Zaborcy patrzyli na polskie instytucje społeczne niechętnym okiem. Jeszcze trudniej było pomagać w czasie II wojny światowej — władze okupacyjne wydały niemal całkowity zakaz działalności organizacji dobrowolnej pomocy społecznej na terenach Generalnego Gubernatorstwa. Mimo to istniały różne formy samopomocy i samoobrony społecznej w postaci podziemnej działalnościdobroczynnej. Kres takiej aktywności położył dopiero komunizm. Pisze o tym w książce „Zarys historii dobroczynności i filantropii w Polsce” prof. Ewa Leś, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1947-89 — twierdzi autorka — doszło do swoistej „filantropijnej depresji” w związku z przejęciem przez państwo większości zadań w sferze opiekuńczej. Organizacje filantropijne i stowarzyszenia społeczne nie mogły odgrywać roli samodzielnych podmiotów, a ich działalności nadano znaczenie pogardliwe. „Spowodowało to niemal zupełne przerwanie instytucjonalnej działalności filantropijnej,która tliła się w postaci nieformalnych działań samopomocy i aktach dobroczynności religijnej” — czytamy w książce Ewy Leś. Coś w tej dziedzinie drgnęło dopiero w latach 70., kiedy miejscem odbudowy niezależnej aktywności obywatelskiej stał się Kościół oraz niektóre z istniejących wówczas stowarzyszeń, jak Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Przełom nastąpił wraz z transformacją ustrojową w 1989 r., ale ćwierćwiecze demokracji w Polsce to zbyt krótki czas, by nadrobić zaległości. Środkiem do celu jest budowa coraz silniejszego społeczeństwa obywatelskiego w naszym kraju.
Polska powoli wychodzi z filantropijnej zapaści
opublikowano: 2016-10-05 22:00
Dlaczego w dobroczynności daleko nam do mieszkańców starej Unii? Decyduje o tym nasza trudna historia.