bo w Polsce ambicje lokalnych menedżerów uniemożliwiają porozumienia biznesowe.
Największe wyzwania i zagrożenia?
Paradoksem dzisiejszej chemii jest to, że wyzwania są jednocześnie zagrożeniami. Sukcesy w poszukiwaniu tanich nośników energetycznych przynoszą tak dużą przewagę konkurencyjną, że zmienia się geografia inwestycji, a całe branże bankrutują. Regulacje środowiskowe zmieniają kierunki inwestycyjne. Potężny lobbing międzynarodowych koncernów chemicznych doprowadza do zmian strukturalnych w chemii. Plastyfikatory ftalanowe zabronione przez REACH w UE mają zastosowania medyczne w USA. Dziś chemia węgla, ropy czy gazu to jakby kolejne stadia rozwoju cywilizacyjnego. Podziwiam fascynacje polskich chemików azotkiem galu, nieorganicznym syntetycznym związkiem chemicznym stosowanym w optoelektronice — to ślad wizjonerskiego myślenia o przyszłości. Na drugiej szali jest bezmyślny powrót do fikcyjnej w polskich warunkach poligeneracji węgla. Największym zagrożeniem dla polskiej chemii pozostaje polityka. I to zarówno ta w obsadzie stanowisk jak i ta w sloganach wyborczych.
Jak na rynek wpłynęło powstanie Grupy Azoty?
Konsolidacja polskiej chemii ma wymiar jedynie lokalny. Zgromadzenie najbardziej wartościowych aktywów produkcyjnych pod jednym i to dobrym kierownictwem jest szansą i jednocześnie wyzwaniem. Grupa musi sobie jednak poradzić sama z sobą, wypracować wspólne mechanizmy funkcjonowania i wewnętrznych rozliczeń. Trzeba zapomnieć o dawnych animozjach między spółkami dziś tworzącymi koncern. Zachłyśnięcie się lokalną wielkością doprowadzi do kłopotów z regulatorami i porażek w handlu. Największą szansą pozostaje Minister Skarbu Państwa, który w nadchodzącym rozgardiaszu wyborczym może doprowadzić do ścisłej i logicznej współpracy spółek sektora naftowego, gazowniczego i chemicznego.