Polska pełna Czerwonych Torebek

opublikowano: 18-10-2012, 00:00

Spółka twórcy Biedronki i Żabki chce w ciągu dekady wydać 4,5 mld zł na małe pasaże handlowe

Budowanie z klocków wydaje się zajęciem dla małych chłopców, ale okazuje się, że lubią je też milionerzy. Mariusz Świtalski, który kładł podwaliny pod rynkowy sukces Biedronki, Eurocashu i Żabki, rozwija sieć Czerwonych Torebek.

To małe pasaże handlowe, budowane z łatwo dających się dopasować modułów. Standardowe Czerwone Torebki składają się z dwunastu klocków po 60 mkw., w których otwierane są sklepiki mięsne, monopolowe czy piekarnie. Wkrótce takie konstrukcje mają zalać polskie przedmieścia i osiedla.

— Dziś czynne są 22 pasaże, ale do końca roku pozwolenie na użytkowanie będzie miało 65. Czwarty kwartał to żniwa, w pierwszym półroczu zajmowaliśmy się raczej zdobywaniem administracyjnych pozwoleń, teraz będziemy gotowi na otwarcia. W przyszłym roku otworzymy 125 placówek. Grunty pod nie już mamy — mówi Ireneusz Kazimierczyk, prezes Czerwonej Torebki.

2000 tysiące pasaży

Na tym się nie skończy — spółka szacuje potencjał polskiego rynku na około 4,5 tys. takich obiektów i w ciągu dekady chce osiągnąć połowę tej kwoty. — W kolejnych latach, gdy zdobędziemy nowe finansowanie, będziemy uruchamiać po 180-200 pasaży rocznie. Nasz plan zakłada, że w 2021 r. będzie działało prawie 1900 Czerwonych Torebek, na co wydamy około 4,5 mld zł — mówi Ireneusz Kazimierczyk.

Na to jednak spółce, która w pierwszym półroczu 2012 miała 37,7 mln zł przychodów i 13,2 mln zł zysku netto, będzie potrzebny zastrzyk świeżej gotówki. Pomóc może warszawska giełda.

— Proces zatwierdzania naszego prospektu przez Komisję Nadzoru Finansowego ruszył latem. Oferta publiczna jest jedną z rozważanych przez nas opcji. Na razie nie zapadła decyzja o wejściu na GPW. Finansowanie na przyszłoroczne inwestycje mamy zapewnione. O tym, czy zdecydujemy się na debiut, zdecyduje koniunktura. Spółce przyglądają się również nowe fundusze private equity — mówi Ireneusz Kazimierczyk.

Nisza i psikus

Dziś w akcjonariacie Czerwonej Torebki karty rozdaje Mariusz Świtalski, który wraz z podmiotami zależnymi ma 74,96 proc. akcji. Reszta papierów spółki jest w rękach funduszu PineBridge, w Polsce znanego m.in. z niedawnej inwestycji w europejską sieć paczkomatów budowaną przez Integera. Paczkomaty będą stały również w Czerwonych Torebkach, ale pasaże o serca i portfele klientów będą walczyć czymś innym.

— Oprzemy się na potencjale lokalnych dostawców: piekarni, sklepów mięsnych, warzywniaków. Chcemy też stworzyć nowe koncepty handlowe, czego przykładem jest uruchomiona właśnie sieć sklepów Warzywnik. Nikomu wcześniej nie udało się stworzyć czegoś takiego — mówi Ireneusz Kazimierczyk.

Prezes uważa, że Czerwone Torebki zagospodarują niszę na polskim rynku i spłatają psikusa dużym sieciom handlowym. Na ich budowę ma wystarczać 1,5 tys. mkw. powierzchni i około 3 tys. osób w bezpośrednim zasięgu pasażu, podczas gdy supermarkety i dyskonty walczą między sobą o lokalizacje powyżej 5 tys. mkw. W bazie danych spółki jest 17 tys. monitorowanych na bieżąco nieruchomości pod pasaże.

— Gdy tworzyliśmy Biedronkę, nikt na rynku nie wyobrażał sobie sprzedawania prosto z palet, gdy tworzyliśmy Żabkę — nikt nie wierzył w funkcjonujące w ten sposób małe sklepy. Tymczasem duże pieniądze będą teraz w małym handlu, bo to on najbardziej dynamicznie się zmienia, a w branży ten, kto nie jest liderem, jest ostatni. Będziemy otwierać pasaże przede wszystkim przy podmiejskich drogach dojazdowych, a także na dużych osiedlach. Około 30 proc. Czerwonych Torebek powstaje przy „magnesie” — na przykład dyskoncie czy supermarkecie — mówi Ireneusz Kazimierczyk.

Szanse i zagrożenia

Zdaniem Krzysztofa Badowskiego, partnera w firmie konsultingowej Roland Berger, Czerwona Torebka ma szansę na powtórzenie sukcesu poprzednich biznesowych dzieci Mariusza Świtalskiego, o ile nie pójdzie na wojnę z dyskontami i supermarketami.

— Hipermarkety jako formuła już się wyczerpują i coraz bardziej jasne jest, że Polska będzie krajem małych i średnich formatów sklepowych, z upodabniającymi się do siebie dyskontami i supermarketami.O sukcesie tego czy innego konceptu zdecyduje klient, któremu trzeba zaoferować to, czego nigdzie indziej nie dostanie. Czerwona Torebka ma szansę na sukces, o ile będzie dopełniać duże sklepy w pobliżu, a nie z nimi konkurować — mówi Krzysztof Badowski.

Według Andrzeja Falińskiego, dyrektora Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, Czerwonej Torebce nie będzie łatwo w wojnie o mały handel.

— Rynek jest jeszcze bardzo rozdrobniony, a za jego konsolidację bierze się kilkunastu graczy. Czerwona Torebka to ciekawy koncept, ale na wyłonienie lidera jeszcze poczekamy — mówi Andrzej Faliński.

Handlowy Midas

Mariusz Świtalski jest w Polsce prawdziwym rekordzistą pod względem zbudowanych i sprzedanych biznesów. Unikający mediów przedsiębiorca z Wielkopolski w 1995 r. sprzedał hurtownie Eurocashu Portugalczykom z Jeronimo Martins. Dwa lata później dorzucił im też około 200 dyskontów Biedronka. Dziś Eurocash, którego właścicielem jest Luis Amaral, wcześniej menedżer w Jeronimo Martins, to największy hurtownik spożywczy w Polsce, a Biedronka — największy detalista. Później za pieniądze od Portugalczyków Mariusz Świtalski stworzył Żabkę, sieć sklepów convenience, którą w 2007 r. sprzedał czeskiemu funduszowi Penta za około 550 mln zł. „Forbes” wycenia jego majątek na 950 mln zł, co daje mu 15. miejsce na liście najbogatszych Polaków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy