Radosław Sikorski, polski minister spraw zagranicznych, dołączył do międzynarodowej koalicji apelującej Niemiec o bardziej agresywne ratowanie strefy euro.
— Wzywam Niemcy, dla waszego własnego i naszego wspólnego dobra, byście pomogli w ocaleniu Eurolandu. Dobrze wiecie, że nikt inny tego nie jest w stanie zrobić — stwierdził Radosław Sikorski w Berlinie. Zaznaczył, że „największym zagrożeniem dla Polski nie są niemieckie czołgi ani nawet rosyjskie pociski, ale upadek strefy euro”.
— Będę prawdopodobnie pierwszym ministrem spraw zagranicznych w historii Polski, który to powie: zaczynam mniej bać się niemieckiej potęgi niż niemieckiego braku aktywności — powiedział Radosław Sikorski.
Wspomniany przez ministra „brak aktywności” oznacza utrzymywany od początku kryzysu sprzeciw Niemiec wobec liberalnych rozwiązań w polityce fiskalnej i monetarnej. Chodzi przede wszystkim o blokowanie przez Berlin dwóch koncepcji wyprowadzania strefy euro z kryzysu. Pierwszy pomysł polega na tym, by Europejski Bank Centralny (EBC) na masową skalę zaczął skupować obligacje zadłużonych państw (czytaj: drukował pieniądze). Niemiecki rząd nie chce się na to zgodzić, bo jego zdaniem, spowodowałoby to wybuch inflacji.
— Będziemy bronić euro, ale będziemy to robić jedynie w sposób, który da nam pewność, że nie spowoduje to wzrostu inflacji — deklarował w ubiegłym tygodniu Wolfgang Sch
äuble, minister finansów. Drugi pomysł dotyczy euroobligacji — Niemcy nie chcą się zgodzić na emitowanie takich wspólnych papierów dłużnych. Oznacza on bowiem, że rząd w Berlinie „podżyrowałby” w ten sposób Grecji, Portugali czy Włochom, przez co sam miałby wyższe koszty finansowania i naraziłby się na obniżkę ratingu. Do obu koncepcji — drukowania pieniędzy przez EBC i euroobligacji — namawia Niemcy większość dużych banków świata, politycy amerykańscyi brytyjscy, część znanych inwestorów i ekonomistów (np. George Soros czy Paul Krugman) i część państw UE. Od niedawna w tej koalicji jest polski rząd — najpierw o „zmasowaną interwencję EBC” zaapelował Jacek Rostowski, minister finansów, a teraz to stanowisko rozwinął minister Sikorski. Czy namawianie Niemiec, by zrezygnowały ze swojego finansowego konserwatyzmu, leży w interesie Polski? Według części ekonomistów — tak.
— Kryzys w strefie euro można rozwiązać tylko wtedy, kiedy strefa euro stanie się prawdziwą unią fiskalną, a euroobligacje są dużym krokiem w tę stronę. Ważna jest też rola EBC i nie sądzę, by spowodowało to wybuch inflacji. Delewarowanie europejskich banków sprawi, że podaż pieniądza będzie się kurczyć. Zwiększanie przez EBC płynności nie spowoduje więc inflacji — przekonuje Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas. Jak twierdzi, Polska na takim skutecznym ratowaniu strefy euro mogłaby więc tylko zyskać. Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego, zaznacza natomiast, że o ile euroobligacje pośrednio by Polsce pomogły, o tyle w naszym interesie nie jest drukowanie przez EBC pieniędzy.
— To prędzej czy później musiałoby wpędzić strefę euro w kolejny kryzys — inflacyjny. A to podniosłoby też inflację w Polsce — mówi Monika Kurtek.