Polska gospodarka za rzadko rusza głową

  • Jacek Kowalczyk
20-01-2014, 00:00

Tylko 1,9 proc. pracowników pracuje w Polsce w tzw. branżach wiedzowych. To jeden z najgorszych wyników w Unii Europejskiej

Polska gospodarka dysponuje relatywnie wysoką liczbą miejsc pracy. Według metodologii stosowanej przez Eurostat, bezrobocie wynosi 10,2 proc., czyli jest niższe niż średnia w Unii Europejskiej (10,9 proc.) i w strefie euro (12,1 proc.). Teoretycznie nie mamy się więc czego wstydzić. Warto jednak mieć świadomość, że praca pracy nierówna. Jedno stanowisko może dla gospodarki znaczyć o wiele więcej niż inne — i nie chodzi tu o różnice w zarobkach.

Pewne miejsca pracy pchają gospodarkę do przodu i wprowadzają ją na wyższy poziom rozwoju, a inne pozwalają jej jedynie trwać. Jeden naukowiec, którego wynalazek znajdzie zastosowanie w przemyśle, może być dla gospodarki znacznie bardziej przydatny niż całe zastępy ochroniarzy czy monterów telewizorów. Jeśli weźmiemy to rozróżnienie pod uwagę, polski rynek pracy jest jednym z najmniej wartościowych w całej Unii. To źle wróży rozwojowi naszej gospodarki w długiej perspektywie.

Klub wyrobników

W Polsce niespełna 299 tys. osób pracuje w tzw. branżach wiedzowych (z ang. knowledge-intensive industries), a więc tych — przynajmniej teoretycznie — najbardziej prorozwojowych, wytwarzających największą wartością dodaną — wynika z danych Eurostatu.

Chodzi o cztery gałęzie gospodarki: działalność badawczo-rozwojową, farmację, programowanie i telekomunikację (patrz wyjaśnienia metodologiczne w ramce obok). To zaledwie 1,9 proc. wszystkich miejsc pracy w Polsce, co jest jednym z najniższych wyników w UE. Średnio w niej branże wiedzowe stanowią 2,7 proc. zatrudnienia, a w krajach skandynawskich czy w Irlandii ponad 4-5 proc.

— 1,9 proc. nie może nas cieszyć, mamy jeszcze dużo do zrobienia. To kolejny dowód na to, że polska gospodarka jest mało innowacyjna. Poza nielicznymi wyjątkami większość badań i raportów dotyczących innowacyjności stawia Polskę w ogonie UE — mówi Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

W UE tylko cztery kraje mają niższy odsetek zatrudnienia w branżach wiedzowych niż Polska. Są to Rumunia, Portugalia, Grecja i Chorwacja. Nie jest to prestiżowe towarzystwo. W ostatnich latach wszystkie te kraje przechodziły poważne problemy finansowe. Trzy pierwsze w obawie o wypłacalność musiały sięgnąć po programy ratunkowe UE i MFW, a pół roku temu spekulacje na temat podobnego programu dotyczyły Chorwacji.

Wieczni średniacy

Niska wartość miejsc pracy w Polsce to przede wszystkim skutek modelu, na którym oparła się polska gospodarka przy wychodzeniu z komunizmu. Oferowaliśmy głównie tanią siłę roboczą, która ściągała do kraju te miejsca pracy, które nie wymagały wysokich kompetencji.

— Mieliśmy jako gospodarka dwa główne atuty: niskie koszty pracy oraz wiele relatywnie dobrze wyedukowanych pracowników. Oba skrupulatnie wykorzystaliśmy. To była naturalna droga — w takich warunkach trudno było zbudować inny model gospodarczy — mówi Tomasz Kaczor.

Jednak na dłuższą metę taka strategia to droga donikąd. Wyspecjalizowaliśmy się jako gospodarka w składaniu samochodów i dokręcaniu śrubek w telewizorach. Daliśmy się zaszufladkować inwestorom zagranicznym jako kraj wiecznie taniej siły roboczej.

— Zagraniczne firmy chętnie otwierają w Polsce swoje placówki, ale głównie po to, żeby przenosić tu najprostsze prace, np. produkcję. Najbardziej wartościowe miejsca pracy zostawiają dla siebie. Miejmy nadzieję, że sytuacja będzie się zmieniać, ale na razie tego nie widać — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Jeśli nasza gospodarka nie zacznie podnosić swojej innowacyjności, Polska może wpaść w tzw. pułapkę średniego dochodu. Za kilka — kilkanaście lat dobijemy do pewnego poziomu zamożności i staniemy w miejscu — przestaniemy doganiać Zachód pod względem bogactwa.

— Z każdym kolejnym rokiem będzie ciężej odrabiać stratę do państw bogatszych. Dochodzimy bowiem do momentu, w którym do doganiania Zachodu nie wystarcza już tylko kopiowanie jego rozwiązań. Aby niwelować zapóźnienie, musimy sami kreować innowacje — mówi Tomasz Kaczor.

Jak się mierzy wiedzę

Termin „branże wiedzowe”, a właściwie „knowledge-intensive industries”, robi ostatnio sporą karierę wśród ekonomistów na świecie. Rośnie bowiem potrzeba oceny, jak duża część działalności gospodarczej w danym kraju czy regionie oparta jest na innowacjach i zaawansowanych technologiach. Problem w tym, że różne instytucje (np. Komisja Europejska czy OECD) różnie definiują ten termin, tzn. zaliczają do niego różne branże.

W naszych wyliczeniach oparliśmy się na katalogu Eurostatu, jednak wyeliminowaliśmy z niego przemysł chemiczny, motoryzację oraz produkcję sprzętu elektronicznego i elektrycznego. Przykład Polski pokazuje, że zatrudnienie w tych branżach może być zdominowane przez prace niewymagające zaawansowanej wiedzy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Polska gospodarka za rzadko rusza głową