W 2010 r. firmy wyeksportowały towary za 22,5 mld zł
W niewielu sektorach gospodarki jesteśmy tak silni, jak w produkcji mebli. Perspektywy też są niezłe.
Polska jest w gronie największych eksporterów mebli na świecie. Sprzedaliśmy ich w zeszłym roku za 5,6 mld EUR, co daje nam czwartą pozycję. Lepiej wypadamy w tonażu. Za granicę wysłaliśmy 2,5 mln ton szafek, łóżek, foteli i biurek, za co mamy srebrny medal. Saldo zeszłorocznego bilansu handlowego tej kategorii to 19,5 mld zł.
— Perspektywy są nadal obiecujące. W ten przemysł zainwestowano miliony dolarów, więc branża rozwija się siłą masy i rozpędu. W najbliższych 10 latach czeka nas stabilny coroczny wzrost średnio ok. 5 proc. — szacuje dr Tomasz Wiktorski, analityk rynku meblarskiego z firmy konsultingowej B+R Studio.
Nie bój się smoka
W obu rankingach (wartościowym i ilościowym) światową czołówkę stanowią Chiny. W wartościowym pomiędzy Państwo Środka, a kraj nad Wisłą wskakują Niemcy i Włochy, którzy produkują meble z wyższej półki. Polska około 80 proc. produkcji eksportuje głównie do krajów Europy Zachodniej.
— U nas produkujemy głównie meble tanie, ale jednocześnie dobre — dodaje Tomasz Wiktorski.
Co stoi za sukcesem? Potencjał materiałowy, kapitał ludzki i długa historia. Za komuny byliśmy głównym dostawcą wersalek i meblościanek do krajów RWPG. Po 1989 r. branża szybko się sprywatyzowała, zainwestowała w technologie i pozyskała atrakcyjne, zachodnie rynki zbytu.
— Nie obawiam się, że produkcja mebli będzie uciekała do tańszych krajów. Niektóre firmy podejmowały próby przenoszenia się do Ukrainy czy Bułgarii i szybko stamtąd wracały. A zakłady, które w Polsce bankrutowały, były od razu przejmowana przez konkurencję bez zawieszania działalności — zauważa analityk B+R Studio.
Dodaje, że jedną z największych barier dla branży są koszty pozyskania drewna, porównywalne z zachodnimi.
Rozwój bez innowacji
— To nie Chiny są zagrożeniem dla wzrostu w Polsce, lecz brak innowacyjności i dobrego designu. Za chwilę o stopniowo bogacących się i wymagających klientów zawalczą tylko Niemcy, Francuzi i Włosi. Polska zostanie w tyle — mówi Paweł Kubara z Comforty.
Spółka dopiero zaczyna sprzedawać za granicę, bo dotychczas pracowała na markę w kraju. Skutecznie, bo w czasie polskiej prezydencji unijni dygnitarze będą siedzieć na, i przy meblach tej firmy. Jednak nie brak głosów, że drogie i designerskie meble nie wypracują dużej pozycji w eksporcie (w 2010 roku stanowiły ponad 5 proc.)
— Markowe meble to nawet na zachodzie mały rynek. Wyniki dają masowe i tanie produkty — mówi Daniel Mzyk, prezes grupy Paged.
Eksport w spółce Atlas Meble Kuchenne stanowi 20-25 proc. sprzedaży, choć jeszcze dwa lata temu sięgał połowy. Szefowie są o przyszłość spokojni.
— Rynek odbija i spodziewamy się wzrostu sprzedaży w całym roku o 10-15 proc. Co jest siłą branży? Potrafimy podpatrywać najsilniejszą konkurencję i zrobić meble, które wyglądają drogo, a są cenowo konkurencyjne — mówi Tomasz Głódź, dyrektor Atlasa.
Giełdowy Paged wypracował w zeszłym roku 123 mln zł przychodów. Połowę z eksportu. Prezes entuzjazmu analityków nie podziela.
— Od dwóch lat branża notuje spadki. Nasza sprzedaż w kraju nie odbija. Eksport zachowuje się bardzo dobrze. Jego udział wzrósł do 60 proc., ale marże tam są o połowę niższe — mówi Daniel Mzyk.
— Trudno się dziwić temu pesymizmowi, bo dziś dynamika sprzedaży jest spora w sektorze tanich mebli takich producentów, jak Forte — mówi Franciszek Wojtal z DM Millennium.
Sprzedaż Forte w I kwartale wyniosła 130,7 mln zł, co oznacza 20 proc. wzrost w porównaniu z I kwartałem 2010 r.
Produkcją mebli w Polsce zajmuje się 23 tys. firm, które zatrudniają 167 tys. osób. O sile branży może świadczyć to, że co trzeci mebel w salonach IKEA pod Warszawą, Paryżem, Bostonem czy Singapurem pochodzi z jednego z 14 polskich zakładów szwedzkiego koncernu lub 60 dostawców.
— Polska jest naszym największym dostawcą mebli. Chcemy mieć z nią długotrwałe relacje, o czym świadczy budowa fabryki w gminie Orla — mówi Dariusz Mroczek, szef zakupów w IKEA na Europę Centralną.