Spożywamy jej rocznie więcej niż wody butelkowanej (2,6 mld litrów), a nawet piwa (3,5 mld litrów), choć jej sprzedaż również jest sezonowa. Polska to prawdziwe królestwo zupy.



— Rocznie zjadamy 3,8 mld litrów zup, co daje aż 103 litry na osobę [razem z zupami domowymi — red.] — mówi Beata Bednarek, group product manager w Nestlé Polska.
Lepszego wyniku nikt na świecie nie zdobył. Handlowa część tej kategorii to 921 mln zł (dane Nielsena za okres grudzień 2011 — listopad 2012) i 350 mln kg, a najwięcej kupujemy zup chińskich i tzw. do zagotowania (patrz wykres).
Tradycyjne i pożywne
Popularność zup wynika, zdaniem Beaty Bednarek, m.in. z ich pożywności.
— To także sposób na przekonanie dzieci do spożywania warzyw — dodaje przedstawicielka Nestle. Według Andrzeja Gantnera, dyrektora generalnego Polskiej Federacji Producentów Żywności, jest to kwestia tradycji.
— Zupa jest bardzo mocno wpisana w zwyczaje żywieniowe Polaków, co widać chociażby po restauracyjnym menu, w którym zup jest znacznie więcej niż w restauracjach za granicą — dodaje Andrzej Gantner.
Jego zdaniem, dzięki popularności zup mogły się rozwinąć inne spożywcze rynki.
— Ogromnemu spożyciu zup zawdzięczamy np. duży rynek makaronów, którego fundamentem są właśnie dodawane do nich nitki, a nie spaghetti — dodaje Andrzej Gantner.

Rynek bez fajerwerków
Mimo upodobania do zup Polacy jedzą ich jednak z roku na rok niewiele więcej.
W ubiegłym roku rynek urósł ilościowo tylko o 1 proc. Pozostajemy też raczej tradycjonalistami.
— Zupy do gotowania to kategoria dojrzała i w dużej mierze sezonowa. Sprzedaż barszczu czerwonego przed Bożym Narodzeniem czy żurków i barszczy białych przed Wielkanocą wzrasta nawet o 400 proc. w porównaniu z okresami nieświątecznymi. Cała kategoria skurczyła się jednak w ostatnim roku o ponad 3 proc. — twierdzi Ilona Polus- Iwaszko, brand manager Knorr, marki należącej do Unilevera. Podobne smaki królują wśród zup mokrych i koncentratów, jednak ten rynek rośnie.
— Zupy mokre i koncentraty to niewielka część rynku, warta 87 mln zł. Kategorie te urosły w ubiegłym roku o 6-7 proc. ilościowo (dane Nielsena dla Agros Novy), ale nie spodziewamy się rewolucji i znacznego wzrostu. Powód to głównie cena — litr zupy mokrej to dla konsumenta koszt około 4 zł, a podobną ilość zupy z proszku można sobie przygotować za około 2 zł. Od lat w tej kategorii nie pojawiają się innowacje — mówi Monika Kolano- Wysokińska, dyrektor marketingu grupy Agros-Nova.
Zdaniem Michała Adamczyka, brand managera Pamapolu, przywiązanie do tradycyjnych smaków w kategorii zup gotowych wynika z tego, że konsumenci preferują takie zupy, które na co dzień przygotowują samodzielnie w domu.
— Zupełnie odmienny trend, bo innowacyjny, panuje w kategorii dań instant, gdzie pojawiają się nowe opakowania oraz smaki zup, takie jak: serowa, dyniowa, cukiniowa i brokułowa — mówi Michał Adamczyk. Jego zdaniem, to zupy kuchni międzynarodowych mogłyby przyczynić się do rynkowych zwyżek.
— Takie zupy będą kojarzyć się Polakom z czymś ciekawym — raczej z eksperymentowaniem w kuchni niż codziennym daniem. Dlatego w pierwszym okresie sprzedaży mogą znacznie przyczynić się do zwiększenia atrakcyjności kategorii — dodaje Michał Adamczyk.
